Nie taka wspaniała izraelsko-palestyńska historia miłosna

Gdy wyruszam w jakąś podróż, lubię zabrać ze sobą powieści dziejące się na miejscu, a potem odwiedzać prawdziwe-oraz-fikcyjnie-opisane-miejsca (widzieliście już zbiór pocztówek?). Więc przed dwutygodniową prawie podróżą do Izraela Mama-Malita wyposażyła nas w trzy książki w temacie, w tym najnowszy tom historii najsłynniejszego izraelskiego szpiega, anioła śmierci imieniem Gabriel. Ale najpierw rzecz nieco inna, która wyjściowo wydawała się naprawdę frapująca: oklaskiwany i nagradzany „Żywopłot” izraelskiej autorki Dorit Rabinyan. Continue reading „Nie taka wspaniała izraelsko-palestyńska historia miłosna”

Trzech kobiet godziny. Cunnigham.

Pamiętacie moje pierwsze spotkanie z prozą Virginii Woolf? Jak można się łatwo domyślić, jedno spotkanie prowadzi do drugiego – tym razem wszystko za sprawą Hadyny, która to (dobra dusza!) ofiarowała mi kieszonkowy egzemplarz „Godzin” Michaela Cunnighama (kolejna rzecz obiecywana sobie wieki temu do nadrobienia!). Książka rozmiarowo idealnie nadawała się do noszenia ze sobą wszędzie – i kiedy pewnego dnia między jednym tramwajowym przystankiem a drugim wreszcie ją otworzyłam, po prostu z miejsca przepadłam. Continue reading „Trzech kobiet godziny. Cunnigham.”

Trzeci język Jhumpy Lahiri, czyli Imiennik

„Imiennik” Jhumpy Lahiri nie trafiłby w moje ręce tak rychło, gdyby nie idea bookcrossingu, a właściwie, gdyby nie to, że Mama-Malita, wybrawszy się pewnego dnia na kawę z przyjaciółką, w jednej z krakowskich kawiarni wypatrzyła półkę z książkami do przygarnięcia. Przygarnęła właśnie „Imiennika”, a ja z kolei wykonałam manewr przejmujący. Po ostatniej dawce imigrancko-wojennych opowieści miałam ochotę zmienić klimat z afrykańskiego na jakiś inny. Co prawda, Continue reading „Trzeci język Jhumpy Lahiri, czyli Imiennik”

Amerykańscy bogowie – powieściowe zachwyty, serialowe… zgrzyty?

Kiedy okazało się, że Starz przymierza się do ekranizacji „Amerykańskich bogów” Neila Gaimana, aż skoczyłam z radości i pilnie śledziłam wszystkie doniesienia, zwiastuny, plakaty. Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że dobrze by było odświeżyć oryginał, bo czytałam go ładną dekadę temu i pamiętałam tylko szczątki fabuły. Spędziłam paniczne kilka minut, przetrząsając biblioteczkę w poszukiwaniu mojego egzemplarza, ba, zadzwoniłam do Mamy-Mality i dopytywałam czy może powieści nie ma w domu rodzinnym, i oczywiście w trakcie rozmowy znalazłam ją Continue reading „Amerykańscy bogowie – powieściowe zachwyty, serialowe… zgrzyty?”

Lustra wykrzywiające wspomnienia, czyli Chirovici

Mechanizmy działania ludzkich wspomnień to świetny temat na powieść sensacyjną – widzieliśmy to już przy okazji „Mama kłamie” Michela Bussiego. Rumuński pisarz E. O. Chirovici też podejmuje ten wątek, a zainspirowały go własne wspomnienia… czy raczej, wyobrażenia o nich. Otóż pisarz był przekonany, że w dzieciństwie uczestniczył w pogrzebie młodego piłkarza z okolicy i doskonale „pamiętał” otwartą trumnę i piłkę na piersi zmarłego. Niemniej, rodzina uświadomiła go, że nie ma prawa pamiętać ceremonii, bo był za mały, żeby go zabrać na cmentarz. Czyli wspomnienie musiał sobie wymyślić. I tak oto pomysł zaczął kiełkować, a zaowocował  „Księgą luster”, Continue reading „Lustra wykrzywiające wspomnienia, czyli Chirovici”

Joel Dickër, opowiadacz doskonały

Pamiętacie „Prawdę o sprawie Harry’ego Queberta”? Że marudziłam ponad rok, zanim się zabrałam, ale jak już się zabrałam, to poszło błyskawicznie? Przy kolejnej książce Joela Dickëra już nie marudziłam,  wręcz przeciwnie: przy pierwszej możliwej okazji rzuciłam się na „Księgę rodu z Baltimore”, słusznie oczekując podobnych wrażeń. Bynajmniej się nie zawiodłam – drugie spotkanie z Dickërem i jego bohaterem, pisarzem Marcusem, wypadło Continue reading „Joel Dickër, opowiadacz doskonały”

Lizzie Bennet prowadzi vloga, czyli Jane Austen w XXI wieku

W sprawie retellingów i rozmaitych adaptacji w stylu „przenieśmy coś starego we współczesne realia” jestem bardzo ostrożna. Owszem, zdarzyło mi się natknąć na kilka naprawdę błyskotliwych nawiązań i przeróbek, ale z reguły bardziej kibicuję oryginałowi. Zwłaszcza w przypadku tak klasycznych dzieł, jak powieści mojej umiłowanej Jane Austen. Tym razem jednak przepadłam z kretesem przy pierwszym filmiku. Gdyż, moi drodzy, w XXI wieku Lizzie Bennet prowadzi Continue reading „Lizzie Bennet prowadzi vloga, czyli Jane Austen w XXI wieku”