„Momenty” były. Młodszy księgowy a dygresja muzyczna

młodszy księgowy2.JPGKsiążki o książkach to zasadniczo jedna z co bardziej szczególnych pozycji na liście „ulubione” każdego bibliofila – dość wspomnieć choćby wspaniałe eseje Anne Fadiman. W tę kategorię pięknie wpasowuje się zbiór felietonów Jacka Dehnela, wydany co prawda kilka lat temu, ale niezmiennie aktualny i niezmienne znakomicie napisany. Chodzi o tom „Młodszy księgowy”, wyniesiony z cudownego przybytku „Kornel i przyjaciele” (to w tę książkę tak czule wpatruję się na zdjęciu!). Od razu zachęcam – czytajcie, a zamiast dłuższego namysłu nad samym dziełem proponuję nieco niżej dygresję muzyczną. Bardzo na temat. Continue reading „„Momenty” były. Młodszy księgowy a dygresja muzyczna”

„Pieśń imion” Norman Lebrecht

Norman Lebrecht, brytyjski krytyk i dziennikarz muzyczny, wydał już kilka książek – w stylu wspomnień o Mahlerze i dzieł „The Complete Companion to Twentieth-century Music. „Pieśń imion” to jego powieściowy debiut, ale również bardzo… muzyczny.

Martin Simmonds wychowuje się w zamożnej żydowskiej rodzinie w międzywojennym Londynie. Jego ojciec jest agentem muzycznym i prowadzi firmę promującą artystów, organizującą koncerty i wydającą nuty. W przededniu wojny do ich domu trafia Dowidl Rapoport, niebywale utalentowany młodziutki skrzypek rodem z Warszawy. Chłopcy szybko się zaprzyjaźniają, a wręcz stają się dla siebie bliżsi niż rodzina. W ogarniętym II wojną światową Londynie dorastają i przygotowują się do wielkiego wydarzenia: oficjalnego debiutu scenicznego Dowidla. Gdy nadchodzi wielki dzień, Dowidl niespodziewanie znika wraz z cennymi skrzypcami. Nikt nie wie, co się z nim stało. Martin i jego rodzina są zrozpaczeni. Dopiero po wielu latach pojawi się nadzieja na odnalezienie Dowidla…

Historię poznajemy z ust podstarzałego Martina, który w prowincjonalnym angielskim miasteczku wpada na ślad dawnego przyjaciela. Ten drobny incydent staje się przyczynkiem do opowieści o dzieciństwie, dorastaniu i relacji z Dowidlem, który – szczerze przyznam – jakoś mi nie przypadł do serca. Już wolałam ciapowatego nieco Martina. Ale cóż, artyści to inny gatunek ludzi.

Nie jestem zachwycona tą książką, ale koncept tytułowej pieśni imion wbija w fotel (nie śmiem zdradzić, bo warto samemu to odkryć). Poza tym, niezmiernie ciekawe są relacje na linii artysta-agent i niemal psychologiczne do nich podejście, podobnie jak zagadnienie budowania własnej tożsamości (tu też nie chcę powiedzieć za dużo). Zaciekawiły mnie też opisy wojennego Londynu. Detale na pięć z plusem, całość na czwórkę.

Jeszcze dwa słowa na marginesie: na okładce książki napisano, że na podstawie powieści nakręcono film z Anthonym Hopkinsem i Dustinem Hoffmanem. Na swojej stronie Autor jednakowoż pisze, że ekranizacja dopiero w planach…