Saga o wiedźminie – czytam po latach, a przed serialem!

Zbliża się powoli premiera Netflixowej epopei na motywach opus magnum Andrzeja Sapkowskiego. Czyli wiedźmin o aparycji Henry’ego Cavilla już niedługo zagości na waszych ekranach. Nie ja jedna wpadłam na pomysł odświeżenia sobie wiedźmińskich opowieści, ale przyznam, że trochę się lękałam – nieraz się zdarzyło przecież rozczarować po latach czymś uwielbianym dawno dawno temu. Na szczęście, nie w tym przypadku.

Geralta, Jaskra, Yennefer, Ciri i spółki przedstawiać zanadto nie trzeba, pozwólcie zatem, że popłynę na falach luźnego dumania po bardzo miłych tygodniach zanurzonych w wiedźmińskim uniwersum (dawkowałam sobie tę przyjemność roztropnie, powoli). Dla porządku przypomnę tylko, że moje pierwsze spotkanie z całą kompanią to czasy podstawówki – za wiedzą i zgodą Mamy-Mality, której roztropność w tej materii wielce cenię i szanuję. Kolejne tomy sagi zwykłam „zamawiać” na okazje typu urodziny czy imieniny (w „Wieży Jaskółki” odkryłam nawet dedykację z takiej okazji, pozdrawiam ciocię z Opola!) i oto zdobyłam komplet pierwszego wydania.

Co z lekturą po latach? Zacznijmy od dygresji. Dawno dawno temu, na studiach licencjackich, chodziłam byłam na obłędny kurs o estetyce, na którym dużo mówiło się o architekturze modernistycznej i postmodernistycznym spojrzeniu na świat. Czytaliśmy wtedy „Imię róży” Umberto Eco jako przykład powieści postmodernistycznej, czyli posiadającej wiele kluczy odczytania: już to jako kryminał, już to jako traktat filozoficzny et cetera. Saga o wiedźminie po latach okazuje się dla mnie właśnie taką postmodernistyczną nieco szkatułką pełną zaskoczeń.

Zatem: zupełnie na nowo odkrywałam całą wielką intrygę polityczno-wojenną, która przed laty była nawet nie tyle niezrozumiała, co po prostu nieciekawa. Wszystkie zagrania szpiegów, kampanie wojenne, cała wielka wizja Loży czarodziejek: teraz to nabrało sensu.  Rozgrywki międzyludzkie, uprzedzenia rasowe, wątki emancypacyjne – jakie to… aktualne jest. Na nowo doceniłam rozmach nawiązań do dzieł wszelakich: od oczywistych legend arturiańskich, przez baśnie i legendy ze rozmaitych stron świata, aż po (tak, mam skrzywienie) odwołania do współczesnego kontekstu pogańskiego (wiecie, że elfi kalendarz w świecie wiedźmina nosi nazwę „Vicca”? Ha! Gdyby nie Sapkowski, to moja kariera naukowa potoczyłaby się inaczej!). Ile tu trzeba erudycji do takiego rozmachu, a to było, przypominam, przed radosną wszechdostępnością internetów i treści tamże.

Kompozycja sagi, przeplatanie planów czasowych, bohaterowie pojawiający się na jedną choćby scenę – żeby na przykład w szkole oficerskiej zreferować jedną z nilfgaardzkich ofensyw sto lat po bitwie – to wymaga wczytania się i więcej niż tylko pobieżnego zerkania na wprowadzające każdy rozdział cytaty. A przynajmniej, powoduje to dużo większą frajdę z czytania i zasadniczo mam wrażenie, że za pierwszym razem ledwie jedna trzecia tego wszystkiego do mnie dotarła.

Mogłabym jeszcze tak wymieniać i wymieniać, ale to nie o to chodzi. Eksperyment „czytam wiedźmina po latach” zakończył się pełnym sukcesem i mogę teraz przystąpić w najbliższej przyszłości do oglądania serialu z pełnym wyższości „ale w książce było INACZEJ”. Co nie zmienia faktu, że serial chętnie obejrzę – nawet jeśli niespecjalnie przekonuje mnie Henry Cavill jako Geralt, dam szansę. A potem przeczytam sobie jeszcze raz całą sagę (plus ten uroczy fanfik odautorski, jakim jest „Sezon burz”, w prehistorii bloga się zachwycałam) i będę w pełni ukontentowana.

Jedna myśl w temacie “Saga o wiedźminie – czytam po latach, a przed serialem!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.