Kult, Orbitowski, książka znakomita

Łukasz Orbitowski rozmaite już dzieła popełniał, ongiś skłaniając się ku klimatom bardziej fantastycznym, obecnie nie przywiązuje się tak do gatunków. Jego „Exodus” nieco mnie rozczarował, ale skłoniona zachwytami dookoła skusiłam się na najnowsze dzieło, to jest na „Kult”. I zaprawdę powiadam Wam – petarda. Czytaj dalej „Kult, Orbitowski, książka znakomita”

Od magii do spirytyzmu, czyli w co wierzą Polacy

Gdy tylko poszła w internety wieść o premierze tej książki, odezwało się w mojej czytelniczej duszy zainteresowanie dwojakiej natury: blogerskie z cyklu „czytałabym, opisywałabym” i naukowe z cyklu „wszak moja działka jak nic!”. Tomasz Kwaśniewski w pokaźnym tomie „W co wierzą Polacy?” proponuje, jak głosi podtytuł, „śledztwo w sprawie wróżek, jasnowidzów, szeptuch…” – biegnę czytać! Najpierw przyczyniłam się poniekąd do promocji Czytaj dalej „Od magii do spirytyzmu, czyli w co wierzą Polacy”

„Walking the Old Ways” red. Adam Anczyk & Halina Grzymała-Moszczyńska

„Walking the Old Ways” red. Adam Anczyk & Halina Grzymała-MoszczyńskaOtóż Malita czyta dla czystej przyjemności i dla naukowej przyjemności (nie należy wszak tych przyjemności wartościować, stawiać jedna nad drugą, nie o to bowiem tu chodzi). Ale że ostatnio było więcej takich naukowych lektur, to jedną postanowiłam byłam zaprezentować.  Konkretniej, zbiór arytkułów o współczesnym pogaństwie w Europie – to z gatunku pozycji nowszych, co bardziej dostępnych i – przede wszystkim – przystępnych.

Książkę otwiera metafora tytuł tłumacząca – czyli „walking the Old Ways”, w wolnym tłumaczeniu: spacer po Dawnych Ścieżkach. Ścieżki te wydeptali przez stulecia inni spacerujący, podążający w różnych kierunkach do różnych miejsc. Szli w sandałach, caligae, ciżmach… i można poczuć jakąś łączność z nimi, mimo, że my akurat biegniemy w trampkach. Spacerowanie – oto starożytna tradycja, która może przerodzić się w doświadczenie duchowe, doświadczenie bycia częścią tego uświęconego zwyczaju*. Ta metafora prowadzi prosto do dwóch filarów, na których stoi neopogaństwo, a są to tradycja i doświadczenie. Jedni kładą nacisk na łączność z dawnymi wierzeniami, inni podkreślają wartość osobistych przeżyć duchowych. Wiele jest opinii, tak, jak wiele istnieje współcześnie neopogańskich wierzeń i ruchów religijnych. „Walking the Old Ways” to takie dorzucenie kamyczka do całego ogrodu akademickiego namysłu nad neopogaństwem.

Obszary tego namysłu są tu bardzo różnorodne: od polskiego rodzimowierstwa (Scott Simpson), przez wissariowców i członków związku Romuwa (Rasa Pranskevičiūtė), po mit druidów (Adam Anczyk). Będzie też odrodzenie starożytnej greckiej religii (Marek Job), rzut oka na rodzimowierstwo na Węgrzech (Adam Kolozsi) i początki neopogaństwa w Czechach (Matouš Vencálek). Szczypta New Age’u w postaci studium przypadku ośrodka Tu i Teraz (Anna Górka), a do tego analiza pogańskich treści w tekstach i rozmaitych wypowiedziach „Stenny”, wiodącej pary z zespołu muzycznego Omnia (przy okazji – grają rychło w Warszawie). Zbiór zamyka artykuł redaktorów na temat działań religijnych w LARPach.

Prawo Zbiorów Tekstów głosi, że zbiór zawiera teksty lepsze i najlepsze – tak jest i tym razem. Niektóre artykuły były dla mnie ciekawsze z czysto prywatnych zainteresowań naukowych, co nie zmienia faktu, że wszystkie trzymają poziom. Część zagadnień z kolei stanowiła zupełną nowość (Węgry, Litwa, Grecja to dla mnie w tej kwestii – nomen omen! – terra incognita). W każdym razie, początkujący otrzyma godziwe wprowadzenie w szeroki temat studiów nad neopogaństwem, a bardziej zaawansowani odnajdą sznureczki, prowadzące do kolejnych lektur. Ja wynotowałam co najmniej sześć – przynajmniej na czas najbliższy. Ergo, polecam.

