Czysta magia słów, czyli Brzezińskiej apokryf czarownicy

Rok temu czytelniczy świat mówił prawie wyłącznie o „Córkach Wawelu” Anny Brzezińskiej, monumentalnym dziele, łączącym ze sobą powieść historyczną i obszerne wywody eseistyczno-dokształcające. Byłam nieco rozczarowana tą formą wyrazu, stąd do „Wody na sicie”, najnowszej książki autorki, podchodziłam raczej z ostrożnym zainteresowaniem. Nawet jeśli temat jest mi szczególnie bliski, wszak ta powieść to apokryf czarownicy. Ale tym razem — tym razem będę się zachwycać!

Posłuchajcie zatem. Gdzieś w italskich, jak mniemam, górach, w czterech wioskach doliny Intestini mieszkają oświeceni, wyznawcy religii, którą inkwizytorzy chętnie napiętnowaliby jako niebezpieczną herezję. Ich egzystencja od lat jest tolerowana, ale tylko dlatego, że nikt inny tak skrupulatnie nie potrafi wydobywać drogocennej rudy, zwanej vermiglio. Kruszec, barwiący na czerwono palce mieszkańców i szaty purpuratów, przypomina nieodmienne Herbertowską przyprawę i tak samo jak ona stanowi przedmiot politycznych rozgrywek. Gdy bowiem kołowroty i liny sięgające głęboko w skalne trzewia, do kopalni vermiglio, zatrzymują się, a buntownicy kryjący się w górskich ostępach coraz bardziej dają się we znaki lokalnym władykom, przychodzi czas rozwiązań ostatecznych. A dokładniej, wskazania winnego. Jeszcze dokładniej, winnej.

Historia doskonale zna przypadki wykorzystywania podejrzanej o czarownictwo kobiety jako kozła ofiarnego, którego skazanie oczyszcza całą społeczność i pozwala na nowo przywrócić ład otaczającego świata. Takim kozłem ofiarnym dla oświeconych i inkwizytorów może stać się niewiasta zwana La Vecchia, stara, łysa i niepiśmienna, zdawałoby się – niegroźna. Wypowiada swoją prawdę, snując historię całego życia, od ponurego dzieciństwa napiętnowanej córki ladacznicy, przez tę szczególną noc, kiedy smok tchnął w nią swój oddech, przez wędrówki poza Intestini, zarazę, kochanków, aż po ten dzień, kiedy miała zabić czcigodnego mnicha. La Vecchia, poddawana okrutnym torturom i konfrontowana przez wysoki trybunał sądu z pierwszą, drugą, trzecią wersją wydarzeń, już to zaprzecza, już to przyznaje się, już to potwierdza, już to odwołuje zeznania. Nawiasem mówiąc, podczas lektury nieustannie grała mi w tle opowieść matki Makryny, mniszki konfabulującej w prozie Jacka Dehnela.

„Moja kaźń dawno już została postanowiona i nie ma związku z winami, jakie usiłujecie mi przypisywać. Całą reszta i wszystkie słowa, krążące pomiędzy nami jak ptaki, pozostają bez znaczenia. I myślę, panie, że teraz przychodzicie tutaj bardziej z pustej ciekawości niż żeby wyłuskać spośród moich stęknięć imiona zdrajców i nikczemników lub znaleźć ścieżką prowadzącą do któregoś z moich braci. Ale strzeżcie się, ponieważ słowa oplatają się jedno wokół drugiego i trudno rozpoznać pierwotną naturę spraw, o których traktują” (s. 180)

To nie jest lektura łatwa, jako że „Woda na sicie” składa się z kolejnych zeznań La Vecchii, opatrzonych krótkimi notatkami przesłuchującego ją trybunału. Gęsta, misternie tkana, potoczysta narracja czarownicy wymaga skupienia, ale jest warta każdej poświęconej jej minuty. La Vecchia (a wraz z nią Brzezińska) doskonale wie, że największe czary stanowią słowa i poprzez wielomiesięczny monolog bawi się zarówno z inkwizytorami, jak i z czytelnikiem. „Przeszłość jest jak ciasto, które każdy miesi i wypieka wedle własnego upodobania z tego, co ma pod ręką”, mówi jasno bohaterka. Kto wie, jaką prawdę wypowie jako ostatnią i co tak naprawdę zdarzyło się pewnej nocy na jałowej ziemi Sepolcro?

Nie sposób uniknąć porównań do poprzedniego Brzezińskiego dzieła. Porównuję zatem i donoszę, że „Woda na sicie” jest stokroć lepsza niż „Córki Wawelu” – przede wszystkim dlatego, że wiernie realizuje jeden pomysł, znany nam z podtytuł apokryf czarownicy, nie zaś próbuję połączyć dwa różne pomysły na książkę. Tutaj Brzezińska umiejętnie wykorzystała cokolwiek fantastyczną otoczkę – Intestini i vermiglio wszak nie przynależą do prawdy geograficznej ani historycznej – przemycając w niej znane z protokołów inkwizytorskich narracje i odwołując się do frapujących wyobrażeń na temat czarowniczych praktyk (polecam polskie wydanie „Młota na czarownice” duet Sprenger i Kraemer, można domniemywać, że autorzy mieli solidne zaburzenia psychiczne na tle erotycznym).

Aż do ostatniego zeznania La Vecchii nie jesteśmy zatem pewni, kim jest nasza czarownica i czy popełniła któreś z zarzucanych jej zbrodni. Z całą pewnością możemy natomiast stwierdzić, że jej opowieść to czysta magia słów. Zachwycam się zatem bardzo.

PS. Za apokryf czarownicy uprzejmie dziękuję pani redaktor z Wydawnictwa Literackiego!


„Woda na sicie. Apokryf czarownicy” Anna Brzezińska
Wydawnictwo Literackie, 2018

5 myśli w temacie “Czysta magia słów, czyli Brzezińskiej apokryf czarownicy

  1. Zachwycam się bardzo również – podzielajmy razem ten zachwyt! Piękna proza, wspaniały język, dziwna, przedziwna, cudaczna opowieść z taką ilością niewiadomych, że aż strach! Fenomenalne gawędziarstwo i powiem Ci, że doceniam z każdym dniem bardziej. :D
    Muszę „Córki Wawelu” zdobyć. :)

    1. Zgadzam się, na początku byłam ostrożna, a teraz im więcej o tym myśle, tym bardziej zachwycona jestem 😊 „Córki Wawelu“ warto dla porównania, ale mnie podobały się nieco mniej 😊

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.