Projekt „Wreck this journal” vol. 11

Ostatnia, niechybnie, tegoroczna edycja projektu konstrukcyjno-destrukcyjnego przynosi ze sobą malowanie farbami, radosne targanie papieru oraz twórczość cudzą.

Na początek, wyzwanie mnemotechniczne: „Zamknij oczy. Połącz kropki z pamięci”. (tak to wyglądało w wersji pierwotnej).  Nawet mi się udało – a całość przerobiłam na wersję galaktyczną. Bo dawno, dawno temu, w odległej galaktyce…

Wreck this journal

Była galaktyka, zdałby się jakiś statek kosmiczny. Tu polecenie dotyczyło raczej wywieszenia journala gdzieś w miejscu publicznym i nakłonienia ludzi do rysowania, ale ja poszłam w plan minimalistyczny. „Naryyyyyyyysuj mi statek kosmiczny” (moduł „kot-ze-Shreka” włączony), wybłagałam uzdolnionego artystycznie kolegę. Kolega popełnił coś, co można określić jako speed-drawing, no i mam. Bardziej łazik niż statek, niemniej ja byłam bardzo uhahana.

Wreck this journal

Małe rzeczy, a cieszą: niezbyt wymagające, ale za to dające dużo radochy: antystresowe targanie papieru oraz próby pisania z piórem w zębach (transliteracja w załączniku, była niezbędna).

Wreck this journal

Wreck this journal

Jeśli ktoś chciałby pobrać moje odciski palców – to tu ma już małą próbkę (wpierw dowody zbrodni, potem właściwy jej efekt). Tak w ramach tematów okołoświątecznych — i przy okazji tejże oto choiny życzę Wam wszystkim na te Święta trzy kilo świętego spokoju tudzież pół tony książków pod choinką. Niech się darzy w obfitości i sytości wszelakiej!

Wreck this journal

Wreck this journal

Let’s wreck the journal!

Projekt „Wreck this journal” vol. 10

Uspokajam, koję niecierpliwości – tak, ja dalej bazgrzę. Może mniej intensywnie, niż z początkiem roku, ale wytrwale. Kolejna odsłona konstruktywno-destruktywnego projektu przynosi znaczki, kawę, autocenzurę, dłonie oraz kota. Zwłaszcza kota.

Zacznijmy od autocenzury – co mówi twój wewnętrzny krytyk, pyta z troską mój journal. Otóż spisałam najdelikatniejsze z jego wypowiedzi, ale nawet tej eufemistycznej wersji świat mógłby nie przyjąć. Stąd autocenzura, objawiająca się na małych różowych karteczkach (róż w żaden sposób nie niesie ze sobą przekazu symbolicznego, takie mi się karteczki nawinęły).

Wreck this journal

 Okołopocztowa reminiscencja znaczkowa. Chwilę mi zeszło na zebranie całej strony – większość przesyłek, która do mnie dociera, to druki tudzież przesyłki kurierskie, a te się znaczkami nie szczycą. Po lewej stronie jeszcze jedna reminiscencja – wakacyjna, aka dialog plażowy (i żeby nie było, lubię również Franz Ferdinand, zwłaszcza tę piosenkę).

Wreck this journal

A tu plama z kawy. Wygląda na to, że zaparzyłam słabą kawę, gdyż po wyschnięciu mało co było widać… niemniej obrysowałam stosowną kredeczką i widać bardziej. Można nawet wróżyć z kształtów, tak na poczet przyszłotygodniowych andrzejek. Jakieś typy, skojarzenia, przepowiednie?

Wreck this journal

Dłoń czarna (lewa) i dłoń kolorowa (prawa), czyli obrysuj. A ja jeszcze dodałam dodatkowe zawijasy i kropencje, bo czemu nie.

Wreck this journal

I wreszcie grand entrée kotości imieniem Ryx. Kotość o kształtach rubensowskich, futrze milusim i charakterze łobuziaka na moją usilną prośbą zainteresowała się papierkiem. Zmiętolona kulka papieru ongiś znajdowała się w journalu w roli stronicy, ale, jak głosi obrazek pierwszy, kartkę ową należało wyrwać i  zmiąć. To poszczułam nią kota.
(zdjęcie nie należy do najwyraźniejszych, ale ustrzelić fotę tej frydze i wiercipięcie to jest spore wyzwanie)

Wreck this journal

Wreck this journal

Let’s wreck this journal!

