Naturalista, czyli turbobestseller wcale nie wsysa

Kiedy  WAB szykuje ogólnopolską akcję promocyjną z poszukiwaniem książek w lesie, wiedz, że coś się dzieje. Innymi słowy, nietuzinkowa promocja „Naturalisty” Andrew Mayne’a, książki okrzykniętej na okładce „wciągającą mieszanką nauki, niedopowiedzeń i napięcia”, naprawdę robiła wrażenie. Ja szczęśliwie nie musiałam wybierać się do lasu na polowanie – powieść dzięki uprzejmości wydawnictwa dostałam wcześniej – niemniej bardziej wrażenie zrobiła na mnie sama akcja promocyjna niż lektura. Ale po kolei. Czytaj dalej „Naturalista, czyli turbobestseller wcale nie wsysa”

Dzieła zebrane #30: wakacyjne sensacje, czyli Harris i Silva

Nie od dziś stosuję się do zasady „na wakacje weź sensację”, czyli wyjazdy  leżingowo-plażingowo-zwiedzaniowe idealnie nadają się do nadrabiania zaległości w szeroko pojętych powieściach sensacyjnych i/lub kryminałach. Nic tak nie mrozi krwi w żyłach w upale, jak dobry kryminał, już nie mówiąc o pięciu godzinach czekania na lotnisku, kiedy od szaleństwa ratują tylko zatyczki do uszu i nowa odsłona losów asa izraelskiego wywiadu. Ergo, w #dziełachzebranych dwa krótkie wspomnienia z dwóch polecanych książek. Czytaj dalej „Dzieła zebrane #30: wakacyjne sensacje, czyli Harris i Silva”

Ostre przedmioty i Gillian Flynn, czyli powieść mocna a niepokojąca

Dorosłe bohaterki, powracające do rodzinnych miasteczek z powodów na osobistych i/lub zawodowych, a jednak wiążących się ze Straszną Tajemnicą z Przeszłości – ten motyw pojawił się w literaturze niejeden raz, choćby w „Zapisanych w wodzie” Pauli Hawkins,  „Miasteczku kłamców” Megan Mirandy czy „Torfowisku” Susanne Jansson. Podobnie zaczynają się „Ostre przedmioty”, debiutancka powieść Gillian Flynn, wydana niedawno z nową, serialową okładką. Niemniej, jak wiemy, podobne początki mogą rozwinąć się w zupełnie różne historie. Czytaj dalej „Ostre przedmioty i Gillian Flynn, czyli powieść mocna a niepokojąca”

Dean Koontz i Miasto, czyli magicznie wspaniała opowieść nieoczekiwana

Deana Koontza kojarzyłam do tej pory przede wszystkim z powieściami sensacyjnymi pokroju Forsytha – w najlepszym tego słowa znaczeniu – i jakoś niespecjalnie śpieszyło mi się do bliższego zapoznania się z tym konkretnym skrawkiem współczesnej literatury amerykańskiej. Do czasu, kiedy Mama-Malita wyraziła chęć przeczytania „Miasta”, posiłkując się już dłuższą chwilę temu wpisem Olgi z Wielkiego Buka. Biblioteka Jagiellońska – hurra po trzykroć – po raz kolejny okazała się miejscem słusznym do wyrażania takich chęci. Ergo, pożyczyłam. Przeczytałam. I po prostu zachwyciłam się.

Czytaj dalej „Dean Koontz i Miasto, czyli magicznie wspaniała opowieść nieoczekiwana”

Torfowisko może nie wciąga, ale ciekawi

Szeroko pojęty skandynawski rys w ostatnich latach zyskał dużą popularność w powieściach kryminalno-sensacyjnych, wraz z mroczno-przytłaczającym klimatem i galerią wykolejonych przez życie detektywów. Do grona autorów reprezentujących ów rys dołączyła niedawno szwedzka dziennikarka Susanne Jansson z debiutancką powieścią „Torfowisko”, proponując niebanalne miejsce akcji z przyzwoitą fabułą. Nie od dziś wiadomo, że bagna i trzęsawiska kryją wiele niebezpieczeństw… Czytaj dalej „Torfowisko może nie wciąga, ale ciekawi”

