Japoński kot prosto z nieba

Moja szanowna Alma Mater (przy okazji, brawka dla nas za przodowanie wśród polskich uczelni!) wydaje różne książki, wiadomo, naukowe głównie, i chwali się nimi ogólnouniwersyteckim newsletterem. A oprócz pozycji naukowych znajdziemy w nim też takie zacności, jak „Seria z żurawiem”, czyli literatura współczesna ze wszystkich stron świata. Jak na razie dorobek serii jest raczej skromny, ale za to znalazł się w nim akcent japoński. Koci akcent japoński. Widzicie, musiałam. No musiałam nabyć. Continue reading „Japoński kot prosto z nieba”

„Szkoła kotów” Kim Jin-kyung

Szkoła kotówJakiś czas temu spotkała mnie miła recenzencka niespodzianka – wygrałam byłam konkurs w Biblionetce z moim tekstem o mlecznym Gaimanie. Nagroda – najmilsza z możliwych, czyli książka do wyboru z Biblionetkowych patronatów. I, jak to mówią, osiołkowi w żłobie dano, całe mnóstwo, licząc siano. Ale od początku jeden tytuł przykuł mą uwagę w stopniu zaawansowanym: koty? Korea? Więcej kotów? Biorę!

Tak, ja wiem, że to jest książka dla dzieci. Niemniej, starannie pielęgnuję okruchy dziecięcości w mej czytelniczej duszy, aplikując sobie raz na jakiś czas „Dzieci z Bullerbyn” JW Lindgren, powieści Noel Streatfeild czy Waltera Moersa (smokiii!). Bez tego rzeczywistość byłaby jeszcze bardziej szara i smutna. A Kim Jin-kyung popełnił „Szkołę Kotów” dla swojej córeczki, na pociechę po stracie ukochanego mruczącego przyjaciela. „A może koty jednak nie umierają, tylko idą w miejsce, gdzie się uczą, bawią i przeżywają różne przygody?”, pomyślał. Po czym wyobraził je sobie… i opisał.

Otóż koty, ukończywszy piętnasty rok życia, opuszczają domostwa, które dzielą z ludźmi i udają się do niezwykłej placówki edukacyjnej. Tam poznają tajniki wiedzy okołokociej zarówno w dziedzinie historii, sztuki, jak i magii. Bywają też rozmaite porady i mądrości życiowe, na przykład: „kot, który siedzi zbyt długo w ciszy i bez ruchu, nie ma nic wspólnego z prawdziwym kotem”* (w to akurat trochę mi ciężko uwierzyć, zwłaszcza, jak patrzę na mojego podkociopiecznego, który jak zlegnie całym ciężarem, to nie wstaje, bo po co. Patrz niżej). Wszystko prowadzi do zrozumienia sekretu Kryształowej Groty oraz pradawnej przepowiedni. Złowieszczy Tenebris, władca Kotcieni, tylko bowiem czeka, by znów dać o sobie znać…

Pięknie wydana książeczka cieszy oczy i ducha. Kotów, jak wiadomo, nigdy dość, a te tutaj są wyjątkowo wdzięcznie przedstawione. Co prawda to dopiero pierwszy tom przygody Saliksa, Miłki i Mesana – gdyż to ich oczami i łapkami poznajemy Kocią Szkołę – ale cliffhanger na sam koniec jest zaiste godny podziwu. Wiecie, co to oznacza? Tak! Jeszcze więcej kotów w drugim tomie! Ja tam się cieszę.

PS. A tu jeszcze kot fotograficzny, słodko drzemiący popołudniową porą.

kot

* Kim Jin-kyung, Szkoła kotów, przeł. Edyta Matejko-Paszkowska i Choi Sung Eun, Kwiaty Orientu 2013, s. 47.