Projekt „Wreck this journal” vol. 9

Kolejna odsłona artystycznego projektu twórczej destrukcji przynosi trochę zbieraniny i trochę bazgraniny. Na początek to pierwsze: zbieractwo wszelakie, zapoczątkowane od pewnego ogłoszenia w „Metrze”. Głównie naklejki, trochę wycinków z gazet (w tym dwa koty), bilety, papierki oraz jeden Chewbacca (‘cause it’s dangerous to go Solo).

wreck this journal

Do tego w pakiecie zestaw próbek upiększających: cienie, lakiery i inne kosmetyczne utensylia w malowniczym a barwnym chmurkowym kolażu. Zaprawdę, bawiłam się wybornie, tylko ciężko było potem domyć łapki.

wreck this journal

I na koniec bazgranina na brzeżkach, po lewicy uzupełniona notatkami z zajęć (rysunek poglądowy, jak ludność starożytnego Bliskiego Wschodu wyobrażała sobie świat, kreska w kreskę odrysowany z tablicy). Na brzeżku zapisano pierwszą rzecz, jaka mi przyszła do głowy, hasło „Hakuna matata” („jak cudownie to brzmi” dodano na potrzeby sesji zdjęciowej). I teraz pora na anegdotkę: przychodzę na dyżur – do doktora zajmującego się filozofią chińską, skądinąd – coby się poradzić w sprawie bibliografii. Wyciągam notatnik, żeby zapisać polecane książki, notuję notuję, a pan doktor w skupieniu: „Czy studiuje pani suahili?”. Długą chwilę zajęło mi zrozumienie, dlaczego pyta…

wreck this journal
wreck this journal

wreck this journal

Let’s wreck this journal!

Projekt „Wreck this journal” vol. 8

Już ponad miesiąc nie było żadnych relacji zdjęciowych z moich destrukcji, ale nadrabiam, nadrabiam. W ramach rekompensaty nieco większa porcja zdjęć.

Zacznę od wewnętrznych stron okładek: jakoś tak wyszło, że zaczęłam spisywać tam ulubione moje cytaty z przeróżnych dzieł kultury i popkultury. Ciekawe, czy ktoś byłby w stanie zlokalizować pochodzenie wszystkich szesnastu… niektóre są dość oczywiste, inne bardziej wyszukane. Potraktujcie to jako mały quest ;)

wreck this journal

Po drugie, wyrywam kartkę i robię z niej samolocik. Trochę oszukałam, bo podkleiłam drania tu i ówdzie, nie mówiąc już o wzmocnieniu zszywkami. Ale za to jak lata! Radość dla kotów.

Zbieram kwiatki. Czy Wy też robiliście zielnik na zajęcia z przyrody w podstawówce? Mój zaliczałam do wyjątkowo udanych, ale gdzieś dawno już zaginął. Tu chabaź prześliczny z leśnej przechadzki. Serio.

 wreck this journal

Narysuj nieprzerwaną linię… odtąd dotąd. Trochę poszłam na łatwiznę, ale za to kropki w bonusie.

wreck this journal

Let’s wreck this journal!

Projekt „Wreck this journal” vol. 7

Lipcowa odsłona projektu kreatywno-destruktywnego przynosi, prócz standardowych porysowanek i bazgrołów, garść wspominek z Krakona 2013’. To pierwszy konwent, na jaki miałam okazję się wybrać, i naprawdę przeżycie pełne emocji; od stania w niebotycznej kolejce w samo południe (niepotrzebnie, jak się okazało, ale przemilczmy organizację), po spotkania z różnymi osobistościami, których imię jest legion. Koniec końców, mimo gorąca i nieprzebranych tłumów, ubawiłam się przednio – choć byłam tam tylko dwa dni z czterech – a poniżej prezentuję dwa obrazki.

Po pierwsze, notatki z bonusowym identyfikatorem mym. Prawa strona zawiera wyzwanie „Narysuj linie gruba tudzież cienkie, przyciskając ołówek naprawdę mocno”, co też czyniłam, słuchając prelekcji o horrorach.

krakonowe wspominki

Po drugie, ślimak krzywoczułky autorstwa Ilony Myszkowskiej aka Kobiety-Ślimaka (tak, to to dziewczę od komiksów). To był fangirling level hard, przyznaję, gdy pobiegłam radośnie z prośbą „naryyyyysuj mi ślimaka w zeszycieeee”. Taka atmosfera konwentowa ^^

ślimok <3

Wracając do projekt właściwego, pamiętacie listę zakupów? To tutaj oto ukończone wyzwanie. Z reguły recyclinguję kawałki kartek, resztki zeszytów czy inne ścinki i na nich skrupulatnie notuję potrzebne sprawunki. Ale prawdziwy sukces, to nie zapomnieć takie listy zakupów z domu…

lista zakupów

„Pisz lub rysuj lewą ręką”. Tak. Ewidentnie jestem praworęczna.

troll

I na koniec: uwaga, smoki. Smok na obrazku jest hybrydą wschodnio-zachodnią: ma pyszczek smoka chińskiego, ale skrzydła jak typowy smok zachodni.

caution: dragons

Let’s wreck this journal!

