Dożywocie lepiej późno niż wcale, czyli Kisiel-prozę nadrabiam

Nie kisiel to, a galaretka, pun intended.

Miewałam niekiedy wrażenie, że jestem jedyną osobą w blogosferze, która nie czytała jeszcze żadnego dzieła Marty Kisiel – gorącym orędownikiem tejże jest na przykład Janek z Tramwaju nr 4, zresztą myszkovska również stosowała na mnie łagodną perswazję w stylu „oj, musisz”. Więc na tegorocznych Targach Książki podjęłam męską decyzję – nadrabiam zaległości – i nabyłam drogą kupna najnowsze wydanie pierwszej powieści Ałtorki (czuły ten epitet wywodzi się z forum Fahrenheita), mianowicie „Dożywocie”. Jeden przyjemny wieczór upłynął mi na podróży do Lichotki i spotkaniu z całym dożywotnim tałatajstwem. Oj, musiałam. Continue reading „Dożywocie lepiej późno niż wcale, czyli Kisiel-prozę nadrabiam”

…a może kaligrafia? Ech, chyba nie.

Zdarzyło się już nieraz w historii tego bloga, że dzieliłam się swoją twórczością mniej lub bardziej artystyczną (projekt „Wreck this journal”, pamiętacie?). Od kilku miesięcy natomiast „chodzi” za mną kaligrafia, choć na razie dotychczas badałam temat raczej z daleka – sprawdziłam oferty kursów w Krakowie, już-już prawie kupiłam książkę czy dwie – aż prawo przyciągania we wszechświecie zadziałało i dostałam od Znaku „Kaligrafię” Grzegorza Barasińskiego. Niestety, nie okazała się ona tym, czego szukałam. Continue reading „…a może kaligrafia? Ech, chyba nie.”

Gwałtu, rety, Eka Kurniawan

Dawno, dawno temu, wszedłszy mimochodem do księgarni, natrafiłam na powieść „Piękno to bolesna rana” indonezyjskiego pisarza Eki Kurnawiana. Zachwycił mnie sam tytuł i pierwsze zdanie: „Pewnego niedzielnego popołudnia, w marcu, Dewi Ayu wstała z grobu, w którym przeleżała dwadzieścia jeden lat”. Nabyłam książkę drogą kupna z zamiarem sprezentowania jej Mamie-Malicie – a Mama-Malita niedawno, niedawno temu mi ją pożyczyła. I tak oto zagłębiłam się w zupełnie nowy świat, w samo serce miasteczka Halimunda, gdzie swój niespokojny żywot wiodła Continue reading „Gwałtu, rety, Eka Kurniawan”

Alcatraz, Sanderson, Prima Aprilis

Nie jestem fanką Prima Aprilis z tej przyczyny, że nie cierpię, kiedy ktoś robi mi dowcipy. Owszem, doceniam, niektóre primaaprilisowe kawały są wyjątkowo udane, ale najlepiej, żeby jednak ich docelowym odbiorcą był ktoś inny (choć przyznaję, Hadyna wygrywa w dzisiejszym zestawieniu dowcipów). Niemniej, pierwszy kwietnia jest dniem raczej frywolnym a swawolnym (bardzo lubię te dwa słowa, a rzadko mam okazję użyć!), więc z tego tytułu chciałam Wam dziś opowiedzieć o Alcatrazie.

Nie o Alcatraz. To ważne. Continue reading „Alcatraz, Sanderson, Prima Aprilis”

Lizzie Bennet prowadzi vloga, czyli Jane Austen w XXI wieku

W sprawie retellingów i rozmaitych adaptacji w stylu „przenieśmy coś starego we współczesne realia” jestem bardzo ostrożna. Owszem, zdarzyło mi się natknąć na kilka naprawdę błyskotliwych nawiązań i przeróbek, ale z reguły bardziej kibicuję oryginałowi. Zwłaszcza w przypadku tak klasycznych dzieł, jak powieści mojej umiłowanej Jane Austen. Tym razem jednak przepadłam z kretesem przy pierwszym filmiku. Gdyż, moi drodzy, w XXI wieku Lizzie Bennet prowadzi Continue reading „Lizzie Bennet prowadzi vloga, czyli Jane Austen w XXI wieku”

Rok Królika, dzień grozy, noc horroru. Bator.

Nabieram nieco ambiwalentności w stosunku do twórczości Joanny Bator. Otóż żywię sentyment do „Japońskiego wachlarza” (na pierwsze spotkanie z Japonią naprawdę zacny), pieję peany nad „Piaskową górą”, wychwalam „Rekina z parku Yoyogi”, ale ostatnio trochę nam, dwóm Joannom, nie po drodze (za dużo nut, pamiętacie?). Z pewnym lękiem zatem podchodziłam do lektury „Roku Królika”, powieści, której okładki nie da się określić inaczej, niż creepy Continue reading „Rok Królika, dzień grozy, noc horroru. Bator.”

Jak przez stany POPświadomości wędrował Kuba Ćwiek &co.

https://i0.wp.com/ecsmedia.pl/c/przez-stany-popswiadomosci-b-iext46127396.jpgPamiętacie potargową opowieść o wydawnictwie Sine Qua Non? Tak tak, to właśnie to, które zaspokaja potrzeby sportowo-popkulturowo-fantastyczne jednocześnie. Więc obok opowieści o Clovisie LaFay – średniej, jak pamiętacie – nabyłam również popkulturową gawędę o tym, jak ekipa nerdów pod wodzą Kuby Ćwieka wybrała się w podróż śladami różnych dzieł popkultury. Innymi słowy, trzy tygodnie, kamperem, przez Wschodnie Wybrzeże USA. Przez stany POPświadomości, jak głosi tytuł.

Pomysł prosty a genialny jednocześnie Continue reading „Jak przez stany POPświadomości wędrował Kuba Ćwiek &co.”