Król. Twardoch. Tak.

Proza Szczepana Twardocha jakoś mnie dotychczas omijała – czy raczej, ja ją omijałam na moich czytelniczych ścieżkach, aczkolwiek nie było to działaniem specjalnie celowym i zamierzonym. Czasem jednakowoż potrzeba szturchnięcia w odpowiednią stronę i takimż właśnie szturchnięciem była sugestia Mamy-Mality. Weź, czytaj „Króla”. Wzięłam. Słusznie. Continue reading „Król. Twardoch. Tak.”

Co tam, panie, na Scadrialu, czyli znów Sanderson!

Niesiona falą zachwytów nad kolejnym epickim dziełem Brandona Sandersona – tym razem ze świata znanego jako Scadrial – cierpliwie odczekałam kolejkę w bibliotece i oto mogłam zagłębić się w powieść „Stop prawa”, klimatem przypominającą nieco bajanie o Dzikim Zachodzie, ale z solidną dawką magii, nutką steampunku i, jako zawsze, zestawem ciekawych postaci. Co prawda nie zarwałam nocy, ale i tak Continue reading „Co tam, panie, na Scadrialu, czyli znów Sanderson!”

Panie z Cranford, czyli znów brytyjskość

A ja znów brytyjsko… cóż poradzić, klasyczna ze mnie brytofilka i odkąd przeczytałam „Far from the Madding Crowd” Hardy’ego nie tak znów dawno temu, miałam chęć na powrót do wyspiarsko-angielskich klimatów. I oto w pewnej chwili rzuciła mi się w oczy niepozorna książeczka, stojąca już od dłuższego czasu na półce. „Panie z Cranford” Elizabeth Gaskell to właściwie zbiór scenek, opowieści z niewielkiego miasteczka połowy XIX wieku, które potrafi zauroczyć od samego początku! Continue reading „Panie z Cranford, czyli znów brytyjskość”

Wszystkie życia Hedy Lamarr

Powieści historyczne o nietuzinkowych kobietach zajmują specjalne miejsce na mojej liście lektur – zarówno te dawniejsze (Eleonora Akwitańska), jak i bliższe naszym czasom (Bronisława Niżyńska!). Niedawno do tego grona dołączyła gwiazda Hollywoodu z lat 30. i 40., zjawiskowa Hedy Lamarr – wszystko dzięki książce Marie Benedict. I choć „Wszystkie życia Hedy Lamarr” pozostawiają pewien niedosyt, to jednak dobrze było poznać bliżej tę fascynującą postać. Continue reading „Wszystkie życia Hedy Lamarr”

Z mgły zrodzony, czyli peany są piane

Od dłuższego czasu tonę w zachwytach nad prozą Brandona Sandersona (już to „Legion”, już to powieść dla młodszych ciut czytelników), a najbardziej z tej prozy zachwyca mnie Archiwum Burzowego Światła, rzecz epicka w najlepszym tego słowa znaczeniu. Niemniej, Archiwum to tylko część Sandersonowego uniwersum, pieczołowicie skomponowanego meta-świata. Od dawna obiecywałam sobie wkopanie się głębiej w te wszystkie opowieści i nie tak dawno w bibliotece (przypadkiem, przypadkiem…) natrafiłam wreszcie na pierwszy tom trylogii „Z mgły zrodzony”. No sam się napatoczył no. I znów, przepadłam.

Continue reading „Z mgły zrodzony, czyli peany są piane”

Z dala od zgiełku, czyli Hardy, czyli Klasyka

Klasyka literatury światowej to jest taka sekcja, którą warto czytać niezależnie od okoliczności – wszak skądś się ta klasyczność kategorii wzięła – a szczególne miejsce w moim zestawieniu czytelniczym zajmuje tutaj proza brytyjska, najchętniej w oryginale. Jakiś czas temu do tego grona dołączyło “Vanity Fair” Williama Makepeace’a Thackeray’a, od którego droga poprowadziła mnie na bezdroża Wessexu – czyli z dala od zgiełku. A dokładniej idzie o “Far from the Madding Crowd” Thomas Hardy’ego. Continue reading „Z dala od zgiełku, czyli Hardy, czyli Klasyka”

Factfulness, czyli bardzo ważna książka o naszym świecie

W mojej internetowej bańce informacyjnej „Factfulness” pojawiło się kilkakrotnie: ten i ów donosił, że nabył, a w noworocznym „Tygodniku Powszechnym” okładkowy artykuł („2019: To będzie najlepszy rok w historii świata”) oparł się miedzy innymi na tej książce. Uznałam, że potrzebuję bardzo ją przeczytać i nie zawiodłam się ani na moment. Continue reading „Factfulness, czyli bardzo ważna książka o naszym świecie”