Projekt „Wreck this journal” vol. 6

Już od pół roku pracowicie uskuteczniam destrukcję małego zeszyciku, o formacie idealnym do damskiej torebki (właściwie to każdy format jest odpowiedni przy tak potężnym torbiszczu, jak moje…). Wzbudza on zainteresowanie współstudentów, współpracowników i przechodniów (hmm, z tym ostatnim to trochę przesadziłam). Niemniej, „Wreck this journal” uważam za jeden z co bardziej trafionych prezentów ever.

Pamiętacie naklejki? Otóż przez kilka miesięcy nabrałam zwyczaju kupowania owoców z naklejkami, co poniektórzy nawet specjalnie je dla mnie zbierali (naklejki, nie owoce).

wreck this journal_naklejki

„Wpisz jedno słowo wciąż i wciąż”, głosi zalecenie. Długo namyślałam się, jakie by to słowo wybrać, ale poszłam w uwielbienie dla kulturoznawstwa, które studiuję.

wreck this journal_słowo

Strona w budowie, czyli wreszcie znalazłam miejsce na testowanie różnych artykułów piśmienniczych. Kiedyś pójdę do sklepu papierniczego i wypróbuję wszystkie długopisy, jakie mają na stanie, zobaczycie!

wreck this journal_bazgroły

I na koniec etno-kapłanko-królowa, czyli chwila dla inwencji twórczej w zakresie portetów.

wreckthisjournal 044wreck this journal_królowa

Let’s wreck this journal!

Projekt „Wreck this journal” vol. 5

Jak to mówią, mała rzecz, a cieszy. Tyle co mam frajdy z bazgrania po tym zeszyciku, warte grzechu! Konstrukcji z destrukcją odsłona piąta, majówkowa.

Najpierw para czarownic (Weird Sisters!), które pichcą jakiś paskudny eliksir. Miał być brzydki rysunek, czy właściwie o ohydnym temacie – bezzębne, pokrzywione i pokryte kurzajkami wiedźmy z martwymi szczurami wydały mi się w sam raz. Tylko kot śliczny, jak to kot.

Dwie wiedźmy

Dowód na to, że „Wreck this journal” stanowi też mój notatownik z gatunku „to-do list”. Innymi słowy, pojechaliśmy na weekend majowy do Krynicy i zbieraliśmy informacje, co warto zobaczyć, gdzie należy iść i co spożyć. Prawie wszystko udało się zaliczyć (nie czarujmy się, lodowisko w maju nie jest specjalną atrakcją)! Co do spacerów, ja i moje łydki mamy ostatnio ciche dni – takich zakwasów dawno nie miałam…

To-do Krynica list

Strona w budowie, czyli pożyczam cudze i bazgrzę. Jak wiadomo nie od dziś, cudze lepsze.

Cudzym rysować lepiej.

I na koniec strona dobrych myśli, czyli gromadzę ładne cytaty. Ten po lewej to wyjątek z Lawrence’a Ferlinghettiego — jego przepis na szczęście wydaje mi się całkiem akuratny. Po prawej zaś tekst, który podbił moje serce doszczętnie :))

Strona dobrych myśli.

Wszystkie zdjęcia z projektu  „Wreck this journal” możecie znaleźć też na blogowym fanpage’u na fb – uprasza się o lubienie!

Let’s wreck this journal!

Projekt „Wreck this journal” vol. 5

Dawno nie było artystycznej odskoczni od recenzji, czas nadrobić zaległości. Przy okazji polecam Waszej łaskawej pamięci świeżutką tudzież pachnącą nowością stronę na Facebooku (zwaną popularnie fanpejdżem) Malitowego bloga. Uprasza się o lubienie – każdy lubiś to Malitowy uśmiech, warto!

Na pierwszy ogień: gotowa wersja linii tworzonych w ruchu. Współpasażerowie w komunikacji miejskiej spozierali na mnie dość podejrzliwie, ale niepomna na konwenanse bazgrałam radośnie w rytm podskakującego na dziurach środka transportu (ach, stan dróg… uniwersalny temat do rozmów/narzekania).

Projekt "Wreck this journal"

Krótki przegląd damskiej torebki, w której – jak wiemy – mieści się cały wszechświat. Trudno odrysować galaktykę w formacie a5, stąd ograniczyłam się raczej do drobniejszych przedmiotów. Pluszowy smoko-wąż (zwinięty w kłębek) ftw!

