Poeta, strażnik i więzień, czyli o wielkiej mocy słowa

O powieści Lee Jung-Myunga „Poeta, strażnik i więzień” było bardzo głośno z okazji premiery – ergo, dwa lata temu – niemniej jakoś nie było mi po drodze z tą książką. Przekonała mnie dopiero gorąca zachęta ze strony Mamy-Mality, która sama niedawno zdjęła z półki dzieło koreańskiego autora. Lee Jung-Myung zainspirował się, co ważne, postacią historyczną – Yun Dong-ju, tytułowy poeta, był koreańskim działaczem niepodległościowym, a do naszych czasów przetrwał jego zbiór Niebo, wiatr, gwiazdy i poezje. To dzięki niemu „Poeta, strażnik i więzień”, książka reklamowana jako kryminał, okazuje się historią o wielkiej mocy słowa. Wspaniałą i poruszającą historią.

Rzecz dzieje się w 1944 roku w więzieniu w Fukuoce. Japonia, od lat w stanie wojny z połową świata, zdawałoby się, jest na skraju wyczerpania, a zakłady karne zapełniają się nie tylko zwykłymi rzezimieszkami, ale także wątpiącymi w siłę narodu i zwycięstwo cesarskiej armii. Szczególną grupą więźniów w Fukuoce są Koreańczycy – przez strażników traktowali jak gorszy gatunek ludzi. Wśród osadzonych jest Yun Dong-ju, młody poeta, który posiada wielką moc władania słowem: jego wiersze potrafią poruszyć najczulsze ze strun w każdej duszy.

Brutalną więzienną rzeczywistość przerywa akt jeszcze brutalniejszy – oto ginie Sugiyama, najokrutniejszy ze strażników i postrach wszystkich więźniów. Jego następca, dziewiętnastoletni Watanabe Yuichi, zostaje obarczony nie tylko obowiązkami strażnika i cenzora poczty w jednym, ale także śledztwem w sprawie zabójstwa. Choć jeden z więźniów szybko przyznaje się do winy, to jednak Yuichi przeczuwa, że za śmiercią Sugiyamy kryje się cały splot tajemnic. Kolejne zeznania, spotkania, opowieści prowadzą go do odkrycia prawdy nie tylko o młodym poecie i okrutnym strażniku, ale także o innych otaczających ich i jego samego ludziach. Za murami spadają bomby, Yuichi stara się z rozrzuconych słów złożyć najprawdziwszą z prawd, a życie poety wydaje się tak kruche, jak latawiec pewnej dziewczynki widoczny zza więziennych krat.

Ta powieść ma w sobie coś naprawdę niezwykłego. Z jednej strony okrutne realia nie tylko wojenne, ale i więzienne, w których przetrwanie każdego dnia – tak dla strażników, jak i dla osadzonych – oznacza walkę nie tylko z rzeczywistością, ale i z samym sobą. Oprawcy i ofiary, wtłoczeni w ramy instytucji nad wyraz opresyjnej, działają zgodnie z oczekiwaniami systemu… albo niekoniecznie. Z drugiej strony, to opowieść o potężnej sile słowa, które pozwala odmieniać najtwardsze i najbardziej nieszczęśliwe z serc. Może brzmi to górnolotnie, ale Lee Jung-Myung naprawdę poprzez swoich bohaterów pokazuje transformacyjną moc poezji, prozy, ba, nawet zwykłych listów do rodziny. Ograniczenie dostępu do słowa okazuje się dla bohaterów równie bolesne i wyczerpujące, jak brak jedzenia, ciepła czy pozbawienie wolności – niezależnie od tego, czy od zawsze wzrastali w towarzystwie słów pisanych, czy nie.

Są historie, w których jeden moment porusza tak mocno, że aż brakuje tchu, już to ze wzruszenia, już to ze zgrozy, już to z przejęcia. „Poeta, strażnik i więzień” kryją w sobie wiele takich momentów – do tego stopnia, że przestawałam czytać i przez parę minut musiałam dryfować myślami gdzieś indziej, żeby ochłonąć po danej scenie. Ładunek emocji jest w tej książce po prostu niebywały i dobrze jest odkrywać go osobiście. Bardzo istotne wydaje mi się też to, że bohaterowie – zwłaszcza jeden – nie zostają dzięki swojej miłości do słowa wybieleni z innych czynów, wręcz przeciwnie, niemniej ich nieoczekiwane upodobanie do poezji, choć na chwilę, ujawnia nieco łagodniejszą stronę charakteru.

„Powieść ujawnia czasem więcej niż fakty”, mówi Yuichi i ma rację. „Poeta, strażnik i więzień” Lee Jung-Myunga pokazuje okrucieństwa wojny z najwyższą finezją i jednocześnie wskazuje, że w niewyobrażalnie nieludzkich warunkach można próbować zostać człowiekiem. Czy to się uda – to zupełnie inne pytanie. Ale poezja i każde inne słowo pisane pokazują, że warto próbować.

PS. Mama-Malita pożyczyła, dziękuję!
PPS. Koniecznie, ale to koniecznie, słuchamy przy czytaniu Va, pensiero z opery „Nabucco” Verdiego.


„Poeta, strażnik i więzień” Lee Jung-Myung
(“The Investigation”, 2014)
Tłum. Jan Kraśko, Świat Książki 2016

9 myśli w temacie “Poeta, strażnik i więzień, czyli o wielkiej mocy słowa

  1. Chyba najbardziej poruszyli mnie koreańscy więźniowie, którzy uczyli się w karcerze książek na pamięć. No i jeszcze „Va, pensiero”. A podobało mi się, że i historia, i bohaterowie nie są tacy jednoznaczni, co w przypadku takich opowieści często bywa pułapką dla autora.

  2. Czytałam tę książkę, ale jakoś mnie nie zachwyciła. Zgadzam się, że temat ciekawy i w kilku momentach była naprawdę smutna, zwłaszcza, że oparta jest na prawdziwej historii. Ale jednocześnie historia wydała mi się spłaszczona, styl też nie powalający i w końcu szybko o niej zapomniałam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.