Templanza znaczy umiar, czyli Dueñas

To nie jest tak, że ja nie mam w domu książek. Mam dużo. Ale czasem mam ochotę na konkretny gatunek, konkretny klimat, którym akurat nie dysponuję, zatem przy najbliższej wizycie u Mamy-Mality uderzam w żałobne tony „nie ma co czyyyytać!” i wynoszę stosy. Ostatnio stos bodajże siedmioelementowy. Zaczęłam zaś lamenty od tego, że przeczytałabym sobie jakąś zacną powieść historyczną (Mama-Malita akurat kończyła powieść Sarah Lark) i tak przygarnęłam powieść Maríi Dueñas – „Templanza znaczy umiar”. Continue reading „Templanza znaczy umiar, czyli Dueñas”

W cieniu koronkowej parasolki, czyli studium mody i obyczajów

Należę do tego grona zwiedzaczy świata, którzy bardzo lubią chodzić do muzeów – więc z reguły podczas podróży muszę się udać na jakąś wystawę. Szczególnie zaś lubię chodzić do muzeów związanych z życiem codziennym: zwiedzać dawne rezydencje, przechadzać się po skansenach i tym podobne. Niebagatelną rolę w tym zwiedzaniu pełnią stroje (pamiętacie lamenty o czepku z czasów Jane Austen?) – nie na darmo w dzieciństwie zaczytywałam się takim książkami, jak Continue reading „W cieniu koronkowej parasolki, czyli studium mody i obyczajów”