Projekt "Wreck this journal"

Strona w budowie, czyli listy zakupów. Recyclinguję różne kartki, zapisane z jednej strony, a potem pieczołowicie pocięte na kawałeczki i na nich spisuję Artefakty Do Nabycia. Sądząc po składnikach, dużo piekę.

Projekt "Wreck this journal"

I na koniec drobny akcent anty-zimowy: przepadam za odczytywaniem ogłoszeń drobnych w „Metrze” (prekursor wszystkich „spotted” – „przystojny brunecie z tramwaju numer 5, wysiadłeś na przystanku Dworzec Główny, odezwij się!”). Poniższe ogłoszenie rozbroiło mnie totalnie.

Projekt "Wreck this journal"

Let’s wreck this journal!

Projekt „Wreck this journal” vol. 4

Wyjątkowo zacnie tak sobie od czasu do czasu porysować i pobazgrać w sposób mniej lub bardziej niekontrolowany. Projekt konstruktywno-destruktywny„Wreck this journal” uskuteczniam od początku roku i bardzo dużo mi to radochy sprawia.

Zacznijmy od opcji ilościowej: „zapełnij stronę kółkami” – nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie to było relaksujące! Część odrysowana od różnych artefaktów (szminka, kubek, nakrętka…), część cyrklem, a im mniejsze, tym bardziej ręcznie szkicowane.

Wreck This Journal 007

A tu trochę oszukałam system – bo kto powiedział, że trzeba wszystko robić dokładnie tak, jak nakazuje instrukcja. Polecenie głosi „udokumentuj szczegółowo NUDNE wydarzenie”, ale naprawdę nie uczęszczam na takie wyjątkowo nudne. Zamiast tego – jest „awesome” wydarzenie (chciałoby się rzecz, epickie!), czyli konferencja „Hybrydy, chimery i monstra w kulturach świata”. W ramach rysunków poglądowych: wodnik kappa, tsukumogami (ożywione przedmioty, tu: kasaobake, czyli parasolka z oczkiem i jęzorkiem), fluorescencyjny królik, smok wawelski i egipska suka Ammit.

Wreck This Journal 008

Na koniec trochę muzycznie, trochę anielsko, ze specjalną dedykacją dla chóru Gospel Voice – czyli ilustracja do piosenki Robbiego Williamsa „Angels”. Podobne anioły – tylko bardziej zróżnicowane kolorystycznie – maluję czasem na ścianach, oczywiście za zgodą samej ściany i jej właściciela. Jakby ktoś miał ochotę, polecam się łaskawej pamięci.

Wreck This Journal 009

Let’s wreck this journal!

PS. Część stron jest odrobinkę zmaltretowana i pofalowana, jak widać. Tak to jest, gdy się postawi na biurku wazon z kwiatkami, na tym samym biurku położy rzeczony journal, a w pakiecie objawi się kot, który z prędkością ponaddźwiękową przemierza przestrzeń, nie bacząc na to, że woda z przewróconego wazonu może się wylać wprost na kartki dziennika…

Projekt „Wreck this journal” vol. 3

Raz na jakiś czas należy uzewnętrznić swoje artystyczne potrzeby. Ja, jak wiecie, sublimuję estetyczne dążenia w konstruktywno-destruktywny projekt „Wreck this journal”. Odsłona trzecia przynosi zabawę imieniem własnym, słowem oraz… rysowaniem w ruchu.

Wpierw zatem: kapliczka kultu autoemisji, czyli własne imię na kilka różnych sposobów. Na biało, nieczytelnie, malutkimi/dużymi literami, tyłem itd.

wreck this journal 006

Wyzwanie: rysuj w ruchu. Ja na razie praktykuję podróże autobusowe z notesem na kolanach. Przy co bardziej wyboistych drogach (a imię ich legion) można uzyskać naprawdę interesujące efekty. Trzy poniższe „linijki” rysowane odpowiednio: w drodze do pracy, w drodze do domu, w drodze na egzamin. Trzeba się odstresować przecież!

wreck this journal 009

I jeszcze dwie strony dedykowane słowom czteroliterowym. Pierwsze słowo, jakie mi się nasunęło, to był ekwiwalent wyrażenia „cztery litery” (nomen est omen!), niemniej powstrzymałam się od zapisania. Dwie uwagi: niektóre ze słów pojawiają się kilkakrotnie, oraz, jako że obowiązuje dowolność, poszłam w trzy języki, a co!

wreck this journal 002

Let’s wreck this journal!