Z dala od zgiełku, czyli Hardy, czyli Klasyka

Klasyka literatury światowej to jest taka sekcja, którą warto czytać niezależnie od okoliczności – wszak skądś się ta klasyczność kategorii wzięła – a szczególne miejsce w moim zestawieniu czytelniczym zajmuje tutaj proza brytyjska, najchętniej w oryginale. Jakiś czas temu do tego grona dołączyło “Vanity Fair” Williama Makepeace’a Thackeray’a, od którego droga poprowadziła mnie na bezdroża Wessexu – czyli z dala od zgiełku. A dokładniej idzie o “Far from the Madding Crowd” Thomas Hardy’ego.Fabuła tejże opowieści była mi skądinąd znana, mgliście kojarzyłam sobie obejrzaną ongiś w samolocie ekranizację z 2015 roku, z której właściwie pewna byłam tylko zakończenia. Uprzedzając fakty, dodam, że wcale nie żałuję, że pamiętam finał, jako że trwałam w bezpiecznym przekonaniu, że wszystko ułoży się tak, jak należy.

Otóż „Z dala od zgiełku” (oryginalny tytuł Hardy zapożyczył z wiersza “Elegy Written in a Country Churchyard” Thomasa Gray’a) to opowieść o nietuzinkowej damie, znanej jako Bathsheba Everdene (jeśli komuś kołacze się tutaj nazwisko Katniss z „Igrzysk śmierci”, to słusznie, Suzanne Collins przyznała się do inspiracji). Ta młoda i wielkiej urody kobieta od pierwszych stron daje się poznać jako istota wielce niezależna, która będzie układać sobie życie wedle własnego światopoglądu. Gdy więc dziedziczy imponującą, acz nieco podupadłą posiadłość w pobliżu wioski Weatherbury, postanawia zarządzać nią osobiście. Jej zmagania to jednak właściwie poboczny wątek, gdyż na pierwszy plan całej opowieści wysuwa się dość złożona historia miłosno-matrymonialna.

Dżentelmenów starających się o rękę Bathsheby mamy trzech. Pierwszy, pasterz Gabriel Oak, który oświadcza się pannie Everdene jeszcze zanim ta staje się dziedziczką Weatherbury, to mężczyzna rzetelny, spokojny i skromny. Drugi, pan Boldwood, nieco starszy i zamożny kawaler, właściciel pobliskiego majątku, zupełnie traci rozum, usiłując zdobyć ukochaną. Trzeci z nich, sierżant Troy, jest starającym się niejako z przypadku, a jego galanteria i szykowna postawa nie zmieniają faktu, że Troy kocha inną kobietę, a w Bathshebie widzi dobrą partię. Od propozycji Oaka, otwierającej książkę, sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna, nie obejdzie się bez tragedii (i to niejednej), a Bathshebie przyjdzie zrewidować swoje poglądy na życie.

„Ostatnie 150 stron czytałam z wypiekami na twarzy!”, głosił komentarz na Malitowym Instagramie na widok powieści Hardy’ego i nie sposób się nie zgodzić: o ile początek, wprowadzający czytelnika w panoramę Wessexu i okolic Weatherbury, należy do raczej niespiesznych, to potem akcja nabiera tempa (wiadomo, dramatyzm, będą ucieczki, śluby, pogrzeby i zbrodnie w afekcie) i nie pozwala na wytchnienie aż do ostatnich chwil. Proza Hardy’ego w oryginale wymaga skupienia, można się za to dokształcić ze nomenklatury rolniczej (ewe to owca-jarka, na przykład) i natrafić na absolutne perełki:

So the chatter was on her side. There is a loquacity that tells nothing, which was Bathsheba’s; and there is silence which says much: that was Gabriel’s.

Nietrudno się domyślić, że Gabriel Oak jest moją najulubieńszą postacią, miałam natomiast pewne wątpliwości, co też wszyscy widzą w Bathshebie. Niemniej po przemyśleniu doceniam jej niezależność, acz pewne pochopne jej działania można skomentować wyłącznie malowniczym – pardon my French – facepalmem. Ta walentynka! Ten wyjazd do Bath! Cóż, grunt, że całość zmierza we właściwym kierunku i zaiste przez ostatnie 150 stron nie idzie się oderwać. A ja na przyszłość obiecuję sobie znów porcję Brytyjskiej Klasyki. W tym Thomasa Hardy’ego.

PS. Uprzejmie dziękuję Ethlenn za pożyczenie pięknego pingwinowego klasyka!
PPS. Pierwotnie “Far from the Madding Crowd” zaczęło ukazywać się w “Cornhill’s Magazine” bez podania autora i co poniektórzy sądzili, że to dzieło George Elliot…
PPPS. Obejrzałam „na świeżo” po lekturze wspomnianą ekranizację i stwierdzam, że obsada jest dobrana znakomicie. Carey Mulligan jest bardzo przekonująca w roli panny Everdene, a Matthias Schoenaerts to wymarzony Gabriel.


“Far from the Madding Crowd” Thomas Hardy
1874

6 myśli w temacie “Z dala od zgiełku, czyli Hardy, czyli Klasyka

  1. Kiedy postanowiłam poczytać klasykę w oryginale, padło właśnie na tę powieść – początkowo strasznie się z nią męczyła, ale potem naprawdę doceniłam i fakt, im dalej w las tym lepiej się czyta :) A ekranizacji nie widziałam, czas się zainteresować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.