Poliglotyczni kochankowi, czyli wszystkiemu winien maszynopis

„Daj znać koniecznie jak Poliglotyczni kochankowie!”, piknęła do mnie wiadomość od Ani wprost ze Skandynawii, zaraz po tym, kiedy Facebook uprzejmie doniósł światu, co akurat czytam. Ania, ekspertka od spraw szwedzkich i nie tylko, uprzejmie doniosła, że był w Szwecji szał – wszak Lina Wolff za „Poliglotycznych kochanków” dostała w 2016 nagrodę Augustpriset („nominacje do niej śledzi się, jakby to była nagroda Nobla niemal”, objaśniała Ania). Więc dokonałam kilku przetasowań na liście „do przeczytania” i wsunęłam osławioną powieść Wolff do plecaka. Dwa dni podróżowania tramwajem i oto poznałam trójgłos osnuty wokół pewnego maszynopisu. Continue reading „Poliglotyczni kochankowi, czyli wszystkiemu winien maszynopis”

Swing Time, czyli podwójna opowieść Zadie Smith

Dawno, dawno temu czytałam „Białe zęby” Zadie Smith, niemniej muszę przyznać, że prawie nic z tego czytania nie pamiętam. Gdzieś po drodze było też „O pięknie” – równie niewiele wspomnień – więc postanowiłam odświeżyć znajomość wraz z najnowszą książką autorki, roztańczonym „Swing Time”. Przy okazji przeczytałam też bardzo zacny wywiad ze Smith w „Wysokich Obcasach”: o mediach społecznościowych (czy raczej, nieobecności w nich), macierzyństwie i wyborach, jakie podejmują współcześni ludzie. Bardzo polecam. Continue reading „Swing Time, czyli podwójna opowieść Zadie Smith”

Świat w płomieniach, czyli nie ma ucieczki przed kontekstem

W ramach przygotowań do tegorocznej edycji festiwalu Conrada (dzieje się dużo dobrych rzeczy!) postanowiłam nadrobić najnowszą powieść Siri Hustvedt o bardzo płomiennym tytule (ostatnio same takie, vide Follettowy „Słup ognia”). „Świat w płomieniach”, wielogłos stosowany, jest książką szalenie nietypową. I szalenie przez to intrygującą. Continue reading „Świat w płomieniach, czyli nie ma ucieczki przed kontekstem”

Między książkami, czyli jesienną porą przydaje się odrobina ckliwości

Kawa prawie wystygła.

W życiu dobrze zachowywać umiar i równowagę. W każdym aspekcie, także tym czytelniczym. Więc grube książki i cieniuchne, te, które czytamy celem refleksji i lepszego poznania naszego skomplikowanego świata i te, które przyjmujemy wyłącznie dla rozrywki (tu wszelakie guilty pleasures). Takie, po których chce się zasiąść i zapłakać nad stanem wszystkiego i takie, które podnoszą na duchu i krzepią serduszka. Mniej lub bardziej podążam drogą złotego środka i staram sobie urozmaicać listę lektur, wszak czytanie w kółko tego samego nie okazuje się tak przyjemne, jak dawkowanie sobie różności po trochu. Więc było dużo grubych i złożonych książek, więc teraz, dla równowagi, coś cieńszego i nieco prostszego: „Między książkami” Gabrielle Zevin. Continue reading „Między książkami, czyli jesienną porą przydaje się odrobina ckliwości”

Arystokratyczna powtórka z rozrywki, czyli Fellowes wśród snobów

fellowes_snoby
Snobistyczny aranż jesienny.

Dość solidnie zachwycałam się – po czasie, ale zawsze – powieścią Juliana Fellowesa pod tytułem „Czas przeszły niedoskonały”. Fellowes, brytyjski aktor i scenarzysta, a do tego baron, zdążył się już zasłużyć jako pisarz dryfujący po szerokim a niebezpiecznym morzu, którego imię brzmi „arystokracja”. Jego powieści portretują wyższe sfery żyjące według odwiecznego cyklu polowań i przyjęć, podczas których króluje „gra w nazwiska” (czyli powymieniajmy tych, których znamy od lat, żeby podkreślić, jak zwarte i zamknięte grono stanowimy). Tak było w „Czasie”, tak jest i w najnowszej wydanej w Polsce książce: „Snoby”. Continue reading „Arystokratyczna powtórka z rozrywki, czyli Fellowes wśród snobów”

Krótka historia zachwytu, czyli „Niksy” Nathana Hilla

Bywają książki, o których wszędzie głośno – i ostatnio ciągle natrafiam na dwie takie głośne powieści: szeroko opisywane „Córki Wawelu” Anny Brzezińskiej (już wkrótce więcej w temacie!) oraz oklaskiwane jako nowe objawienie literatury zza oceanu „Niksy” Nathana Hilla. Obie raczej z tych powalających objętością, co w moim odczuciu jest zaletą wielką i pożądaną. Wyposażona w świetny wywiad z Hillem w najnowszym numerze „Książek” (tekst o mamie autora, przejętej ekranizacją, w której zagraj sama Meryl Streep, arcyuroczy), zabrałam się do czytania „Niks” i przez trzy wieczory przeszłam od zniesmaczenia do bezbrzeżnego zachwytu. Continue reading „Krótka historia zachwytu, czyli „Niksy” Nathana Hilla”

Nocne czuwanie na odległej szkockiej wyspie

Nieraz już przywoływałam słynne powiedzenie Bene Gesserit – „nigdy nie sądź książki po okładce”. I tak, jest w tym wiele racji, ale jak wpatruję się w kładkę „Nocnego czuwania” Sarah Moss, to ogarnia mnie takie poczucie zachwytu. Ten niby-półksiężyc, drobinki gwiazd dookoła, naprawdę pięknie wydana rzecz. Zawartość też godna uwagi, choć nie jest to powieść tchnąca lekkością i prowadząca do łatwych, sielskich zakończeń. Continue reading „Nocne czuwanie na odległej szkockiej wyspie”