Z dala od zgiełku, czyli Hardy, czyli Klasyka

Klasyka literatury światowej to jest taka sekcja, którą warto czytać niezależnie od okoliczności – wszak skądś się ta klasyczność kategorii wzięła – a szczególne miejsce w moim zestawieniu czytelniczym zajmuje tutaj proza brytyjska, najchętniej w oryginale. Jakiś czas temu do tego grona dołączyło “Vanity Fair” Williama Makepeace’a Thackeray’a, od którego droga poprowadziła mnie na bezdroża Wessexu – czyli z dala od zgiełku. A dokładniej idzie o “Far from the Madding Crowd” Thomas Hardy’ego. Continue reading „Z dala od zgiełku, czyli Hardy, czyli Klasyka”

Factfulness, czyli bardzo ważna książka o naszym świecie

W mojej internetowej bańce informacyjnej „Factfulness” pojawiło się kilkakrotnie: ten i ów donosił, że nabył, a w noworocznym „Tygodniku Powszechnym” okładkowy artykuł („2019: To będzie najlepszy rok w historii świata”) oparł się miedzy innymi na tej książce. Uznałam, że potrzebuję bardzo ją przeczytać i nie zawiodłam się ani na moment. Continue reading „Factfulness, czyli bardzo ważna książka o naszym świecie”

Projekt Szekspir, czyli Otello-wydmuszka

Z całego Projektu Szekspir, proponującego współczesne, powieściowe ujęcia sztuk słynnego dramaturga, jak dotąd najbardziej zachwycam się „Macbethem” w wydaniu Jo Nesbø (co za klimat!). Zaś Tracy Chevalier, znana mi nie tylko z „Dziewczyny z perłą”, ale i z takich dzieł jak „Dama z jednorożcem” czy Dziewczyna z muszlą, jako opowiadaczka Szekspira na nowo zapowiadała się interesująco. Jej „Otello” okazała się jednak pewnym rozczarowaniem.

Potężne w wyrazie studium zazdrości, prowadzącej do zbrodni, w powieści zatytułowanej „Ten nowy” zostało pokazane na szkolnym podwórku, i to dosłownie. Jedenastoletni Osei, syn dyplomaty z Ghany, pierwszego dnia w nowej szkole budzi wielkie zainteresowanie. Nie tylko z uwagi na egzotyczne imię i proweniencję, ale także – a może przede wszystkim – z powodu atencji, jaką nieoczekiwanie darzy go najpopularniejsza dziewczynka w szkole, śliczna Dee. Nie wszystkim się to podoba, zwłaszcza trzymającemu władzę na szkolnym podwórku Ianowi. Konflikt wydaje się nieunikniony, a tragedia czai się w niedomówieniach, w domysłach i w nieporozumieniach, które Ian zręcznie wykorzystuje na swoją korzyść. Finał, rzecz jasna, zmierza do katastrofy, której można było łatwo uniknąć.

Pierwotnie wcale mi się tak nie wydawało, ale im dalej w książkę, tym bardziej byłam skłonna przyznać rację Mamie-Malicie (przypominam, matki zawsze mają rację), która czytała „Otella” w ujęciu Chevalier przede mną. Otóż przeniesienie akcji do szkoły i oddanie głosu jedenastolatkom zupełnie wytraca impet tej historii i nie pozwala na zbudowanie przekonującego, jako się rzekło, studium zazdrości, które stanowi największą siłę oryginału. Więcej, zredukowanie czasu akcji do zaledwie jednego przedpołudnia zupełnie tym zabiegom nie pomaga. Chorobliwa zazdrość Otella i równie chorobliwa żądza zemsty Iago tutaj, u Osei i u Iana, wypadają blado i zupełnie niewiarygodnie. Pomysł owszem ciekawy, rzecz bardzo sprawnie napisana, ale po prostu coś tutaj nie gra.

