Mikrowyprawy śladami Znaku

Zazwyczaj wakacje to czas lektur lżejszych (jak choćby przyjemnych obyczajowych opowiastek tudzież relaksujących powieści sensacyjnych), ale także lektur podróżniczych oraz mniej typowych. W moim przypadku do tych ostatnich zaliczają się periodyki, które czytuję rzadko, ale w wakacje z bliżej niedookreślonych przyczyn jakoś mi bardziej z nimi po drodze. Otóż właśnie skończyłam czytać nowy numer miesięcznika „Znak”.

Sięgnęłam po niego zaciekawiona przede wszystkim tematem głównym a przewodnim – czyli mikrowyprawami. Koncept ten zyskał popularność dzięki brytyjskiemu podróżnikowi Alastairowi Humpreysowi, który ponad dekadę temu nawet nie przypuszczał, że jego wizja zdobędzie tak wielu entuzjastów. Tanie, proste, krótkie i skuteczne; takie są słownikowo-encyklopedyczne przymioty mikrowypraw. Ergo, odkrywamy świat bliski, niby-znany, bez latania na koniec świata, egalitarnie, często pieszo, bez wydawania milionów monet. Jak pisze w słowie wstępnym Dominika Kozłowska:

„Mikropodróż (…) niemalże nic nie kosztuje, bo nie trzeba się do niej długo przygotowywać, bo można rozpocząć ją już za kilka chwil. W obliczu pogarszającego się stanu środowiska naturalnego, nawet czekającej nas katastrofy ekologicznej mikropodróż to także odpowiedzialny pomysł na wakacje i aktywne spędzanie czasu. (…). To wreszcie forma życia czerpiąca z rozmaitych tradycji duchowych i filozoficznych.”

Idąc w ślady Sokratesa, Kanta, Thoreau, Tołstoja czy Virginii Woolf – można wędrować i rozmyślać. Podczas mikropodróży można sobie zrobić trening lokalnej uważności – bardzo zacnie pisze o swojej spacerozofii Małgorzata Halber, która odkrywa Warszawę powoli, niespiesznie, notując drobiazgi zazwyczaj przeoczane. I jakże w tym wiele racji: wystarczy zmienić codzienną trasę choćby minimalnie albo po prostu podnieść nos znad telefonu i voilà! Odkrywamy coś nowego. A że ostatnio wiele spaceruję, przemierzając kilometry z wózkiem przed sobą – mikropodróże to pomysł wyborny, aktualny, konieczny. Wdrażam.

W numerze moją uwagę przykuł też tekst o rzemiośle, odradzającym się i ginącym, pióra Doroty Bidzińskiej. Z jednej strony czytamy historie Ostatnich w Swoim Fachu: gorseciarki z krakowskiej ulicy Basztowej czy pana naprawiającego stare maszyny do szycia. Z drugiej strony są też opowieści młodych zachwyconych, którzy odkrywają różne rzemiosła i potrafią oddać się im z całą pasją – nawet jeśli nie kontynuują rodzinnych tradycji, ale szukają czegoś nowego dla siebie. W ostatecznym rozrachunku chodzi przecież o wykonywanie pracy, którą się po prostu naprawdę lubi, co dziś bywa wyjątkowym luksusem…

Prócz powyższych w „Znaku” znajdziemy również osobną sekcję poświęconą Leszkowi Kołakowskiemu w dziesiątą rocznicę śmierci (teksty filozofa i o filozofie). Natalia Bloch pisze o solidarnej turystyce, a Piotr Oczko o holenderskich wiatrakach. Dużo dobrych treści, takich do zerknięcia, do wczytania się i do przemyślenia. Warto: czy to do tramwaju, czy to do pociągu, na leżak czy na – oczywiście – jakąkolwiek wybraną mikrowyprawę!

PS. Za egzemplarz miesięcznika dziękuję wydawnictwu Znak.

Jedna myśl w temacie “Mikrowyprawy śladami Znaku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.