Kult, Orbitowski, książka znakomita

Łukasz Orbitowski rozmaite już dzieła popełniał, ongiś skłaniając się ku klimatom bardziej fantastycznym, obecnie nie przywiązuje się tak do gatunków. Jego „Exodus” nieco mnie rozczarował, ale skłoniona zachwytami dookoła skusiłam się na najnowsze dzieło, to jest na „Kult”. I zaprawdę powiadam Wam – petarda.

Myślałaby kto, że Najświętsza Panienka znajdzie sobie lepsze miejsce na pokazanie się światu niż altanka na działkach w Oławie. Ale niezbadane są wyroki Boże i oto w Anno Domini 1983, w szarym peerelu, Dobra Pani objawia się Heńkowi, prostolinijnemu a pobożnemu. Poleca mu uzdrawiać innych i obiecuje powrócić za miesiąc. Heniek z radością przyjmuje maryjną misję i pełen ochoty do działania ogłasza radosną nowinę dookoła. Na działki zaczynają napływać pielgrzymi, lokalna wierchuszka nie wie do końca, czy ignorować, czy tłamsić zjawisko, a rozmodlony Henio planuje budowę olbrzymiego sanktuarium. Jak lekko zgryźliwie komentuje to jego brat: „Tego właśnie potrzebowała na nieszczęśliwa ziemia. Najpierw Hitler, potem Ruskie, teraz święci na chmurce” (s. 86).

Otóż właśnie, całą tę historię poznajemy dzięki Zbyszkowi, starszemu bratu Heńka, który snuje swoje wspomnienia podczas kolejnych sesji nagraniowych. Snuje je w czasie szczególnym, jest bowiem rok 1997, połowa lipca, czyli czas wielkiej powodzi. Zbyszek mówi potoczyście, nieco naokoło, z dygresjami, napominając swojego rozmówcę – pana Łukasza – że prawdziwe opowiadanie to trzeba rozwlekle, z pełnym tłem. „Pan by chciał otworzyć historię jak plik w komputerze, a tak się po prostu nie da” (s. 89).

Więc pan Łukasz słucha, a my z nim, o rodzinie Hausnerów i o Oławie lat powojennych, peerelowych, trzeciorzeczpospolitych. O byciu porządnym, solidnym fryzjerem i amatorem wdzięków niewieścich – to Zbyszek; o próbach zdobycia i utrzymania władzy w mieście – to jego kolega, partyjniak Waldek; o pasterzowaniu nielicznym owieczkom w dobie objawień – inny kolega, ksiądz Romek. W korowodzie „jeremiaszy”, jak określani są pielgrzymi, pojawiają się kolejne ciekawe postaci, a Zbyszek gada i gada, spowiadając się z wszystkiego, co wyszło dobre i złe z objawień Dobrej Pani.

Fikcyjne Orbitowskie dzieło jest solidnie zakorzenione w rzeczywistości, dodajmy. W roku Pańskim 1983 na działce na Nowym Otoku w Oławie Matka Boska objawiła się Kazimierzowi Domańskiemu, uzdrawiając jego samego, zalecając mu uzdrawiać innych i wybudować sanktuarium. Przez kolejne lata namnażają się objawienia, pielgrzymi, konflikty, a ostrożna równowaga na linii Domański – Kościół – władze upada, gdy na zjeździe PZPR generał Jaruzelski ostro krytykuje pątników. Wiele szczegółów prawdziwej historii znajdziemy w „Kulcie”, dość wspomnieć choćby… kostkę Rubika.

Co ja się będę więcej rozwodzić: wszystko mi się podobało w tej książce: od pomysłu, przez, hm, kwerendę, aż po wykonanie. Starannie zaplanowana, znakomicie napisana, dowcipna i smutna, niepokojąco prawdziwa książka o rodzinie, o miłości, o religii, o polityce – słowem, o życiu. I tak, brzmi to nieco górnolotnie, ale „Kult” naprawdę jest jedną z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku. Czytajcie i Wy.

Na zakończenie tylko dorzucę jeden zachwyt: najwspanialsza postać całej tej historii to dla mnie Danusia, żona Zbyszka. Posiada cenną wiedzę o tym, kiedy podsunąć eklerka, kiedy wyklinać na świat cały, a kiedy tupnąć nogą i powiedzieć „basta”.

PS. Mama Malita sugerowała gorąco czytanie i jeszcze pożyczyła, dziękuję!


„Kult” Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo Świat Książki 2019

6 myśli w temacie “Kult, Orbitowski, książka znakomita

  1. Kult poki co jeszcze nie wpadl by w moje rece, ale niewatpliwie przeczytam z checia, zwlaszcza ze, jak piszesz poleca reli gioznawczyni, czyli jakby nie bylo fachura. Tym wiecej, ze w 1983 roku (tak,tak jestem wiekowym czlo wiekiem) przejezdzalem parokrotnie przez Olawe udajac sie do stolicy Dolnego Slaska i z okien pociagu widzialem gromady ludzi modlacych sie w miejscu “objawienia”. Jestem wiec po czesci mimowolnym swisdkiem prawdziwosci slow napisanych przez Autora. Dzieki za podpowiedz.

  2. Podchodzę jak do jeża do książek bardzo mocno promowanych, a okładkę „Kultu” znalazłam nawet na ekranie w autobusie! Ale ogromnie się cieszę, że tym razem podeszłam zdecydowanie, nie przeoczyłam, bo powieść jest znakomita, choć „objawieniowe” klimaty też nie bardzo moje. Ale jak to jest napisane! Cytat z Hitlerem, Ruskimi i świętymi na chmurce też sobie wynotowałam. I podzielam Twoją sympatię do Danusi. Świetna recenzja świetnej książki. Oby więcej takich perełek!

  3. Sparzyłam się Orbitowskim bez fantasyki, a tak dokładniej „Exodusem”, a dodatkowo klimaty w stylu Lichenia mocno mi obrzydły po filmie Siekielskich, ale widzę dużo bardzo silnych głosów, że „Kult” trzeba koniecznie obczaić, bo dobry. Jestem rozdarta…

    1. „Exodus” mi też nie do końca podszedł, ale „Kult” mi zrekompensował – inna rzecz, że takie religijne polskie opowieści to bardzo „moje” klimaty (jednak bycie relizgioznawczynią zobowiązuje). Rozumiem rozdarcie, ale spróbuj :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.