Zazdrość, zielonooka bestia, jak rzecze Iago w przekładzie Barańczaka

To, co za to wydało mi się bardzo interesujące, to wątki tożsamościowe: rzecz się dzieje w latach 70-tych na przedmieściach Waszyngtonu, Osei jest jedyną nie-białą osobą w całej szkole i mocno mu to doskwiera. Stara się wpasować w nowe otoczenie, nawet jeśli jego starsza siostra po przeprowadzce do Ameryki coraz mocniej interesuje się działaniami Czarnych Panter, inspiruje ją postać Malcolma X i pozdrawia znajomych gestem Czarnej Siły. Niemniej, choć ciekawe, wątki te traktuję jako przyczynek do całości, którą jestem, jako się rzekło, nieco rozczarowana.

Innymi słowy, „Macbeth” Jo Nesbø pozostaje moim ulubionym w tej kategorii, zaś po lekturze „Tego nowego” pozostaje raczej niedosyt. A szkoda, bo potencjał do twórczego przekształcenia tej historii jest ogromny!

PS. Mama-Malita, rzecz jasna, pożyczyła mi „Tego nowego”, podobnie jak inne Szekspiry z tej retellingowej kategorii!


„Otello. Ten nowy” Tracy Chevalier

(“New Boy. Othello Retold”, 2017)

Tłum. Urszula Gardner, Wydawnictwo Dolnośląskie 2018

Człowiek yakuzy, czyli rzecz o wzlocie i upadku japońskiej mafii

Luksusowe białe samochody, brakujące palce i wyrafinowane tatuaże – te symbole błyskawicznie skojarzymy z yakuzą i japońskim światem przestępczym. Ale gangi w Kraju Kwitnące Wiśni, starannie zorganizowane syndykaty, to coś innego niż byle grupa wyposażonych w broń rzezimieszków – to ludzie postępujący zgodnie z kodeksem… przynajmniej do czasu. Gotowi na odkrycie sekretów japońskiego półświatka? Continue reading „Człowiek yakuzy, czyli rzecz o wzlocie i upadku japońskiej mafii”

Służące. Do wszystkiego. Zbiór historii przemilczanych

Opowieść Joanny Kuciel-Frydryszak o służących, poświęcona „pamięci zapomnianych kobiet”, odbiła się szerokim echem porą jesienną w czytelniczym świecie. Herstories służby, które autorka próbuje oddać w tomie „Służące do wszystkiego”, odsłaniają szalenie przykry i mało znany obraz polskiej rzeczywistości pierwszej połowy XX wieku. Jak pokazać ogrom kobiecych losów, „białych niewolnic” bez nazwisk, często bez imion, a jeszcze częściej – bez nadziei na przyszłość? Continue reading „Służące. Do wszystkiego. Zbiór historii przemilczanych”

O uczuciach, przyjaźni i an, czyli Kwiat wiśni i czerwona fasola

Głęboko wierzę w okazywanie uczuć przez dokonania kulinarne – to znaczy, że jeśli gotujemy coś dla kogoś i wkładamy w to serce, to jakoś… inaczej smakuje. Pani Tokue, postać z „Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli”, wydaje się również to dobrze rozumieć. Innymi słowy, gdy nie angażujemy się w to, co robimy, rezultat działań może okazać się mierny. Ale zacznijmy od początku. Continue reading „O uczuciach, przyjaźni i an, czyli Kwiat wiśni i czerwona fasola”

Laini Taylor i Marzyciel, a ja nie wiem, co myśleć

Od jakiegoś pół roku myszkovska mniej lub bardziej łagodną perswazją nakłaniała mnie do czytania powieści Laini Taylor „Marzyciel” (i nie tylko mnie!). Zarejestrowałam posłusznie i odłożyłam konieczność lektury na później (nawet mimo posiadania oryginału na czytniku), aż wreszcie nadeszły Targi Książki – podczas których tradycyjnie na stoisku Sine Qua Non wydajemy z Królem Małżonkiem całe sakiewki (ja na fantastyczne, on na sportowe). „Marzyciel” automatycznie stał jedną z pierwszych pozycji na potargowej liście do przeczytania i choć niezmordowanie pochłaniałam książkę do późnej nocy, wrażenia jednak żywię dość… ambiwalentne. Continue reading „Laini Taylor i Marzyciel, a ja nie wiem, co myśleć”