Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. I już.

Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek
W roli obierków z ziemniaka – cukinia i ogórek.

Zazwyczaj książki czytam według uprzednio przygotowanej listy, ale czasem wszechświat działa w taki sposób, że trzeba plan na lekturę nieco zmodyfikować. Ergo, kiedy poprosiłam myszkovską o pożyczenie czegoś na drogę do domu, zaproponowała mi „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” Annie Barrows i Mary Ann Shaffer, cytuję: „Przeurocza książka o wojennych strasznych rzeczach. Nie wiedziałam, że tak się da napisać”. Nie bardzo leżały mi klimaty wojenne i wyraziłam chęć na fantastykę („Pół króla” Abercrombiego – bardzo zacne!). ale następnego dnia Mama-Malita powitała mnie słowami: „Wiesz, jaki śliczny film widziałam wczoraj?”. Domyśliłam się w pół słowa… i poszłam przeprosić się z czytnikiem. Na szczęście. Continue reading „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. I już.”

Dzieła zebrane #30: wakacyjne sensacje, czyli Harris i Silva

Nie od dziś stosuję się do zasady „na wakacje weź sensację”, czyli wyjazdy  leżingowo-plażingowo-zwiedzaniowe idealnie nadają się do nadrabiania zaległości w szeroko pojętych powieściach sensacyjnych i/lub kryminałach. Nic tak nie mrozi krwi w żyłach w upale, jak dobry kryminał, już nie mówiąc o pięciu godzinach czekania na lotnisku, kiedy od szaleństwa ratują tylko zatyczki do uszu i nowa odsłona losów asa izraelskiego wywiadu. Ergo, w #dziełachzebranych dwa krótkie wspomnienia z dwóch polecanych książek. Continue reading „Dzieła zebrane #30: wakacyjne sensacje, czyli Harris i Silva”

Dean Koontz i Miasto, czyli magicznie wspaniała opowieść nieoczekiwana

Deana Koontza kojarzyłam do tej pory przede wszystkim z powieściami sensacyjnymi pokroju Forsytha – w najlepszym tego słowa znaczeniu – i jakoś niespecjalnie śpieszyło mi się do bliższego zapoznania się z tym konkretnym skrawkiem współczesnej literatury amerykańskiej. Do czasu, kiedy Mama-Malita wyraziła chęć przeczytania „Miasta”, posiłkując się już dłuższą chwilę temu wpisem Olgi z Wielkiego Buka. Biblioteka Jagiellońska – hurra po trzykroć – po raz kolejny okazała się miejscem słusznym do wyrażania takich chęci. Ergo, pożyczyłam. Przeczytałam. I po prostu zachwyciłam się.

Continue reading „Dean Koontz i Miasto, czyli magicznie wspaniała opowieść nieoczekiwana”

Szóstka wron, czyli Bardugo wspina się na wyżyny

Wyznałam ostatnio na łamach social media (czy wszyscy już widzieli Malitowego Instagrama?), że aż miło się czyta autora i/lub autorkę, po którym widać, że rozwija warsztat. Myszkovska miała rację, Leigh Bardugo przeszła długą drogę od Trylogii Griszy i historii Aliny, legendarnej Przyzywaczki Słońca. Swój talent do snucia baśni udowodniła w „Języku Cierni”, a dzięki „Szóstce Wron” pokazała, że nieobce jej szalone tempo awanturniczych przygodówek. Och, jakie to było wspaniałe! Continue reading „Szóstka wron, czyli Bardugo wspina się na wyżyny”

Hannah, królowa kremów, czyli prawie o Rubinstein

Nietuzinkowe historie o kobietach, które miały odwagę wyzwanie rzucić konwenansom swoich czasów, czytam chętnie. Niepokorne władczynie, arystokratki, badaczki, pisarki i poetki… można tak wymieniać i wymieniać. Ważny tu jest jednak następujący konkret: otóż jakiś czas temu Mama-Malita w zakamarkach Jednej z Wielu Półek z Książkami odkopała dość nienową powieść historyczną Paul-Loupa Sulitzera pod tytułem „Hannah”, inspirowana życiorysem tej Heleny Rubinstein. Wiecie, cesarzowej przemysłu kosmetycznego. Powieść wciągającą, choć niepozbawioną wad. Continue reading „Hannah, królowa kremów, czyli prawie o Rubinstein”

A imię jego Macbeth, czyli znakomita wizja w wydaniu Nesbø

A tymczasem wydaje się opowieści szekspirowskie – na pewno pamiętacie „Projekt: Szekspir”, uczynion celem uczczenia czterechsetnej rocznicy śmierci słynnego dramaturga. Opowiedziano na nowo zatem już „Zimową opowieść”, „Kupca weneckiego” czy „Burzę”, wreszcie przyszła też pora na kilka słów od Jo Nesbø – któż mógłby lepiej uwspółcześnić krwawą opowieść o Makbecie! Wspominałam już chyba, że „Makbet” to moja ulubiona sztuka Szekspira – bo, wiadomo, czarownice – i jednocześnie ta, której najwięcej odsłon widziałam. Czy to film z Michaelem Fassbenderem, czy restauracyjna wersja z Jamesem McAvoyem (latające świnie!), czy wreszcie wersja prawdziwie teatralna, dawno, dawno temu w krakowskim Starym – każda miała coś w sobie. A wersja Nesbø jest doprawdy znakomita. Continue reading „A imię jego Macbeth, czyli znakomita wizja w wydaniu Nesbø”

Dzieła zebrane #29, głównie obyczajowe

Dziś w cyklu #dziełzebranych mam dwie powieści, jedną starszą, drugą nowszą – obie łączy ogólny rys gatunkowy (raczej współczesne, raczej obyczajówki) oraz Osoba Szanownej Tłumaczki (nikt inny, tylko Mama-Malita!). Raz na jakiś czas dobrze zanurzyć się w porządną powieść obyczajową, której bohaterowie podbijają nasze serduszka (no, prędzej czy później…) i całą książkę trzymamy kciuki za szczęśliwe zakończenie. A tu zanurzyłam się w dwie takie! Continue reading „Dzieła zebrane #29, głównie obyczajowe”