PS. A książkę dostałam od wydawnictwa Sacrum via Pan Redaktor książki – pięknie dziękuję!

* Bardzo luźne Malitowe tłumaczenie metafory, zawartej w: Adam Anczyk, Walking the Old Ways: A Metaphor, [w:] „Walking the Old Ways. Studies in Contemporary European Paganism”, red. A. Anczyk, H. Grzymała-Moszczyńska, Katowice 2012.

„Poznam sympatycznego Boga” Eric Weiner

 „Poznam sympatycznego Boga” Eric WeinerKsiążka z joginem w quasi-Raybanach na okładce o uwagę dopraszała się już od dawna. Ale, ale, wreszcie zabrałam się do nadrabiania zaległości – także z uwagi na powiązania z moim obecnym projektem naukowym. Jak głosi podtytuł, dzieło opisuje flirty z istotami wyższymi Autora – i z grubsza o to chodzi, bo to taka wyprawa przez świecie religii. Jeśli czytaliście „Podróż Teo” Catherine Clément (skądinąd świetna, polecam) – Weiner tworzy coś podobnego, tylko w mniejszym zakresie religii i z większą dawką tak zwanego jaja.

Ale, jak nakazuje Święte Prawo Zaczynania Od Początku, zacznijmy od początku. Eric Weiner, pisarz i dziennikarz, pewnego dnia trafił na ostry dyżur. Nagły atak bólu brzucha okazał się niegroźny dla zdrowia, ale brzemienny w skutkach dla rozwoju duchowego – otóż pielęgniarka na oddziale zadała Ericowi pytanie fundamentalne pytanie: „Czy odnalazłeś już swojego Boga?”. A on sobie uświadamia, że nie do końca. No i się zaczyna.

Osiem rozdziałów, osiem religii/form duchowości: sufizm, buddyzm, katolicyzm/franciszkanie, raelianizm (sic!), taoizm, wicca, szamanizm i kabała. Zakręcona podróż po religiach przyniesie mnóstwo wątpliwości, pytań i nowych znajomości, a nawet spotkanie z pudlem, który ewidentnie nie ogarnia szamanizmu. Nie jest to szczęśliwie kiczowata laurka dla rozmaitych religii, przesadzona w uduchowieniu czy natchnieniu, czego się obawiałam. Weinerowi udało się coś bardzo trudnego: znaleźć złoty środek pomiędzy dowcipem, ironią, poprawnością polityczno-religijną a przemyceniem kilku naprawdę mądrych myśli. I to niezależnie, czy się zwiedzane religie zna czy też nie. Tak się złożyło, że zasady wszystkich wyznań – no, może prócz raelianizmu – kojarzę w stopniu więcej niż przyzwoitym, niemniej nie czułam się znużona ani zarzucona stosem prawd oczywistych. Całość została podana lekko i prosto, ale nie zbyt lekko i nie prostacko – jako mały smaczek powiem tylko, że każdy rozdział otwiera kolejne ogłoszenie jak z rubryki „Flirt towarzyski”. Moje ulubione to to sprzed szamanizmu:

BDPM [Biały Dezorientacjonista Płci Męskiej – JM], który ma już dość mistyfikacji, pragnie ustatkować się z odpowiednim dla siebie bóstwem. Wiek nie gra roli. Mile widziani miłośnicy zwierząt.*

Wielokrotnie odczuwałam przypływ sympatii dla Autora, od specyficznego poczucia humoru, po zrozumienie i podzielanie jego umiłowania do zakreślania ołówkiem Ważnych Zdań w książkach (mój egzemplarz „Poznam sympatycznego Boga” nosi wiele śladów zakreśleń, wyznam). Coś dla religijnych, mniej religijnych, za lub nawet przeciw: mieszanka rozrywki z nienachalnym przekazem metafizycznym zawsze na tak.

PS. Wyzwaniowo – „Z półki”, edycja 2o13’.

* Eric Weiner, Poznam sympatycznego Boga, przeł. Julita Mastalerz, Carta Blanca 2011, s. 267.