Pani od obiadów, czyli rzecz o Lucynie Ćwierczakiewiczowej

Moja familia już dawno odkryła, jak wysoce korzystnym dla mnie prezentem są książki… kucharskie. Oczywiście, chodzi tu o korzyść ogólnie społeczną, wszak wiadomo, że efekty korzystania z takich książek są więcej niż jednoosobowe. Lubię zatem przeglądać rozmaite zbiory przepisów, a osobne miejsce wśród nich zajmuje Klasyka Kuchni: „Kuchnia polska” (ten sernik!), Monatowa i Ćwierczakiewiczowa. Druga z tych dam doczekała się niedawno beletryzowanej biografii z podtytułem „Pani od obiadów”. Rzecz naprawdę smakowita! Continue reading „Pani od obiadów, czyli rzecz o Lucynie Ćwierczakiewiczowej”

Lord Nevermore, czyli Pleijel o Malinowskim i Witkacym

Pleijelową powieść miałam na liście „do przeczytania” już od dawna – umiłowana Jagiellonka znów dopisała i oto na krótki październikowy wypad weekendowy wywiozłam historię „na motywach”, czyli dzieje pewnej przyjaźni. Bronio i Staś, hołubiący swoje towarzystwo od lat dziecięcych, wyruszają w podróż, która tę przyjaźń zakończy. Daleka Australia stanie się preludium do wielkiej naukowej kariery Bronia, ale jednocześnie fiaskiem relacji towarzyskich. Przynajmniej tych męsko-męskich. Continue reading „Lord Nevermore, czyli Pleijel o Malinowskim i Witkacym”

Tokio. Biografia.

Spośród wielkich metropolii świata Tokio zdecydowanie ma w sobie to coś. To coś, trudno uchwytne, a jednak obecne. W krajobrazie kabli, drapaczy chmur, małych sklepików, soczyście zielonych ogrodów i drewnianych chramów niektórzy dostrzegają przede wszystkim ostoję nowoczesności, inni szukają niezmienności tradycji, jeszcze inni polują na to, co cudaczne i orientalistycznie egzotyczne (taka optyka często dominuje w medialnych narracjach z cyklu „zobaczcie, co znowu dziwnego wynaleźli Japończycy”, co z reguły okazuje się być niszowym trendem jednej z tokijskich dzielnic). Tokijska Prefektura Metropolitalna, najliczniejsza metropolia świata, jest miejscem pełnym sprzeczności i trudnej historii. Biografia miasta Stephena Mansfielda oddaje tej historii i sprzecznościom pełną sprawiedliwość. Continue reading „Tokio. Biografia.”

Dzieła zebrane #27: polska literatura współczesna – Grzegorzewska i Dehnel

Dawno nie było #dziełzebranych – przeszło miesiąc! – między innymi także dlatego, że postanowiłam wytrwać przy idei mariażu dwóch choć minimalnie podobnych do siebie tematyką bądź proweniencją książek. Tym razem zatem, grudniową chłodną porą, sugeruję dwa dzieła polskie, w miarę nowe (jedno tegoroczne, drugie sprzed dwóch lat), mniej lub bardziej autobiograficzne, obydwa zdobyte w tym samym momencie dziejów. Continue reading „Dzieła zebrane #27: polska literatura współczesna – Grzegorzewska i Dehnel”

Frida Kahlo prywatnie, czyli wstęp do dalszej znajomości

Nie pamiętam, które dzieło kultury jako pierwsze przybliżyło mi postać Fridy: czy opowieść, którą popełniła Bárbara Mujica (Marginesy wznowiły ją jakiś czas temu), czy też film z Salmą Hayek w roli głównej. Frida przemyka też w jednym z moich ukochanych filmów, „Modigliani – pasja tworzenia”, co jest o tyle zabawne, że w 1920, gdy toczy się akcja, była nastolatką i jeszcze jej się nie śniło małżeństwo z Rivierą. Tak czy tak, wydaje mi się, że od zawsze wiedziałam, kim była señora Kahlo, a jej charakterystyczne autoportrety z nutką surrealizmu rozpoznaję bezbłędnie i w ułamku sekundy. Co ciekawe, to kompletnie nie jest typ malarstwa, który lubię (team prerafaelici, jakby co). Niemniej, ta drobna, temperamentna istota, naznaczona wieloletnim cierpieniem i niezłomnością charakteru ma w sobie jakąś dziwną moc przyciągania. Więc gdy tylko pojawiła się w zapowiedziach nowa książka o Fridzie, od razu ujawniłam zainteresowanie. Continue reading „Frida Kahlo prywatnie, czyli wstęp do dalszej znajomości”

