Krótka historia zachwytu, czyli „Niksy” Nathana Hilla

Bywają książki, o których wszędzie głośno – i ostatnio ciągle natrafiam na dwie takie głośne powieści: szeroko opisywane „Córki Wawelu” Anny Brzezińskiej (już wkrótce więcej w temacie!) oraz oklaskiwane jako nowe objawienie literatury zza oceanu „Niksy” Nathana Hilla. Obie raczej z tych powalających objętością, co w moim odczuciu jest zaletą wielką i pożądaną. Wyposażona w świetny wywiad z Hillem w najnowszym numerze „Książek” (tekst o mamie autora, przejętej ekranizacją, w której zagraj sama Meryl Streep, arcyuroczy), zabrałam się do czytania „Niks” i przez trzy wieczory przeszłam od zniesmaczenia do bezbrzeżnego zachwytu. Continue reading „Krótka historia zachwytu, czyli „Niksy” Nathana Hilla”

Nocne czuwanie na odległej szkockiej wyspie

Nieraz już przywoływałam słynne powiedzenie Bene Gesserit – „nigdy nie sądź książki po okładce”. I tak, jest w tym wiele racji, ale jak wpatruję się w kładkę „Nocnego czuwania” Sarah Moss, to ogarnia mnie takie poczucie zachwytu. Ten niby-półksiężyc, drobinki gwiazd dookoła, naprawdę pięknie wydana rzecz. Zawartość też godna uwagi, choć nie jest to powieść tchnąca lekkością i prowadząca do łatwych, sielskich zakończeń. Continue reading „Nocne czuwanie na odległej szkockiej wyspie”

Kto kogo wiedzie na pokuszenie, czyli on jeden, ich osiem

Andrzej Sapkowski w „Świecie króla Artura” tylko na wpół żartem pisał, że literatura zawsze ma rację, a historycy i realiści mogą opowiadać do woli, jak było naprawdę – i tak to pisarze, a nie historycy, najlepiej i najbarwniej przybliżają nam dzieje dawne. Fakt, powieści o czasach minionych o wiele lepiej potrafią unaocznić historyczne wydarzenia niż spis dat upchniętych w jednym akapicie podręcznika. Więc jeśli chodzi o wojnę secesyjną, to wiadomo, czyta się „Przeminęło z wiatrem” pani Mitchell – a ostatnio, za sprawą premiery nowej adaptacji filmowej, do łask wróciła powieść Thomasa Cullinana „Na pokuszenie”. Continue reading „Kto kogo wiedzie na pokuszenie, czyli on jeden, ich osiem”

Śledztwo wśród blokowisk, czyli Stasi, wilk i towarzyszka porucznik

Mam ostatnio szczęście do powieści sensacyjnych dziejących się w nowych – przynajmniej dla mnie – okolicznościach. Najpierw porucznik Himekawa, gwiazda tokijskiej policji metropolitalnej, a teraz Karin Müller, towarzyszka porucznik z powieści Davida Younga, przyrównywanych atmosferą do oscarowego „Życia na podsłuchu”. Niedawno premierę miał drugi tom historii o Karin, czyli „Stasi i wilk”. Tak tak, kierunek NRD. Continue reading „Śledztwo wśród blokowisk, czyli Stasi, wilk i towarzyszka porucznik”

Jaśnie pan barceloński, czyli Cabré

jaume cabre_jaśnie pan
Jaśnie pan zasiadł w fotelu w towarzystwie leniwego kota.

Jaume Cabré kilka lat temu przebojem wdarł się na polskie salony czytelnicze monumentalną powieścią „Wyznaję”, po której czułam się bardziej rozżalona niż zachwycona. Przez dłuższy czas unikałam kolejnych książek pisarza – na polski przełożono pięć, jak dotąd – ale koniec końców uległam namowom Mamy-Mality, wynosząc wiadomy stosik. Kryminał? W historycznej Barcelonie? Do kroćset, trzeba spróbować. I tak zaczęłam czytać „Jaśnie Pana”. Continue reading „Jaśnie pan barceloński, czyli Cabré”

Nowa Zelandia w sadze rodzinnej, raz. Po raz drugi.  

Kot na klikalność, wiadomo

W naręczu książek, które przyniosłam nie tak dawno temu od Mamy-Mality, znalazła się także druga część nowozelandzkiej sagi Sarah Lark, czyli „Pieśń Maorysów”. Lark, a właściwie Christiane Gohl, pochodzi z Niemiec, a w Nowej Zelandii zakochała się podczas jednej z licznych podróży. Ta miłość i fascynacja historią i kulturą kraju wydała obfity plon książkowy, i to wielokrotny, a najczęstszym tego plonu gatunkiem jest historyczny a powieściowy – „Pieśń Maorysów”  jest tego najlepszym dowodem, podobnie jak pierwszy tom, „W krainie białych obłoków”. Continue reading „Nowa Zelandia w sadze rodzinnej, raz. Po raz drugi.  „

Dzikie łabędzie, czyli trzy córki Chin

Różne są sposoby poznawania historii – a jednym z najlepszych możliwych jest poznawanie wielkich wydarzeń przez prymat jednostki. Tak, brzmi banalnie, ale sami przyznajcie, że zupełnie inaczej zapamiętuje się jedną tragiczną historię niż zestaw jak najbardziej poprawnych, ale jednak encyklopedycznie podanych faktów. Ogrom zdarzeń i ich znaczenie inaczej odbiera się, gdy mówi o nich jeden głos. To fakt. Continue reading „Dzikie łabędzie, czyli trzy córki Chin”