Amerykańscy bogowie – powieściowe zachwyty, serialowe… zgrzyty?

Kiedy okazało się, że Starz przymierza się do ekranizacji „Amerykańskich bogów” Neila Gaimana, aż skoczyłam z radości i pilnie śledziłam wszystkie doniesienia, zwiastuny, plakaty. Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że dobrze by było odświeżyć oryginał, bo czytałam go ładną dekadę temu i pamiętałam tylko szczątki fabuły. Spędziłam paniczne kilka minut, przetrząsając biblioteczkę w poszukiwaniu mojego egzemplarza, ba, zadzwoniłam do Mamy-Mality i dopytywałam czy może powieści nie ma w domu rodzinnym, i oczywiście w trakcie rozmowy znalazłam ją Continue reading „Amerykańscy bogowie – powieściowe zachwyty, serialowe… zgrzyty?”

Imię jego Legion, czyli znów Brandon Sanderson

Niedawno, primaaprilisową porą, przedstawiałam Wam rozkosznie absurdalną i bawiącą się z kolejnymi metapoziomami książkę Brandona Sandersona o Alcatrazie Smendrym (kto nie czytał, proszę za mną). Ostatnio faktycznie dużo zdarzyło mi się Sandersonowych rzeczy przyjąć, łącznie z opowieścią graficzną pt. „Biały Piasek” z uniwersum Cosmere, ale teraz pora na obiecany Legion. Dosłownie, jako się rzekło.

Otóż Stephen Leeds, zwany Legionem, Continue reading „Imię jego Legion, czyli znów Brandon Sanderson”

Alcatraz, Sanderson, Prima Aprilis

Nie jestem fanką Prima Aprilis z tej przyczyny, że nie cierpię, kiedy ktoś robi mi dowcipy. Owszem, doceniam, niektóre primaaprilisowe kawały są wyjątkowo udane, ale najlepiej, żeby jednak ich docelowym odbiorcą był ktoś inny (choć przyznaję, Hadyna wygrywa w dzisiejszym zestawieniu dowcipów). Niemniej, pierwszy kwietnia jest dniem raczej frywolnym a swawolnym (bardzo lubię te dwa słowa, a rzadko mam okazję użyć!), więc z tego tytułu chciałam Wam dziś opowiedzieć o Alcatrazie.

Nie o Alcatraz. To ważne. Continue reading „Alcatraz, Sanderson, Prima Aprilis”

Dzieła zebrane #21: raz na słowiańsko, czyli Wollny i Jabłoński

Czasem zdarzają się #DziełaZebrane, które stanowią raczej radosną zbieraninę tego, co się ostatnio działo wśród Malitowych lektur, ale są też i takie bardziej tematycznie zorientowanie (na przykład, zestaw japoński). Tym razem proponuję Wam zestaw słowiański – trochę fantastycznie, trochę historycznie, a wszystko dział się wtedy, gdy ziemiami polskimi władał ród Piastów… Continue reading „Dzieła zebrane #21: raz na słowiańsko, czyli Wollny i Jabłoński”

Antropologiczne zalecenia, czyli znów Le Guin

Głęboko i święcie wierzę w to, że gdyby na większości studiów humanistycznych dodać beletrystykę do lektur obowiązkowych, to wyszłoby to na dobre wszystkim zainteresowanym. Ot, przeczytać solidną powieść historyczną w ramach zajęć z kultury średniowiecza i później skonfrontować to z faktycznym przebiegiem dziejów. Przestudiować jakiś problem prawny na podstawie współczesnej powieści psychologicznej z trudnym procesem w tle (na przykład, „W imię dziecka”). Tak, wiem, trochę by to wydłużyło zajęcia i sylabusy, ale hej, po to chodzimy na studia, żeby dużo czytać, prawda? Mniejsza o to. Najważniejszy na chwilą obecną jest fakt, że wszystkim celującym w antropologię zaleciłam zdrową dawkę dzieł zebranych Ursuli K. Le Guin. Zwłaszcza Continue reading „Antropologiczne zalecenia, czyli znów Le Guin”

Dzieła zebrane #20: Piskorski, Simmons, Atwood

Od jakiś trzech tygodni pieczołowicie zbierałam przemyślenia na temat fantastycznych książek (tu mam na myśli przede wszystkich gatunek), żeby je zestawić w krótkim a tematycznym wydaniu #dziełzebranych. Pierwotnie miała się do nich zaliczyć także historia o Londynie czterech kolorów, ale jakoś tak… popłynęłam z pełnym tekstem. Ale teraz, proszę bardzo, trzy fantastyczne powieści! Continue reading „Dzieła zebrane #20: Piskorski, Simmons, Atwood”

Gry bywają niebezpieczne. Caraval.

caravalData w dowodzie nie kłamie, rocznikowo wyrosłam z young adult dobrą chwilę temu. Co nie zmienia faktu, że powieści dedykowane temuż właśnie targetowi czytać lubię (Rainbow RowellTęcza odpowiedniej słodyczy, czyli Eleonora i Park., mówi Wam to coś?), przede wszystkim, jeśli chodzi o fantastyczne young adult. Jak to ujął ongiś Andrzej Sapkowski, to ten typ książek, które gdyby nie smoki, do złudzenia przypominałyby „Polyannę” (której, skądinąd, nie cierpię) – i fakt, dorosłemu a bardziej oczytanemu czytelnikowi powieści w tym typie mogą wydawać nieco zbyt proste w strukturze. Trafiają się jednak czasem absolutne perełki, które wielce przyjemnie się czyta. „Caraval. Chłopak, który smakował jak północ”, debiutancka powieść Stephanie Garber, absolutną perełką co prawda nie jest, Continue reading „Gry bywają niebezpieczne. Caraval.”