Targowisko próżności, czyli Brytyjską Klasykę nadrabiam cierpliwie (w miarę)

img_1573Jakiś czas temu nabrałam chęci na przeczytanie dzieła przynależącego do Brytyjskiej Klasyki (tak, nachodzi mnie czasem i niespecjalnie z tym walczę). Poszerzenia literackich horyzontów w tej materii uprawiam od dawna, najchętniej w oryginale – żeby dać przykład: moja umiłowana Jane Austen czy Elizabeth Gaskell. A „Targowisko próżności”, czyli w oryginale “Vanity Fair” Williama Makepeace’a Thackeray’a, czekało na mnie od dawna. Dzięki dobrodziejstwu Projektu Gutenberg ebook wylądował na moim czytniku… i minęły wieki, zanim przez tą klasykę przebiłam.

Publikowane w odcinkach, jak to niejedna powieść dziewiętnastowieczna, „Targowisko” ukazywało się w latach 1847 i 1848, by wkrótce potem zostać wydane w jednym tomie. Dzieło już od początku cieszyło się wielkim zainteresowaniem, wszak Thackeray celnie sportretował ówczesną socjetę (nie obyło się bez solidnej dawki satyry) i odwołał się do wciąż silnych sentymentów związanych z wojnami napoleońskimi. Zbiorcze wydanie odcinków okrasił podtytułem „Powieść bez bohatera” (“A Novel without a Hero”) na przekór literackim obyczajom epoki.

Na przekór zaś tej autorskiej przekory możemy przedstawić bohaterów, poruszających się na tytułowym targowisku, metaforycznym odpowiedniku socjety. Oto dwie młode damy opuszczają prestiżową pensję: uwielbiana przez wszystkich i znakomicie sytuowana Amelia Sedley i Becky Sharp, dziewczę charakterne, ale o znikomym majątku i wątpliwym pochodzeniu. Los przygotował im wiele wyzwań, zarówno towarzyskich, jak i ekonomicznych – wszak za mąż koniecznie wyjść należy, i to jeszcze za dobrze sytuowanego dżentelmena. Tymczasem Amelia będzie się musiała zmierzyć z nieoczekiwanym ubóstwem – czy jej narzeczony George Osborne będzie chciał wciąż żenić się z panną o niższej pozycji? A Becky, czy przetrwa trudy pracy w charakterze guwernantki i czy usidli odpowiedniego małżonka?

To nie jest bynajmniej li i jedynie historia dziewcząt poszukujących stabilizacji życiowej i uczuciowej, ale szeroka panorama losów całego grona postaci: George Osborne i jego rodzina, zubożali Sedleyowie, familia Crawleyów z licznymi przyległościami, wreszcie major Dobbin, wierny towarzysz George’a, bez pamięci zakochany w Amelii. Wzloty i upadki, łaska i niełaska Fortuny towarzyszą im wszystkim przez prawie sześćdziesiąt rozdziałów, obejmujących kilkanaście lat historii Anglii. Wojny napoleońskie – w tym słynna bitwa pod Waterloo – także odciskają się piętnem na losach Amelii, Becky i ich bliskich. Prolog zaś przypomina nam, że tytułowe targowisko próżności to scena teatrzyku, a losy bohaterów-kukiełek narrator relacjonuje nam z plotek i opowieści z drugiej, a nawet trzeciej ręki. Któż bowiem wie, jak było naprawdę…

Vanity Fair is a very vain, wicked, foolish place, full of all sorts of humbugs and falsenesses and pretensions.

Przyznaję, że początkowo podchodziłam do lektury z entuzjazmem, ale im bardziej zagłębiałam się w teatrzykowe targowisko, tym bardziej znużona się czułam. Wywód naszego mało wiarygodnego narratora na dłuższą metę okazuje się przyciężki i tylko solennej obietnicy dotrwania do końca zawdzięczam przeczytanie całości (przyznaję, w drugiej połowie opowieści nieco bardziej swobodnie przerzucałam kolejne strony – czy raczej akapity na czytniku). Niemniej, jeszcze formę idzie zdzierżyć, ale postaci okazały się po prostu nieznośne.

