Jak wytresować smoka, czyli pierwowzór literacki mnie rozczarował

Smoki, jak wiadomo, to najprzedniejsze ze wszystkich fantastycznych stworzeń, które kiedykolwiek zaludniły (zasmoczyły?) rozmaite dzieła kultury. Zwłaszcza literatura anglosaska może się popisać całą galerią sław tego gatunku, od bezimiennego smoka najpierwszego, czyli przeciwnika Beowulfa (tu mówię więcej na temat!), przez budzącego słuszną grozę Smauga, aż po smoki nieco bardziej… udomowione, znane z takich dzieł, jak historie o Halibucie Straszliwej Czkawce Trzecim. Czyli Cressida Cowell, wiadomo. Jak to było w oryginale powieściowym? Ha, inaczej niż w filmie… i jak dla mnie, w tym wypadku „inaczej” nie oznacza „lepiej”. Continue reading „Jak wytresować smoka, czyli pierwowzór literacki mnie rozczarował”

Szóstka wron, czyli Bardugo wspina się na wyżyny

Wyznałam ostatnio na łamach social media (czy wszyscy już widzieli Malitowego Instagrama?), że aż miło się czyta autora i/lub autorkę, po którym widać, że rozwija warsztat. Myszkovska miała rację, Leigh Bardugo przeszła długą drogę od Trylogii Griszy i historii Aliny, legendarnej Przyzywaczki Słońca. Swój talent do snucia baśni udowodniła w „Języku Cierni”, a dzięki „Szóstce Wron” pokazała, że nieobce jej szalone tempo awanturniczych przygodówek. Och, jakie to było wspaniałe! Continue reading „Szóstka wron, czyli Bardugo wspina się na wyżyny”

Toń, proszę ja was, czyli Kisiel-proza najnowsza

Do grona wielbicieli prozy Ałtorki – to jest, Marty Kisiel – dołączyłam stosunkowo niedawno, ale cała radosna ekipa z „Dożywocia” i przyległości (zwłaszcza przyległości) zawładnęła moim serduszkiem na dobre. Więc kiedy kilka miesięcy temu gruchnęła wieść o nowej powieści, okraszona zapowiedziami pięknej okładki, a nawet pierwszym zdaniem z dość… znajomym nazwiskiem w treści, byłam więcej niż zainteresowana. Upolowałam zatem „Toń” na Pyrkonie i, niczym Kubuś Puchatek, odłożyłam do smakowania za chwilę. Oto chwila nadeszła i… utonęłam! Continue reading „Toń, proszę ja was, czyli Kisiel-proza najnowsza”

Baśń wielce cudowna, czyli niedźwiedź, słowik i czar dawnej Rusi

Od czasów dziecięcych żywię sentyment do baśni, zresztą kto tego nie ma… niemniej, swego czasu zaczytywałam się w niewielkim zbiorku przepięknie wydanych rosyjskich baśni, które snuł czarny kot imieniem Koszka (no dobrze, przyznaję, album był po angielsku, czynna pomoc Mamy-Mality była wskazana). I właśnie ten zbiorek zaraz przyszedł mi na myśl, kiedy zerknęłam na zarys fabuły debiutanckiej powieści Kartherine Arden, „Niedźwiedź i słowik”. Nieustraszona Wasilisa, wyprawiająca się w dzikie leśne ostępy, damy w kokosznikach i mróz malujący swoje obrazy na okiennych szybach… znacie? Znamy! Posłuchajcie. Warto. Continue reading „Baśń wielce cudowna, czyli niedźwiedź, słowik i czar dawnej Rusi”

Griszowie, baśnie i język cierni, czyli świat według Bardugo nadrabiam

Nie dalej jak ostatniego dnia ubiegłego roku Anka-która-wstawia-tytuł (i-zdecydowanie-za-rzadko-pisze, tak poza tym) popełniła pełen zachwytów wpis o „Języku cierni”, cudownie wydanym zbiorze baśni pióra Leigh Bardugo. Na fali zachwytu nad Anki zachwytem popędziłam, by nabyć ów tom i jakoś tak… przeleżał aż do marca. Przeleżał także dlatego, że – zgodnie z radą myszkovskiej – chciałam nadrobić w tak zwanym międzyczasie książki, które wprowadziłyby mnie w świat stworzony przez Bardugo, a mianowicie „Trylogię Griszy”. Świat przedziwnie bliski carskiej Rosji, zaludniony przez budzące grozę stwory oraz obdarzonych magiczną mocą Griszów. Continue reading „Griszowie, baśnie i język cierni, czyli świat według Bardugo nadrabiam”

Kolej podziemna, czyli nieskończona ucieczka

Pamiętacie moje zachwyty nad „Ptakiem dobrego Boga”? Otóż finałem tych zachwytów była obietnica książki następnej, to jest „Kolei podziemnej” Colsona Whiteheada. Najnowsza powieść Amerykanina została obsypana rozmaitymi nagrodami, w tym Pulitzerem w 2017 roku i Arthur C. Clarke Award. „Ulubiona powieść Baracka Obamy i Oprah Winfrey!”, głosi entuzjastycznie okładka polskiego wydania. U mnie, przyznaję, entuzjazm nieco mniejszy, ale książka jest warta uwagi. Continue reading „Kolej podziemna, czyli nieskończona ucieczka”

Kisiel na Blue Monday, czyli jak życie umilić wraz z siłą niższą

Tym razem w pucharku budyń, ale dążę do kisielu.

Kiedy za oknem chłodna, przejmująca, styczniowa wilgoć lub mróz, żywot zdaje się być ponury i nudnawy, a organizm po cichu woła o wiosnę – idzie nam inwestować w środki pomagające przetrwać mniej przyjemne zimowe momenta. Na przykład w książki. I powiem Wam, że dwa wieczory spędzone na kanapie z herbatką, kocykiem i „Siłą niższą” Marty Kisiel zdecydowanie przyczyniły się do wzrostu jakości dnia codziennego. Oj, zdecydowanie. Continue reading „Kisiel na Blue Monday, czyli jak życie umilić wraz z siłą niższą”