Autografy Jeffreya Asperna, czyli Henry James, zwiastun i audiobook

Dość przypadkiem natrafiłam na zwiastun filmu „The Aspern Papers” i przepadłam. To taka wenecka odsłona „Opętania” A. S. Byatt, czyli poszukiwanie prawdy o przeszłości umiłowanego literata. Przy okazji z przyjemnością odkryłam, że to ekranizacja literackiego pierwowzoru, mianowicie opowiadania Henry’ego Jamesa, i mogłam od razu eksplorować całą opowieść – olśniło mnie również, że można tę eksplorację oprzeć na słuchaniu i tak oto spędziłam kilka godzin spacerów w towarzystwie audiobooka z LibriVox (jaka to jest zacna instytucja!). Polecam wielce. Continue reading „Autografy Jeffreya Asperna, czyli Henry James, zwiastun i audiobook”

Poznański weekend, czyli Jeżyce, jedzenie i Pyrkon

W miniony weekend wybraliśmy się do Poznania i były to ewidentnie trzy dni, kiedy w stolicy Wielkopolski działo się wszystko. Już mniejsza o konferencje (ja pojechałam na jedną, część moich akademickich znajomych na inną), ale był też Air Show (70 tysięcy widzów!), rozmaite biegi i zawody czy wreszcie dość brzemienny w skutkach mecz Lecha z Legią. Ah, no tak, no i Pyrkon. O starogreckiej jedności miejsca i czasu tych wydarzeń dane mi się było przekonać trzy tygodnie temu, kiedy usiłowałam znaleźć nocleg w Poznaniu (cóż, kiedy wiadomość o przyjęciu abstraktu przychodzi dopiero wtedy…) i oświeciło mnie. Brak miejsc? Fakt, przecież to Pyrkonowy weekend! Niemniej, nocleg się znalazło (z klimatem mocno… kolonijnym), a cały poznański wypad oceniam na piątkę z dużym plusem! Continue reading „Poznański weekend, czyli Jeżyce, jedzenie i Pyrkon”

Śląsk weekendowy, czyli Cieszyn cieszy książkowo

W dość spontanicznym przebłysku geniuszu postanowiliśmy z Królem Małżonkiem wybrać się na weekend „za miasto”, rozumnie eliminując kierunek południowy (deptanie krokusów w Tatrach całą hurmą niespecjalnie nam się widziało). Wybór padł na Śląsk Cieszyński, i to właśnie Cieszyn podbił moje serce najmocniej. Cieszyn, dodajmy, książkowy.

Continue reading „Śląsk weekendowy, czyli Cieszyn cieszy książkowo”

L. i Delphine, czyli frapująca Prawdziwa Historia

„Przeczytaj, bo muszę z tobą porozmawiać”, powiedziała tonem pełnym zachęty Mama-Malita, podsuwając mi „Prawdziwą historię” Delphine de Vigan. Kierowana doświadczeniem, które mówi, że matki zawsze mają rację, nie zwlekałam zbyt wiele… i pochłonęłam czterysta stron w tempie ekspresowym. A potem, rzecz jasna, musiałyśmy porozmawiać. Continue reading „L. i Delphine, czyli frapująca Prawdziwa Historia”

O Trumanie Capote i łabędziach z Piątej Alei

Truman Capote to jeden z tych pisarzy, których się kojarzy, nawet jeśli się nie czytało żadnych jego dzieł. „Śniadanie u Tiffany’ego” w wersji filmowej widziałam ze cztery razy, łącznie z biograficznym filmem o Audrey Hepburn, w którym Truman obsztorcowywał aktorkę na planie. Autor kontrowersyjny i barwny, uwielbiający rozgłos, w powieści Melanie Benjamin zyskuje nad wyraz żywe oblicze. On sam i jego łabędzie – damy z towarzystwa, które w rubryczce „zawód” mogą wpisać „bywalczynie”. Kobiety piękne, bogate, szykowne… i skrywające wiele tajemnic, niekiedy skandalicznych. Continue reading „O Trumanie Capote i łabędziach z Piątej Alei”

Podwójna tożsamość bogów, czyli Cetnarowski

Te kilka ostatnich dni grudnia to zawsze czas podsumowań tudzież rankingów, co w mijającym roku się udało, a co niekoniecznie. Mnie osobiście udało się skończyć czytelniczo Anno Domini 2017 z książką bardzo sprytnie wpasowującą się w trend końcowo-nowo-roczny, bo stanowi ona nie tylko listę wyzwań na przyszłość, ale i podsumowanie – właściwie całej dekady. A chodzi o „Podwójną tożsamość bogów” Michała Cetnarowskiego, którą wypatrzył był mi na Targach Książki Król Małżonek. Continue reading „Podwójna tożsamość bogów, czyli Cetnarowski”

Między książkami, czyli jesienną porą przydaje się odrobina ckliwości

Kawa prawie wystygła.

W życiu dobrze zachowywać umiar i równowagę. W każdym aspekcie, także tym czytelniczym. Więc grube książki i cieniuchne, te, które czytamy celem refleksji i lepszego poznania naszego skomplikowanego świata i te, które przyjmujemy wyłącznie dla rozrywki (tu wszelakie guilty pleasures). Takie, po których chce się zasiąść i zapłakać nad stanem wszystkiego i takie, które podnoszą na duchu i krzepią serduszka. Mniej lub bardziej podążam drogą złotego środka i staram sobie urozmaicać listę lektur, wszak czytanie w kółko tego samego nie okazuje się tak przyjemne, jak dawkowanie sobie różności po trochu. Więc było dużo grubych i złożonych książek, więc teraz, dla równowagi, coś cieńszego i nieco prostszego: „Między książkami” Gabrielle Zevin. Continue reading „Między książkami, czyli jesienną porą przydaje się odrobina ckliwości”