Dzieła zebrane #4

W czwartej odsłonie dzieł zebranych (przypominam: chodzi o krótkie refleksje nad tymi lekturami, które dobrze opisuje się w formie pigułkowej) dwa powroty, jeden antropologiczny, drugi starożytno-rzymski. Tak się składa, że obydwa powroty są pożyczone – więc od razu kieruję strumień dziękczynień do Magdy (vide Barley) oraz Bartka (zwanego Gordianusem).

Plaga gąsienicPrimo, niewinny antropolog powraca do Kamerunu, czyli Nigel Barley i jego „Plaga gąsienic”. Ów powrót obliczony jest na to, żeby Barley – który miał okazję spędzić ładnych parę miesięcy wśród Dowayów – mógł zaobserwować ceremonię obrzezania, arcyważny moment w życiu plemienia (pierwotnie chciałam napisać „wziąć udział”, ale niespecjalnie dobrze to brzmi w tym kontekście). Cała rzecz dzieje się raz na kilka lat i randomowemu badaczowi nie zawsze udaje się trafić w kalendarz. Czy tym razem się uda – o, to już zupełnie inna kwestia. Niemniej, raz jeszcze dostajemy opowieści interesujące i pisane z polotem. Może nie czyta się już tak świetnie, jak części numer jeden – efekt pierwszego wrażenia nieco przyblakł – ale wciąż jest zacnie. I coraz mocniej wiem, że wolę być badaczem terenowym w miejskiej dżungli.

„Zagadka Katyliny” Stephen SaylorSecundo, „Zagadka Katyliny” Stephena Saylora. Tu powrót uosabia Gordianius Poszukiwacz – choć zdawałoby się, że wiedzie życie ustatkowanego obywatela Rzymu i żadnych ekscesów nie widać na horyzoncie zdarzeń. Oto małżonka, trójka dzieci (w tym dwóch adoptowanych synów), piękne gospodarstwo na wsi, cisza, spokój… ech, właśnie nie do końca. Choć Gordianus stara się odciąć od rzymskiej polityki, to polityka (w pakiecie z intrygami, spiskami i walką o władzę) osobiście zastuka do jego drzwi. A wszystko przez Lucjusza Sergiusza Katylinę, jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci tamtych czasów. Jego konflikt z Cyceronem stał się kanwą wielu dzieł (nie mówiąc o samych mowach Cycerona przeciwko Katylinie), a Saylor podsuwa ujęcie trochę… z innej strony. Nie będzie to moja ulubiona powieść z cyklu, ale dobrze znów było spotkać Gordianusa.

Z ogłoszeń parafialnych – skoro już mamy okazję: Malita czyta teraz nieco mniej, z braku czasu i z uwagi na brak dostępu do świeżych dostaw książek analogowych (tj. w papierku). Ale za to będzie okazja więcej korzystać z mego umiłowanego czytnika, a tam czają się rozmaite klasyki literatury (łącznie z Tołstojem, którego obiecuję sobie od lat). Bądźcie czujni!

„Rzymska krew” Steven Saylor

„Rzymska krew” Steven SaylorJuż Bene Gesserit zalecały, że książki po okładce nie sądzi się. Na szczęście. Ta tutaj nosi znamiona lekkiego kiczu i pewnie przeszłabym koło niej obojętnie, gdyby nie okoliczności łagodzące. Otóż „Rzymska krew” została mi zarekomendowana, polecona, wychwalona, a nawet przyniesiona i pożyczona. Połowa tych zachwytów starczyłaby, bym pokłusowała do biblioteki, a tu jeszcze z osobistą dostawą było. Nastrojona na epickie doznania, zasiadłam do czytania i… przepadłam.

Rzecz dzieje się w starożytnym Rzymie za czasów dyktatury Sulli. Oto listy proskrybowanych, oto upadające sławy, oto sprzedane majątki, oto bogacący się nowi, politycznie poprawni Rzymianie – czyli dzień jak co dzień w dramatycznych realiach Wiecznego Miasta. Cóż wobec przetasowań wśród stronnictw znaczy jeszcze jedna zbrodnia… chyba, że brutalne ojcobójstwo. Sekstus Roscjusz, oskarżony o zlecenie zabójstwa swego ojca, czeka w napięciu na werdykt sądu. Jego obrońca – początkujący prawnik, Marek Tulliusz Cycero – przygotowuje płomienną mowę, ale sprawę ma rozwikłać dla niego prawdziwy, porządny detektyw. Chciałoby się powiedzieć – inwestygator! I tu na scenę wkracza Gordianus Poszukiwacz, mąż o dzielnym sercu, twardej pięści i więcej niż przyzwoitej sprawności intelektualnej. Podejmuje się, za stosowną opłatą, odkrycia prawdy… a ścieżka do niej mroczna, kręta i niebezpieczna.

Mam słabość do takich bohaterów. Szlachetny łobuz, drań pełen ideałów, nie stroni od argumentów siły (gdy trzeba), okowity (zwłaszcza, gdy nie trzeba), ratuje damy w opałach i potrafi ruszyć głową, nie tylko w celach bitewnych. Taki jest Locke Lamora. Taki jest Kacper Ryx (senior i junior, tak właściwie). Taki jest Gordianus Poszukiwacz.

Niemniej, ustalmy fakty – to nie jest Wielka Literatura Która Przemienia Duszę. Raczej kawał dobrej rozrywki, podany w wielce wiarygodnym (staro)rzymskim sosie, podlany sensacją, posypany intrygą i doprawiony szczyptą polityki. Godziwa porcja na późny, letni wieczór. Już zapewniłam sobie kolejne porcje, bo przygody rzymskiego Poszukiwacza rozlewają się na ksiąg czternaście. Będzie się działo!

PS. Tu podziękowania w stronę Bartka, który swego czasu w odmętach internetów posługiwał się mianem Gordianus Poszukiwacz – stąd cała rzecz.