O uczuciach, przyjaźni i an, czyli Kwiat wiśni i czerwona fasola

Głęboko wierzę w okazywanie uczuć przez dokonania kulinarne – to znaczy, że jeśli gotujemy coś dla kogoś i wkładamy w to serce, to jakoś… inaczej smakuje. Pani Tokue, postać z „Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli”, wydaje się również to dobrze rozumieć. Innymi słowy, gdy nie angażujemy się w to, co robimy, rezultat działań może okazać się mierny. Ale zacznijmy od początku.

Słynny film Naomi Kawase „Kwiat wiśni i czerwona fasola” z 2015 roku jakoś mi przemknął i wylądował na liście „kiedyś bym obejrzała chętnie tylko kiedy nie wiem wcale”. Dopiero niedawno, za sprawą zacnej „Serii z żurawiem” Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, uświadomiłam sobie, że film ten ma swój literacki pierwowzór, mianowicie niewielką książeczkę pod tym samym tytułem pióra japońskiego pisarza, Duriana Sukegawy. I tak oto pewien sympatyczny listopadowy wieczór spędziłam na zapleczu małej powieściowej knajpki. Przed jej drzwiami rośnie piękna wiśnia, a w środku… w środku sprzedają dorayaki!

Spośród rozlicznych smakołyków japońskiej kuchni nigdy nie byłam specjalnie przekonana do wagashitradycyjnych słodyczy – za to ramen przyjmuję w każdych ilościach, zwłaszcza w wersji z curry – niemniej słodka czerwona fasola ma coś w sobie. Anko albo an, pasta z tejże fasoli, to składnik wielu deserów Kraju Kwitnącej Wiśni (i nie tylko, chętnie jada się ją także w Chinach czy Korei). Mamy więc manjū, czyli bułeczki na parze, taiyaki, ciastko w kształcie rybki, czy wreszcie dorayaki, dwa małe naleśnikopodobne ciasteczka połączone pastą. To ostatnie to nie tylko przysmak kota Doraemona, ale także właściwie cichy bohater powieści Sukegawy.

person in white apron baking flatbread
Tak się przyrządza część naleśnikową dorayaki

Rzecz przedstawia się następująco: Sentarō, mężczyzna z cokolwiek skomplikowaną przeszłością, zajmuje się wyrobem dorayaki w malutkiej knajpce przy uliczce zwanej Aleją Wiśniową. Dzień w dzień stara się spłacić swój dług wobec właścicieli sklepu i trudzi się w małej kuchni, pośpiesznie wyrabiając z gotowej pasty an przyzwoite, ale dalekie od ideału dorayaki. Przynajmniej do czasu, kiedy pewnego dnia drobna staruszka niemal wprasza się na ciasne zaplecze, chcąc zatrudnić się jako pomocnica. Pani Tokue przepracowała pół wieku, wyrabiając pastę, i zna się na rzeczy: „W an, młody człowieku, chodzi o uczucia”, wyjaśnia zdumionemu Sentarō.

Ich współpraca, początkowo ostrożna, przeradza się w wyjątkową więź, a obroty knajpki znacząco wzrastają – pasta przygotowana przez panią Tokue okazuje się przepyszna, choć wymaga dużego nakładu pracy. Staruszka jednak także skrywa pewien sekret, i nawet jeśli sam Sentarō nie wydaje się mieć z nim problemów, to już właścicielka lokalu i część klientów okazuje się dużo bardziej uprzedzona. Tragedia, jaka stała się udziałem pani Tokue to jedna z co bardziej przykrych kart japońskiej historii najnowszej – ale nawet jeśli sama staruszka była bez winy, to społeczeństwo niekoniecznie wyraża chęć zaakceptowania jej na nowo. Brzmi to enigmatycznie, wiem, ale nie chcę Wam opowiadać zbyt wiele; o ileż lepiej odkryć rzecz osobiście!

an
Filmowi Sentarō i pani Tokue

Nie byłam specjalnie zaszokowana opowieściami o przeszłości pani Tokue – dość rzec, że losy jej podobnych osób świetnie opisała Karolina Bednarz w jednym z rozdziałów „Kwiatów w pudełku”. To, co najbardziej podobało mi się w „Kwiecie wiśni” Sukegawy, obok nieśpiesznie płynącej narracji, to niby-proste, a jednak pełne mądrości pouczenia, łagodnie kierowane w stronę Sentarō (i czytelnika trochę też) przez panią Tokue. Ot, choćby to: „Wszystko trzeba robić porządnie od początku do końca, inaczej zmarnujemy tylko czas, który już włożyliśmy w pracę”. Oczywiste, a jednak nie do końca, prawda?

„Kwiat wiśni i czerwona fasola” to opowieść krótka, ale pełna znaczeń: mówi o przyjaźni, i akceptacji, o wybaczeniu, o uprzedzeniach i dawaniu drugiej szansy. I o tym, jak wiele może zmienić w życiu jedno małe ciasteczko ze słodką fasolową pastą – o ile będzie to ciasteczko przygotowane z uczuciem. Dzieło Sukegawy można przeczytać w jeden długi jesienno-zimowy wieczór, ale daje do myślenia na kolejne dni i wieczory. Warto!

PS. Przezacnej Pani Redaktor z Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego uprzejmie dziękuję za egzemplarz książki, a właściwieありがとうご座います!
PPS. Przypisy objaśniające od tłumacza, występujące w powieści – pominę dyplomatycznym milczeniem, jako że już parokrotnie wyraziłam swoją opinię na ten temat.


„Kwiat wiśni i czerwona fasola” Durian Sukegawa
(『あん』, czyli “An”, 2013)
Tłum. Dariusz Latoś, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2018

2 myśli w temacie “O uczuciach, przyjaźni i an, czyli Kwiat wiśni i czerwona fasola

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.