Dzieła zebrane #29, głównie obyczajowe

Dziś w cyklu #dziełzebranych mam dwie powieści, jedną starszą, drugą nowszą – obie łączy ogólny rys gatunkowy (raczej współczesne, raczej obyczajówki) oraz Osoba Szanownej Tłumaczki (nikt inny, tylko Mama-Malita!). Raz na jakiś czas dobrze zanurzyć się w porządną powieść obyczajową, której bohaterowie podbijają nasze serduszka (no, prędzej czy później…) i całą książkę trzymamy kciuki za szczęśliwe zakończenie. A tu zanurzyłam się w dwie takie! Czytaj dalej „Dzieła zebrane #29, głównie obyczajowe”

Biblia diabła, czyli duże ilości wątków naraz

Ujmijmy to następująco: każda książka w jakiś sposób powiązana z czarownicami budzi moje natychmiastowe zainteresowanie. Więc kiedy w mojej skrzynce mailowej wylądowała zapowiedź kolejnej powieści Leszka Hermana z silnymi wątkami czarowniczymi, od razu byłam na tak. „Biblia diabła” to trzecia odsłona przygód tria Paulina-Igor-Johann, niemniej można czytać bez prerekwizytów – ja tak zrobiłam i dzięki wielokrotnym a subtelnym nawiązaniu do poprzednich części nie czułam się pokrzywdzona. Sama powieść natomiast… ciekawa, choć mam parę zastrzeżeń. Czytaj dalej „Biblia diabła, czyli duże ilości wątków naraz”

Bardziej o Danie Brownie niż o jego najnowszej powieści

Trochę podkręciłam kolor, żeby niebo pasowało do okładki.

Swego czasu miałam dość prostą opinię o Danie Brownie: zręczny pisarz, umiejętnie wykorzystujący zgromadzoną przez siebie i pomocnych mu ludzi wiedzę, sprawnie konstruujący fabułę. Twórca przyzwoitych, gładko czytanych powieści z nutką spiskowo-sensacyjną w tle. Nie zmieniłam zdania, jeśli chodzi o prozę – „Początek”, najnowsza powieść Browna, jest książką niezłą i wykorzystuje sprawdzone schematy – ale zafascynował mnie pisarz jako człowiek. A wszystko przez tegoroczny Conrad Festival. Czytaj dalej „Bardziej o Danie Brownie niż o jego najnowszej powieści”

Pielgrzym, czyli sensacyjna rewelacja a.k.a. rewelacyjna sensacja

Ostatnio toczyłyśmy z Mamą-Malitą dyskusję o tym, jak nieprzebrane ilości wydaje się obecnie książek i jak wiele znakomitych lektur może nam po prostu umknąć, bo po prostu o nich nie usłyszymy. Zwłaszcza, że na szeroko zakrojoną promocję nie zawsze mogą liczyć naprawdę dobre książki. Uczciwszy całe to zagadnienie, trzeba przyznać, że tym bardziej dobrze jest liczyć na czytających znajomych online i offline, którzy coś odkryją i będą innych również do tego odkrycia nakłaniać. I tak połowa mojej rodziny już dawno przeczytała mocarną – objętościowo i treściowo – powieść sensacyjną „Pielgrzym” Terry’ego Hayesa, odnotowując ten fakt autografami na szmucpaginie, a mnie się jakoś nie zbierało. Ale nakłonili mnie. O, jak dobrze, że mnie nakłonili. O, jak ja się raduję Czytaj dalej „Pielgrzym, czyli sensacyjna rewelacja a.k.a. rewelacyjna sensacja”

Dzieła zebrane #24, czyli King i Kańtoch

po-Polconowy kolorowy zawrót głowy

Ostatnie kilka dni spędziłam w światach fantastycznych (patrz: Polcon) i dość rzec, że przez weekend przyjęłam trzy książki (nie da się ukryć, że kilkanaście godzin w podróży sprzyja czytaniu). Dwie z nich przynależą do dzisiejszych #dziełzebranych i pobrzmiewają w nich dwa akordy – akord zbrodniczo-sensacyjny i akord grozy. Dwa razy „K”, czyli King i Kańtoch. Czytaj dalej „Dzieła zebrane #24, czyli King i Kańtoch”