Dzieła zebrane #9

Internety płoną od trzech dni o opowieściach o Targach Książki w Krakowie (łącznie z sarkaniem na wydarzenia równoległe, vide utrudnienia w ruchu z uwagi na sobotni półmaraton ze startem i metą w Tauron Arenie) – ja Targi obeszłam wczoraj, jako się rzekło, raczej truchcikiem, ale za to w wybornym towarzystwie. Była umowa: jeśli Myszkovska będzie kupować za dużo książków (dokładniej, więcej niż trzy), mam ją bić antologią polskiego reportażu. Najlepiej dwoma tomami naraz. Rezultat oczywisty, na trzech się nie skończyło ^^
Tymczasem – zebrało się z lektur minionych kilka Dzieł. Zebrano je oto: trochę miejsko, trochę kryminalnie, trochę biograficznie. Proszę się częstować!

Okładka książki AntipolisPrimo, „Antipolis” Tomasz Fijałkowskiego. Wymyślone miasta i opowieści o nich zajmują specjalne miejsce w Malitowym serduszku (nie mówiąc o tym, że czasem w myślach spaceruję po kilku własnych). Beszel i Al Qoma, Londyn Pod, Nieprzemijające Miasto… oj, wiele takich miejsc by się znalazło. Antipolis Fijałkowskiego, stolica Korony w alternatywnym polskim świecie roku 1936, również ma swój klimat. Może nie stanie się jednym z moich ulubionych, ale na jeden spacer może bym się i wybrała. Tylko niekoniecznie w tym samym czasie, w którym rozgrywa się akcja książki – bo zbliża się Zenit i kolejne manifestacje Innej Rzeczywistości targają metropolią. Ojj, będzie się działo… uciekać? Ależ skąd, należy wziąć głęboki oddech, zostać i czytać, bo dobre!

Okładka książki Koronkowa robotaSecundo,  „Koronkowa robota” Pierre Lemaitre’a. Rzadko mi się zdarza sięgać po kryminały, ale raz na jakiś czas przychodzi ochota i owszem, rzucam się. Rzuciłam się zatem na francuski kryminał, mianowicie Lemaitre’a, którego trylogia jest w Polsce wydana inteligentnie w porządku odwrotnym. Zaczęłam zatem od „Koronkowej roboty” (w tłumaczeniu numer 3, w oryginale numer 1). A rzecz kręci się wokół komisarza paryskiej policji, Camille’a Verhoevena, doskonałego gliny o duszy artysty i wzroście karła. On i jego zespół (zwłaszcza partner, nienaganny w manierach i ubiorze Louis, mój ulubieniec) będą musieli rozwiązać zagadkę kryminalna-literacką: gdyż seryjny morderca nawiązuje swoimi zbrodniami do powieści. Czy uda się odgadnąć, dlaczego, do jakich i skąd je bierze, a do tego wygrać wyścig z czasem, gdy na szalę zostanie rzucone życie najbliższych Camille’a?
Powiem tak: jakiś rok temu, przy okazji premiery „Gniewu”, Zygmunt Miłoszewski wypowiadał się krytycznie na temat eskalacji przemocy, okrucieństwa i krwawości zbrodni opisywanych w powieściach. Zdecydowanie coś w tym jest, bo dla mnie zakończenie było po prostu dla mnie za mocne. Całość jednak niezła.

Okładka książki Inklingowie: C.S.Lewis, J.R.R.Tolkien, Charles Williams i ich przyjacieleTertio i ostatnio, rzecz biograficzna autorstwa Carpentera i długim tytule, mianowicie „Inklingowie: C.S.Lewis, J.R.R.Tolkien, Charles Williams i ich przyjaciele”. Czułam pewien niedosyt historii o Inklingach, a wszystko dzięki lekturze duchowej autobiografia C.S. Lewisa, zatytułowanej „Zaskoczony przez Radość” (o tejże książce może kiedyś indziej). Otóż. Lewis, Tolkien i kilkoro ich przyjaciół (w tym Warnie, brat Lewisa i Charles Williams, poeta i wydawca) regularnie spotykali się w Oksfordzie lat wojennych i powojennych. Chadzali na piwo we wtorki, a w czwartki w jednym z collegów dyskutowali na temat pisanych przez siebie książek. Chciałoby się powiedzieć, że ot, jeszcze jedna grupa oksfordzkich intelektualistów… ale jednak nie na każdym posiedzeniu oksfordzkiego stowarzyszenia odczytywano na głos rękopisy „Listów starego diałba do młodego” czy „Władcy Pierścieni”. To głównie dzięki Tolkienowi i Lewisowi Inklingowie – tak żartobliwie przezwali się przyjaciele – zyskali sławę, która wyszła daleko poza mury uczelni. Humphrey Carpenter pisze nieco o każdym Inklingu z osobna (najwięcej o Lewisie, wszak to on był główną postacią owych spotkań) i o wszystkich razem, dając lekturę zacną a wnoszącą wiele wieści. I frustrującą też, bo to ten typ książki, który prowadzi do co najmniej tysiąca kolejnych.

