Nazywajom go ptakiem dobrego Boga, czyli Cybulka, kuniecznie

Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone z czasów wojny secesyjnej i okolic, to czasem czytuję coś w klimacie – jak choćby „Na pokuszenie” Thomasa Cullinana – ostatnio natomiast nadrobiłam głośną w ostatnich latach powieść Jamesa McBride’a. „Ptak dobrego Boga” ukazał się w Polsce w 2016, a jeszcze wcześniej wstrząsnął anglojęzycznym rynkiem książkowym (była nawet National Book Award w 2013!). McBride, skądinąd przeciekawy twórca wszelakich dzieł kultury, bierze na warsztat Johna Browna, postać historyczną i w kulturze znaną jako między innymi bohater pieśni „John Brown’s Body”. I tak przenosimy się do USA tuż przed wybuchem wojny secesyjnej. Continue reading „Nazywajom go ptakiem dobrego Boga, czyli Cybulka, kuniecznie”

Teatr złoczyńców, czyli ostrożnie z tym Szekspirem

Dużo ciastek, dużo książek, czyli jak przetrwać zimę

Opowiadanie na nowo dzieł Szekspira chyba nigdy mi się nie znudzi. Dzieła mistrza ze Stratfordu inspirują od lat twórców do rozmaitych adaptacji i retellingów, w tym do tak cudownych rzeczy, jak mariaż elżbietańskiego teatru i Gwiezdnych Wojen czy Projekt Szekspir w 400 rocznicę śmierci dramaturga z udziałem poczytnych współczesnych pisarzy. M. L. Rio sięgnęła do dzieł Szekspira nieco inaczej – jej bohaterowie Szekspirem właściwie rozmawiają, wręcz nim żyją, co może mieć niebezpieczne konsekwencje. W końcu… to „Teatr złoczyńców”! Continue reading „Teatr złoczyńców, czyli ostrożnie z tym Szekspirem”

Pielgrzym, czyli sensacyjna rewelacja a.k.a. rewelacyjna sensacja

Ostatnio toczyłyśmy z Mamą-Malitą dyskusję o tym, jak nieprzebrane ilości wydaje się obecnie książek i jak wiele znakomitych lektur może nam po prostu umknąć, bo po prostu o nich nie usłyszymy. Zwłaszcza, że na szeroko zakrojoną promocję nie zawsze mogą liczyć naprawdę dobre książki. Uczciwszy całe to zagadnienie, trzeba przyznać, że tym bardziej dobrze jest liczyć na czytających znajomych online i offline, którzy coś odkryją i będą innych również do tego odkrycia nakłaniać. I tak połowa mojej rodziny już dawno przeczytała mocarną – objętościowo i treściowo – powieść sensacyjną „Pielgrzym” Terry’ego Hayesa, odnotowując ten fakt autografami na szmucpaginie, a mnie się jakoś nie zbierało. Ale nakłonili mnie. O, jak dobrze, że mnie nakłonili. O, jak ja się raduję Continue reading „Pielgrzym, czyli sensacyjna rewelacja a.k.a. rewelacyjna sensacja”

Yanagihary debiut antropologiczny, czyli nie wiem, co myśleć

Jedną z Książek Roku 2016 było dla mnie zdecydowanie „Małe życie” Hanyi Yanagihary – olbrzymia powieść, jak mało która kompletnie zmiotła mnie emocjonalnie. Na fali sukcesu czytelniczego tejże książki wydano jakiś czas temu debiut autorki, czyli „Ludzi na drzewach”, rzecz o zabarwieniu antropologicznym. Nie dalej jak w sierpniu zachwycałam się podobną lekturą, czyli „Euforią” – Yanagihara uderza w nieco, ale tylko nieco, podobne tony. Sięgnęła po inspiracje z prawdziwego życia, konkretniej, do życiorysu wirusologa i pediatry Daniela Carletona Gajduska, który stał się pierwowzorem powieściowego Periny. Continue reading „Yanagihary debiut antropologiczny, czyli nie wiem, co myśleć”

Stulecie chirurgów, czyli książka makabryczno-świetna

Nie tak dawno zachwycałam się barwną opowieścią o życiu codziennym w czternastym wieku, a tu proszę, kolejna świetna książka na horyzoncie: pasjonujący dziennik początków chirurgii, plasujący się gdzieś między powieścią historyczną a zbeletryzowanym reportażem. Otóż Jürgen Thorwald, niemiecki pisarz i dziennikarz, stworzył fikcyjną postać swojego dziadka, Henry’ego Stevena Hartmanna, i na jego zapiskach oparł „Stulecie chirurgów”, wydane po raz pierwszy w 1956 roku. Wiek współczesnej chirurgii rozpoczał się wydarzeniem ze wszech miar epokowym: 16 października 1846 na sali operacyjnej skutecznie zastosowano opary eteru do uśpienia pacjenta, po czym bezboleśnie usunięto mu guza gruczoły szczękowego. „Oto zlikwidowano ból, pisze Hartmann/Thorwald, najstraszliwszą z przeszkód, bezlitośnie ograniczający zakres chirurgicznego działania – przez tysiąclecia aż do dziś” (s. 164). Innymi słowy – rozpoczęła się epoka narkozy. Continue reading „Stulecie chirurgów, czyli książka makabryczno-świetna”

Świat w płomieniach, czyli nie ma ucieczki przed kontekstem

W ramach przygotowań do tegorocznej edycji festiwalu Conrada (dzieje się dużo dobrych rzeczy!) postanowiłam nadrobić najnowszą powieść Siri Hustvedt o bardzo płomiennym tytule (ostatnio same takie, vide Follettowy „Słup ognia”). „Świat w płomieniach”, wielogłos stosowany, jest książką szalenie nietypową. I szalenie przez to intrygującą. Continue reading „Świat w płomieniach, czyli nie ma ucieczki przed kontekstem”

Między książkami, czyli jesienną porą przydaje się odrobina ckliwości

Kawa prawie wystygła.

W życiu dobrze zachowywać umiar i równowagę. W każdym aspekcie, także tym czytelniczym. Więc grube książki i cieniuchne, te, które czytamy celem refleksji i lepszego poznania naszego skomplikowanego świata i te, które przyjmujemy wyłącznie dla rozrywki (tu wszelakie guilty pleasures). Takie, po których chce się zasiąść i zapłakać nad stanem wszystkiego i takie, które podnoszą na duchu i krzepią serduszka. Mniej lub bardziej podążam drogą złotego środka i staram sobie urozmaicać listę lektur, wszak czytanie w kółko tego samego nie okazuje się tak przyjemne, jak dawkowanie sobie różności po trochu. Więc było dużo grubych i złożonych książek, więc teraz, dla równowagi, coś cieńszego i nieco prostszego: „Między książkami” Gabrielle Zevin. Continue reading „Między książkami, czyli jesienną porą przydaje się odrobina ckliwości”