Nierówny splot opowieści, czyli Karpowicz i Miłość

Ignacy Karpowicz zachwycił mnie bezbrzeżnie powieścią „ości”, byłam także pod dużym wrażeniem „Sońki”. Gdy zatem pojawiła się w księgarniach najnowsza jego „Miłość”, poczułam się zainteresowana. Książka, pierwotnie zakupiona w ramach prezentu, niespecjalnie się obdarowanej Mamie-Malicie spodobała. Zabrałam się zatem ja, chcąc wyrobić sobie opinię, niemniej rezultat jest taki, że sama nie do końca wiem, co myśleć. Continue reading „Nierówny splot opowieści, czyli Karpowicz i Miłość”

Nazywajom go ptakiem dobrego Boga, czyli Cybulka, kuniecznie

Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone z czasów wojny secesyjnej i okolic, to czasem czytuję coś w klimacie – jak choćby „Na pokuszenie” Thomasa Cullinana – ostatnio natomiast nadrobiłam głośną w ostatnich latach powieść Jamesa McBride’a. „Ptak dobrego Boga” ukazał się w Polsce w 2016, a jeszcze wcześniej wstrząsnął anglojęzycznym rynkiem książkowym (była nawet National Book Award w 2013!). McBride, skądinąd przeciekawy twórca wszelakich dzieł kultury, bierze na warsztat Johna Browna, postać historyczną i w kulturze znaną jako między innymi bohater pieśni „John Brown’s Body”. I tak przenosimy się do USA tuż przed wybuchem wojny secesyjnej. Continue reading „Nazywajom go ptakiem dobrego Boga, czyli Cybulka, kuniecznie”

Templanza znaczy umiar, czyli Dueñas

To nie jest tak, że ja nie mam w domu książek. Mam dużo. Ale czasem mam ochotę na konkretny gatunek, konkretny klimat, którym akurat nie dysponuję, zatem przy najbliższej wizycie u Mamy-Mality uderzam w żałobne tony „nie ma co czyyyytać!” i wynoszę stosy. Ostatnio stos bodajże siedmioelementowy. Zaczęłam zaś lamenty od tego, że przeczytałabym sobie jakąś zacną powieść historyczną (Mama-Malita akurat kończyła powieść Sarah Lark) i tak przygarnęłam powieść Maríi Dueñas – „Templanza znaczy umiar”. Continue reading „Templanza znaczy umiar, czyli Dueñas”

Stulecie chirurgów, czyli książka makabryczno-świetna

Nie tak dawno zachwycałam się barwną opowieścią o życiu codziennym w czternastym wieku, a tu proszę, kolejna świetna książka na horyzoncie: pasjonujący dziennik początków chirurgii, plasujący się gdzieś między powieścią historyczną a zbeletryzowanym reportażem. Otóż Jürgen Thorwald, niemiecki pisarz i dziennikarz, stworzył fikcyjną postać swojego dziadka, Henry’ego Stevena Hartmanna, i na jego zapiskach oparł „Stulecie chirurgów”, wydane po raz pierwszy w 1956 roku. Wiek współczesnej chirurgii rozpoczał się wydarzeniem ze wszech miar epokowym: 16 października 1846 na sali operacyjnej skutecznie zastosowano opary eteru do uśpienia pacjenta, po czym bezboleśnie usunięto mu guza gruczoły szczękowego. „Oto zlikwidowano ból, pisze Hartmann/Thorwald, najstraszliwszą z przeszkód, bezlitośnie ograniczający zakres chirurgicznego działania – przez tysiąclecia aż do dziś” (s. 164). Innymi słowy – rozpoczęła się epoka narkozy. Continue reading „Stulecie chirurgów, czyli książka makabryczno-świetna”

Dzieła zebrane #26: Targi, książki, fantastyka i Achajowie

Co roku obiecuję sobie, że na Targi Książki to tylko symbolicznie, dwie-trzy książki, bez szaleństw, a potem jadę i jakbym amoku na miejscu dostała. Pewnego razu odwiedziłyśmy Targi razem z myszkovską, która wymogła na mnie obietnicę, że jak będzie chciała nabyć więcej niż zakładał plan, to mam ją okładać antologią polskiego reportażu w dwóch tomach. Jako że nie miałam na podorędziu ani jednego tomu, to plan został przekroczony. Znacznie. Ale cóż, krakowskie Targi są raz w roku (czekajcie, jak się wybiorę do stolicy, to dopiero będzie) i czasem trzeba. Niemniej, zanim zagłębię się w radosne potargowe lektury, garść przemyśleń nad tymi przedtargowymi – zresztą ostatnie rozdziały „Belgariady” doczytywałam jadąc na Targi i oczekując nad kawą na Króla Małżonka. Continue reading „Dzieła zebrane #26: Targi, książki, fantastyka i Achajowie”

Słup ognia, czyli powrót do Kingsbridge, nareszcie

Każdy tom z innej bajki. Ale  nie wydanie, a zawartość się liczy!

Miałam jakieś czternaście lat, kiedy przeczytałam „Filary Ziemi” Kena Folletta – imponującą powieść historyczną o fikcyjnym miasteczku Kingsbridge, którego mieszkańcy w dwunastowiecznej Anglii przeżywają różne dramaty na tle wydarzeń politycznych epoki, a co najważniejsze, budują wspaniałą, gotycką katedrę. Kilka lat później z przyjemnością wróciłam do Kingsbridge (równie gruba powieść „Świat bez końca”: wiek czternasty, budują most, a do tego wojna stuletnia i Czarna Śmierć). Bardzo ucieszyła mnie zatem wieść o kolejnej części: „Słup ognia” trafił do księgarni kilka tygodni temu, zarówno w oryginalne, jak i w polskim tłumaczeniu. Niezastąpiona Mama-Malita pożyczyła mi ją w zeszłym tygodniu i prawie od razu zabrałam się do czytania – i nie spoczęłam, póki nie skończyłam! Continue reading „Słup ognia, czyli powrót do Kingsbridge, nareszcie”

Jak przetrwać w średniowiecznej Anglii, czyli poradnik podróżnika w czasie

IMG_2510Codzienne życie ludzie w innych kulturach – czy to w odległych zakątkach świata, czy też w mniej lub bardziej odległej przeszłości – bardzo mnie ciekawi. Z wszystkich lekcji historii w karierze szkolnej nad rozmaite bitwy i zmagania geopolityczne zawsze przedkładałam wątki społeczne i kulturowe (to drugie zazwyczaj były w mniejszości, niestety), zdarza mi się wizytować skanseny czy muzea rekonstruujące frazę „tak żyli ludzie” (polecam krakowską Kamienicę Hipolitów z Kotem Hipolitem w roli zarządcy). I, rzecz jasna, czytać książki w temacie – czy to w kwestii Tudorów, czy to zamków, czy Wikingów, czy ogólnie rzecz biorąc, średniowiecznej Anglii. Continue reading „Jak przetrwać w średniowiecznej Anglii, czyli poradnik podróżnika w czasie”