Ja rozumiem, że satyra i że przerysowanie postaci jest celowe, ale w tak wielkiej dawce wystawia to na próbę cierpliwość czytelnika. Amelia jest tak słodka, tak naiwna, tak dobra, że aż słabo się robi, a swego umiłowanego idealizuje do granic niemożliwości. Becky z kolei, przebiegła kombinatorka, idzie w skrajność zgoła odmienną, manipulując, odgrywając coraz to nowe role, byle tylko uzyskać pozycję, o której marzy. Równie irytujący są panowie: George, rozrzutny bawidamek czy niespecjalnie zdolny wyrazić swoje własne zdanie Rawdon Crawley. Jedyna postać, do której żywiłam jakikolwiek sentyment, to dobroduszny i wierny Dobbin (na szczęście, okazał minimalną godność własną, kiedy było trzeba, brawo major Dobbin).

Częściowo rekompensowały mi te niedogodności odkrycia językowe – zaznaczyłam sobie kilka pysznych słówek, jak choćby „peccadilloes”, czyli „grzeszki”, „hobbadehoy”, które słownik PWN przekłada jako „lelum polelum” czy sformułowanie „lolling upon a sofa”, które jakoś takie, wybaczcie określenie, wysoce lolcontentowe jest. Ubawiły mnie też wykrzyknienia „by Jove”, czyli „na Jowisza” (jakże blisko tutaj do profesora Higginsa, wołającego „By George, she’s got it!”).

Tak czy tak, cieszę się, że mam kolejne doświadczenie Brytyjskiej Klasyki za sobą. To zdanie można intepretować na kilka sposobów, zależnie od tego, gdzie położymy akcent – dla ułatwienia podpowiem najwłaściwszy sposób rozumienia: cieszę się, że mam kolejne doświadczenie Brytyjskiej Klasyki za sobą. No.

Tytułem nawiązań popkulturowych dopowiem, że wpasowałam się czytaniem w trendy serialowe: tak się dobrze składa, że brytyjska telewizja iTV na jesień wypuściła kolejną adaptację powieści. Mnie co prawda dużo bardziej odpowiada obsada z filmowej wersji z 2004 roku: Reese Witherspoon w roli Becky, Romola Garai jako Amelia, Jonathan Rhys-Meyers gra George’a Osborne’a, a Rhys Ifans Williama Dobbina. Muszę sobie odświeżyć, bo już niewiele pamiętam!


“Vanity Fair” William Makepeace Thackeray
1847-1848
Project Gutenberg

13 myśli w temacie “Targowisko próżności, czyli Brytyjską Klasykę nadrabiam cierpliwie (w miarę)

  1. Och, wreszcie trafiłam na kogoś, kto też cierpiał podczas czytania TP i kogo wnerwiali bohaterowie! Mnie ta książka zmęczyła bardzo, choć pamiętam, że pod koniec było już nieco lepiej i ostatnie rozdziały wręcz połknęłam. Natomiast Becky Sharp z miejsca trafiła w poczet najbardziej znienawidzonych przeze mnie bohaterek literackich….
    A Thomas Hardy…. uwielbiam! Dla jego psychologicznych portretów przeżyję nawet nudne opisy sielskich łąk i pasących się na nich krów tudzież owiec… Ostatnie strony zawsze czytam u niego z wypiekami na twarzy :)

  2. Też mam mieszane uczucia, te bohaterki były zbyt karykaturalne.
    Najpierw poznałam serial BBC z ’98 roku, bardzo mi się podobał i książka trochę mnie rozczarowała. W serialu bohaterki były zdecydowanie bardziej znośne, zwłaszcza Becky była moim zdaniem lepsza, bardziej stonowana i dało ją się lubić, zakończenie też bardziej przypadło mi do gustu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.