Człowiek yakuzy, czyli rzecz o wzlocie i upadku japońskiej mafii

Luksusowe białe samochody, brakujące palce i wyrafinowane tatuaże – te symbole błyskawicznie skojarzymy z yakuzą i japońskim światem przestępczym. Ale gangi w Kraju Kwitnące Wiśni, starannie zorganizowane syndykaty, to coś innego niż byle grupa wyposażonych w broń rzezimieszków – to ludzie postępujący zgodnie z kodeksem… przynajmniej do czasu. Gotowi na odkrycie sekretów japońskiego półświatka?

Z całej obfitości jesienno-zimowych premier Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego (Alma Mater, moja miłość) najbardziej zainteresowały mnie dwie mocno japońskie: znany Wam już „Kwiat wiśni i czerwona fasola” Duriana Sukegawy i „Człowiek yakuzy” Jake’a Adelsteina, czyli biografia jednego z japońskim mafijnych bossów. Historia jest o tyle ciekawa, że Adelstein – amerykański dziennikarz, który przez przeszło dwadzieścia lat zajmował się tematyką yakuzy – zdecydował się opublikować artykuł, dyskredytujący consigliere największej organizacji mafijnej w Japonii. Miał to być finał dłuższego konfliktu, rzeczony consigliere był solidnie rozwścieczony, a Adelstein obawiał się o swoje życie i postanowił zatrudnić ochroniarza. Konkretniej, byłego yakuzę – Makoto Saigō, znanego jako „Tajfun”. „Zgoda”, powiedział Saigō, usłyszawszy propozycję pracy, „ale w zamian napiszesz moją biografię”. I oto jest.

„Człowiek yakuzy” to zatem podwójne spojrzenie na świat japońskiej przestępczości zorganizowanej (członkowie yakuzy zresztą bardzo obraziliby się za to sformułowanie, wolą określać się na przykład jako „organizacja charytatywna”, true story). Adelstein kreśli zarówno historię yakuzy jako takiej, jak i yakuzy-człowieka, a dokładniej opowieść o ongiś prominentnym członku grupy znanej jako Inagawa-kai, obok Yamaguchi-gumi i Sumiyoshi-kai jednej z największych w całym kraju. Od gangów motocyklowych, poprzez powiązania z narkotykami, jazdę białym mercedesem, imponujący tatuaż i odcięty fragment palca – losy Saigō pokazują, jak skonstruowana jest mafia Kraju Kwitnącej Wiśni i jak zmieniała się przez lata.

Japońskie społeczeństwo nie bez powodu tak długo tolerowało yakuzę. Kiedyś miała ona swój kodeks. Nie był to kodeks  w ścisłym znaczeniu tego słowa, nie był też zbyt rozbudowany ani bardzo szczegółowy. Niektórzy yakuza nigdy nie przywiązywali do niego większej wagi, ale wielu go przestrzegało. Wszyscy wiedzieli, czym jest, i właśnie dlatego yakuza mogła tak długo funkcjonować w japońskim społeczeństwie” (ss. 128-129).

Jedno z najważniejszych zaleceń tego niepisanego kodeksu brzmi katagi ni meiwaku wo kakenai – „nie przysparzać kłopotów zwykłym ludziom”. Adelstein pisze o upadku tego kodeksu, a w jego narracji pobrzmiewa zaskakująca gorycz, zaś w słowach Saigō i innych rozmówców nostalgia. „Dziś prawdziwej yakuzy już nie ma”, chciałoby się zanucić pod nosem. Dawne grupy yakuzów, zorganizowane wedle precyzyjnej hierarchii, plasują się daleko od dzisiejszych buntowniczych band, trudniących się tylko wymuszeniami i ściąganiem haraczu. Obecnie, mówi Saigō i pozostali znani autorowi yakuza, świat wygląda zupełnie inaczej.

Sprawnie poprowadzona narracja pozwala na śledzenie, jako się rzekło, losów Saigō i – na szerszym planie – całego przestępczego świata. Przy odrobinie nieuwagi można zagubić w gąszczu nazwisk kolejnych bossów i ich poczynań, mam także wrażenie, że książka zyskałaby na staranniejszej redakcji: kilkakrotnie te same sformułowania, wyjaśnienia, przykłady powtarzają się co kilka stron. Nie szkodzi to jednak w ogólnej lekturze, a historia „Tajfuna” i jego szefów tudzież podwładnych odkrywa przed czytelnikiem całą paletę nowej wiedzy.

Adelstein dzięki „Człowiekowi yakuzy” nie tylko wypełnił swoje zobowiązania względem Saigō, ale stworzył frapujący obraz świata, który odchodzi w przeszłość, na dobre i na złe. Z jednej strony bezwzględni yakuza, nie wahający się przed użyciem przemocy, z drugiej – yakuza zważający na honor, na konwenanse, na wzajemne zobowiązania, na wizerunek swój i całej organizacji. Łatwo zrozumieć, dlaczego cieszyli się (i wciąż cieszą) taką opinią w ceniącej lojalność, posłuszeństwo i poświęcenie Japonii. Bardzo interesująca książka!

PS. Przezacnej Pani Redaktor z Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego składam niski ukłon, prawie jak na tatami, w podzięce za egzemplarz książki!


„Człowiek yakuzy. Sekrety japońskiego półświatka” Jake Adelstein
(“The Last Yakuza: The Life in the Japanese Underground”, 2018)
Tłum. Barbara Gutowska-Nowak, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2018

2 myśli w temacie “Człowiek yakuzy, czyli rzecz o wzlocie i upadku japońskiej mafii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.