Haruki Murakami, powieściopisarz umniejszający

Genji Monogatari dopełnia obrazka.

Jest taka scena w jednym z moich ukochanych filmów, „To właśnie miłość”, kiedy premier Wielkiej Brytanii (golden oldie Hugh Grant) przemawia na konferencji prasowej z okazji wizyty prezydenta USA. O relacjach między krajami mówi „I love that word relationship. Covers all manner of sins, doesn’t it?”. I właśnie to jest bardzo dobre określenie na moją własną relację z prozą Harukiego Murakamiego. Relationship. Covers all manners of sins. Continue reading „Haruki Murakami, powieściopisarz umniejszający”

Sposób na ochłodę, czyli japoński kryminał

Japońska półeczka o kryminał powiększona

Różne są opcje przynoszenia sobie ulgi w letnich upałach – czasem trzeba opuścić bezpieczny, klimatyzowany albo zaciemniony przybytek i wyjść ten skwar. Oprócz przyjmowania hektolitrów napojów chłodzących i noszenia ze sobą wszędzie wachlarza (polecam!), dobrze sprawdza się też mrożący krew w żyłach kryminał. Na przykład „Przeczucie” Tetsuyi Hondy, szumnie zwanego „cesarzem japońskiego kryminału”. Gęsia skórka instant, gwarantuję. Continue reading „Sposób na ochłodę, czyli japoński kryminał”

Japoński kot prosto z nieba

Moja szanowna Alma Mater (przy okazji, brawka dla nas za przodowanie wśród polskich uczelni!) wydaje różne książki, wiadomo, naukowe głównie, i chwali się nimi ogólnouniwersyteckim newsletterem. A oprócz pozycji naukowych znajdziemy w nim też takie zacności, jak „Seria z żurawiem”, czyli literatura współczesna ze wszystkich stron świata. Jak na razie dorobek serii jest raczej skromny, ale za to znalazł się w nim akcent japoński. Koci akcent japoński. Widzicie, musiałam. No musiałam nabyć. Continue reading „Japoński kot prosto z nieba”

Gdy Bóg nie odpowiada. Endō Shusaku i jego „Milczenie”

shusaku_milczenieWiele zmieniło się w Japonii od czasów, gdy w połowie XVI wieku stopę na wyspach postawił Franciszek Ksawery. Chrześcijaństwo, początkowo bujnie rozkwitające i liczące dziesiątki tysięcy wiernych, za czasów szogunatu Tokugawów przestało być tolerowane przez władze. Ba, w 1614 roku wydano edykt, zakazujący wyznawania wiary w Chrystusa, a kapłanów ostatecznie wydalono z kraju. Co nie oznaczało, że chrześcijanie zniknęli na zawsze, raczej, że zeszli do podziemia. Prześladowania trwały, a podejrzanych o wyznawanie zakazanej wiary testowano, każąc świętokradczo dotknąć stopą wizerunku Jezusa lub Maryi. Wizerunki te zwane  fumi-e, czyli, dosłownie, podeptane obrazy. Właśnie ten okres dziejów Japonii przedstawia „Milczenie”, najsłynniejsza i obsypana nagrodami powieść Shūsaku Endō z 1966 roku.

„Wieść dotarła do Kościoła”. Lakoniczne zdanie otwierające „Milczenie” przekazuje pogłoskę o tym, że ojciec Cristóvão Ferreira wyrzekł się wiary chrześcijańskiej. Continue reading „Gdy Bóg nie odpowiada. Endō Shusaku i jego „Milczenie””

Dzieła zebrane #19

Wybrałam się jakiś czas temu na slajdowisko, zorganizowane przez moją znajomą podróżniczkę – rzecz poświęcona była jej niedawnej wyprawie do Japonii, było mnóstwo pięknych zdjęć i wspomnień, co automatycznie uruchomiło moje własne dalekowschodnie tęsknoty. Wróciłam do domu i wiedziona tymi tęsknotami, w tempie błyskawicznym wygrzebałam dwie książki okołojapońskie, które Continue reading „Dzieła zebrane #19”

Isabel Allende i japoński kochanek

Mam jeszcze jedną reminiscencję zeszłoroczną, a dokładniej – świąteczną. Nie od dziś wiadomo, że prezentowanie mi książek wiąże się z pewnym ryzykiem i czasem bezpieczniej podpytać o pobożne życzenia (jak było w przypadku „Jamnikarium”, sama sugerowałam Aniołkowi to i owo). Ale zdarzają się też zupełne niespodziewajki, które cieszę czytelniczą duszę podwójnie. Gdy więc spod królewskiej choinki wyciągnęłam najnowszą powieść Isabel Allende, byłam Continue reading „Isabel Allende i japoński kochanek”

