Dean Koontz i Miasto, czyli magicznie wspaniała opowieść nieoczekiwana

Deana Koontza kojarzyłam do tej pory przede wszystkim z powieściami sensacyjnymi pokroju Forsytha – w najlepszym tego słowa znaczeniu – i jakoś niespecjalnie śpieszyło mi się do bliższego zapoznania się z tym konkretnym skrawkiem współczesnej literatury amerykańskiej. Do czasu, kiedy Mama-Malita wyraziła chęć przeczytania „Miasta”, posiłkując się już dłuższą chwilę temu wpisem Olgi z Wielkiego Buka. Biblioteka Jagiellońska – hurra po trzykroć – po raz kolejny okazała się miejscem słusznym do wyrażania takich chęci. Ergo, pożyczyłam. Przeczytałam. I po prostu zachwyciłam się.

Continue reading „Dean Koontz i Miasto, czyli magicznie wspaniała opowieść nieoczekiwana”

Toń, proszę ja was, czyli Kisiel-proza najnowsza

Do grona wielbicieli prozy Ałtorki – to jest, Marty Kisiel – dołączyłam stosunkowo niedawno, ale cała radosna ekipa z „Dożywocia” i przyległości (zwłaszcza przyległości) zawładnęła moim serduszkiem na dobre. Więc kiedy kilka miesięcy temu gruchnęła wieść o nowej powieści, okraszona zapowiedziami pięknej okładki, a nawet pierwszym zdaniem z dość… znajomym nazwiskiem w treści, byłam więcej niż zainteresowana. Upolowałam zatem „Toń” na Pyrkonie i, niczym Kubuś Puchatek, odłożyłam do smakowania za chwilę. Oto chwila nadeszła i… utonęłam! Continue reading „Toń, proszę ja was, czyli Kisiel-proza najnowsza”

Poznański weekend, czyli Jeżyce, jedzenie i Pyrkon

W miniony weekend wybraliśmy się do Poznania i były to ewidentnie trzy dni, kiedy w stolicy Wielkopolski działo się wszystko. Już mniejsza o konferencje (ja pojechałam na jedną, część moich akademickich znajomych na inną), ale był też Air Show (70 tysięcy widzów!), rozmaite biegi i zawody czy wreszcie dość brzemienny w skutkach mecz Lecha z Legią. Ah, no tak, no i Pyrkon. O starogreckiej jedności miejsca i czasu tych wydarzeń dane mi się było przekonać trzy tygodnie temu, kiedy usiłowałam znaleźć nocleg w Poznaniu (cóż, kiedy wiadomość o przyjęciu abstraktu przychodzi dopiero wtedy…) i oświeciło mnie. Brak miejsc? Fakt, przecież to Pyrkonowy weekend! Niemniej, nocleg się znalazło (z klimatem mocno… kolonijnym), a cały poznański wypad oceniam na piątkę z dużym plusem! Continue reading „Poznański weekend, czyli Jeżyce, jedzenie i Pyrkon”

Książki, które czytam w Święta

Uwielbiam cały ten świąteczny rozgardiasz – pierniczki, torty, choinki, ćwiczenie kolęd (moja familia śpiewa, aż miło!), ale oprócz tego przepadam też za tymi spokojniejszymi świątecznymi momentami i co roku staram się wygospodarować czas na okupowanie kanapy w towarzystwie książki i słodkości. Po Wigilii z reguły czytam wspaniałości znalezione pod choinką (w tym roku zamówiłam od Aniołka jeszcze „Dawcę Przysięgi” Sandersona, trzymajcie kciuki, byłam grzeczna!), a przed Wigilią wprawiam się w nastrój, kartkując kilka ulubionych w temacie książek. Dziś podrzucam Wam dwie z nich. Continue reading „Książki, które czytam w Święta”

Dzieła zebrane #26: Targi, książki, fantastyka i Achajowie

Co roku obiecuję sobie, że na Targi Książki to tylko symbolicznie, dwie-trzy książki, bez szaleństw, a potem jadę i jakbym amoku na miejscu dostała. Pewnego razu odwiedziłyśmy Targi razem z myszkovską, która wymogła na mnie obietnicę, że jak będzie chciała nabyć więcej niż zakładał plan, to mam ją okładać antologią polskiego reportażu w dwóch tomach. Jako że nie miałam na podorędziu ani jednego tomu, to plan został przekroczony. Znacznie. Ale cóż, krakowskie Targi są raz w roku (czekajcie, jak się wybiorę do stolicy, to dopiero będzie) i czasem trzeba. Niemniej, zanim zagłębię się w radosne potargowe lektury, garść przemyśleń nad tymi przedtargowymi – zresztą ostatnie rozdziały „Belgariady” doczytywałam jadąc na Targi i oczekując nad kawą na Króla Małżonka. Continue reading „Dzieła zebrane #26: Targi, książki, fantastyka i Achajowie”

Dzieła zebrane #24, czyli King i Kańtoch

po-Polconowy kolorowy zawrót głowy

Ostatnie kilka dni spędziłam w światach fantastycznych (patrz: Polcon) i dość rzec, że przez weekend przyjęłam trzy książki (nie da się ukryć, że kilkanaście godzin w podróży sprzyja czytaniu). Dwie z nich przynależą do dzisiejszych #dziełzebranych i pobrzmiewają w nich dwa akordy – akord zbrodniczo-sensacyjny i akord grozy. Dwa razy „K”, czyli King i Kańtoch. Continue reading „Dzieła zebrane #24, czyli King i Kańtoch”

Kwiat paproci dalej kwitnie, czyli młoda szeptucha i żerca

Różne ludzie mają swoje guilty pleasures, te małe słabostki, których może lepiej się nie powinno, a w rzeczywistości tak dobrze robią. Można jeść czekoladę jak batoniki albo chałwę na kilogramy, można oddawać się beztroskiemu shopingowaniu, nie zważając na grubość (czy raczej już: chudość) portfela, oglądać horrory klasy C i to wyłącznie z lat 80-tych albo ten typ komedii, po których mózg udaje się na przymusową emigrację… pomysłów jest mnóstwo. Moją guilty pleasure są niezbyt udane fantastyczne książki, bo mało co mnie tak odpręża (choć czasem równie mocno irytuje). Więc czasem czytamy o Continue reading „Kwiat paproci dalej kwitnie, czyli młoda szeptucha i żerca”