Z Dzieł Zebranych na razie tyle, a już rychło namysł dłuższy nad jednym dziełem, postmodernistyczno-obrazkowo-ironicznym. Facecje, anyone?

PS. Podziękowania: za drugie Mama-Malita, a za trzecie Myszkovska herself.

Pisane przez Damę – rzecz o Jane Austen

Bardzo Długą Chwilę Temu natrafiłam na wywiad w „Wysokich Obcasach Extra” z Anną Przedpełską-Trzeciakowską. Tłumaczką, której setki czytelników powinny złożyć hołd i serenadować odpowiednie peany dwadzieścia cztery na ha. Otóż pani Przedpełska-Trzeciakowska przełożyła cztery powieści Jane Austen na język polski. Ba, nie dość przekładów, popełniła także książkę, jak sama mówi, „opowieść tłumacza”, o samej Austen, jej dziełach, rodzinie i szeroko pojętej epoce Regencji. Coś na kształt biografii… ale nie tylko. „Jane Austen i jej racjonalne romanse” – jak to mówią Anglicy, pun intended.

Jest więc cała historia familii Austenów, od ojca-pastora, liczne rodzeństwo, aż po jeszcze liczniejsze grono bratanków, siostrzenic i dalszych krewnych słynnej pisarki. Możemy zanurzyć się w ciepłą, rodzinną atmosferę domu Austenów, zajrzeć do ich biblioteki (założę się, że spotkalibyśmy tam młodziutką Jane) i podejrzeć przez ramię list, pisany wytrwale przy małym, mahoniowym sepeciku. Możemy potupać nóżką w rytm kadryla, tańczonego na balu w Manydown, gdzie Jane poznała świeżo upieczonego studenta prawa, Toma Lefroya – nie było to tak intensywne uczucie, zapewne, jak w pewnym uroczym filmie, ale i tak znaczące dla twórczości panny Austen. Zwłaszcza dla powieści, dla której Jane miała największy stosunek emocjonalny – „Dumy i uprzedzenia”. Będzie też chwila dla pewnych przyjętych i odrzuconych oświadczyn oraz nocy pełnej romantycznej dramaturgii.

Mam poduszkę haftowaną, co ma pannę Austen.
Mam poduszkę haftowaną, co ma pannę Austen.

Anna Przedpełska-Trzeciakowska opowiada koleje życia Jane wokół i obok jej powieści, pokazując inspiracje, paralele, odwołania, nawiązania. Czyż w słowach Marianny do Eleonory z „Rozważnej i romantycznej” nie brzmią echa rozmowy między Jane a jej ukochaną siostrą Cassandrą? Czyż afektowane „caro sposo”, którym pastorowa Collins zwraca się do małżonka w „Emmie”, nie zostało pożyczonej od pewnej nielubianej znajomej? Czyż oficerski awans Franka, jednego z braci Austen, to nie kanwa historii Williama Price’a z „Mansfield Park”? Przykłady można mnożyć i mnożyć, ale nie tylko o czysto fabularne inspiracje tu chodzi. Znajdzie się też miejsce dla dyskusji filozoficznych – choć trudno mówić o poglądach filozoficznych panny Austen, to nie sposób zaprzeczyć, że miała konkretny światopogląd, który w mniej lub bardziej oczywisty sposób pokazywała w swoich powieściach. Ot, jak na przykład w „Emmie”: oprócz rozterek panny Woodhouse znajdziemy tam też praktyczną drogę dochodzenia do rozumu (mimo iż, przypomnijmy, trwa Wiek Rozumu, który „nie obejmował rozumu kobiet”, jak cierpko zauważa Przedpełska-Trzeciakowska).

Mistrzyni ironii i opisu postaci w krótkich dialogach dzięki swojej tłumaczce staje się nieco bliższa. Nutka tajemnicy wciąż pozostaje (część listów panny Austen została zniszczona przez jej siostrę), ale to bardzo dobrze. A Anna Przedpełska-Trzeciakowska pisze o pisarce bardzo ciepło, jakby przegadały niejedno popołudnie przy herbatce na plebanii w Steventon.

A może… przegadały? :)

PS. Specjalnie podziękowania otrzymuje Najlepszy Akademicki Sidekick.

PPS. Rozczuliła mnie też uwaga o mamie pani tłumacz, którą od pani Bennet dzieliły jakieś trzy pokolenia, więc doskonale wiedziała, że młoda mężatka dostaje na drobne wydatki „pieniądze na szpilki”, a na obiad dla potencjalnego narzeczonego córki podaje się „rybę i pieczyste” (w oryginale: two courses).