Ludzie, którzy jedzą ciemność – o dziewczynie, która zaginęła w Tokio

Jak zdarzyło mi się nieraz wspomnieć (ostatnio przy okazji dyskusji o „Małym życiu”, zerknijcie na komentarze pod wpisem!), rzadko czytam reportaże. Jeśli już, to są to opowieści w jakiś sposób ugruntowane  – jak w przypadku książki Aleksandry Gumowskiej o seksie, betelu i czarach na Trobriandach. Niemniej, istnieje jeden wyjątek w moim czytaniu reportaży: jeśli jest to reportaż o Japonii, biorę w ciemno. W tenże sposób dawno, dawno temu zaopatrzyłam się na jednej z wyprzedaży Znakowych w „Ludzi, którzy jedzą ciemność” Richarda Lloyda Parry’ego.

Właściwie, zawartość przynosi dość odmienną treść niż obiecane na okładce hasło „Tokio – miasto mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet”. Można się spodziewać mrocznych sekretów, wstrząsającej przemocy, sex drugs and rock’n’roll – i wszystkiego po troszku tam znajdziemy. Ale przede wszystkim reportaż Parry’ego to opowieść o jednej, ślicznej dziewczynie, która zaginęła 1 lipca 2000 roku.

Lucie Blackman, która wraz z przyjaciółką Louise pojechała do Tokio odkuć się finansowo, pracowała jako hostessa w klubie Casablanca. Tym jednym prostym zdaniem wkraczamy w cały świat mizu shōbai, „wodnego świata” nocnego życia w Japonii. Być hostessą oznacza być damą do towarzystwa w klubie, czymś na kształt bardziej zaangażowanej kelnerki, która dba o to, by klient dobrze się bawił, wypił to i owo, był ukontentowany konwersacją i kompanią ładnej dziewczyny. Ale, jak zauważa Parry, gdyby praca hostessy kończyła się tylko na siedzeniu w klubie, Lucie Blackman być może by jeszcze żyła. Wyjście na niezobowiązujący obiad z klientem, wymagany przez właściciela klubu, skończyło się tragicznie. I pozwólcie, że w tym miejscu zakończę wprowadzenie, bo siłą tej książki jest właśnie stopniowe odkrywanie wstrząsającej historii Lucie i innych zaangażowanych osób.

Roppongi by night

Richard Lloyd Parry, brytyjski korespondent piszący dla The Independent czy The Times, mieszkał w Tokio w 2000 roku i później, a ciągnąca się przez całe lata sprawa Lucie bardzo go zaintrygowała. Zaczął drążyć temat, a efekt widać oto na załączonym obrazku.  Jego „Ludzi…” czyta się bardziej jak powieść sensacyjną, jako że Parry prowadzi czytelnika w miarę rozwoju historii niczym przez fikcyjną konstrukcję. Zastanawia się, co mogło zdarzyć się Lucie i osadza jej losy w szerokim japońskim kontekście, by wreszcie dojść do wielkiego finału. Oczywiście, rzecz jest starannie opracowana, oparta na solidnym researchu i rozlicznych wywiadach z zaangażowanymi w sprawę osobami – w tym bliskimi samej Lucy.

Parry porusza w swoim reportażu bardzo wiele wątków: nie tylko drobiazgowo analizuje świat nocnych klubów w tokijskiej dzielnicy Roppongi, pieczołowicie odtwarza losy Lucie przed i po jej przyjeździe do Japonii, ale porusza także inne, trudne i ważne tematy. Pisze o różnych sposobach przerywania żałoby, kreśląc bardzo intymny portret rodziców Lucie (skądinąd solidnie pokłóconych), zagłębia się w przebieg japońskich procesów sądowych oraz wyjaśnia sytuację zainichi, czyli Koreańczyków mieszkających w Japonii.

Całość robi ogromne wrażenie – nie tylko dzięki znakomitemu przygotowaniu autora i jego solidnej pracy, ale także, a może przede wszystkim, naprawdę poruszającej opowieści o młodej dziewczynie, której nie dane było dożyć dwudziestych drugich urodzin. I o mrocznej tajemnicy, o nieprzemijającym cieniu, który ta opowieść położyła na życiu wielu innych.

PS. Jakbyście mieli ochotę, Richarda Lloyda Parry’ego można śledzić na Twitterze!