Królowa cukru, czyli o plantacji trzciny w głębokiej Luizjanie

Mam sentyment do opowieści z Południa Stanów Zjednoczonych, datujący się gdzieś na wczesne lata nastoletnie, kiedy przeczytałam „Przeminęło z wiatrem” (skądinąd, jedną z ulubionych powieści Mamy-Mality, to się dziedziczy…). „Sekretne życie pszczół” czy „Służące” to tylko kilka innych książek w klimacie, które bardzo mi się podobały. Więc kiedy tylko usłyszałam o zapowiadanej premierze „Królowej cukru”, debiutu Natalie Baszile, od razu byłam zainteresowana – niemniej, obyło się bez zachwytów.

„Królowa cukru” przenosi nas zatem do Luizjany, mokrej, bagnistej ojczyzny trzciny cukrowej. To właśnie tam przeprowadza się Charley Bordelon wraz ze swoją córką Micah – jest niejako do tego zmuszona przez testament ojca, obdarzający ją spadkiem w postaci ośmiuset akrów plantacji. Bez możliwości sprzedaży. Owszem, Charley liczyła na nowy start w życiu, ale niekoniecznie na powrót w rodzinne strony, do domu babci, i na olbrzymią odpowiedzialność i pracę, o której zupełnie nie ma pojęcia. Sezon coraz bliżej, plantacją trzeba się zająć, a zarządca właśnie zrezygnował. Wyzwania się piętrzą, znikąd ratunku, a Charley kończą się fundusze, które mogłaby zainwestować w poprawę sytuacji.

Stosunki międzyludzkie też pozostawiają wiele do życzenia – relacja Charley z córką nie układa się najlepiej (nastolatka wyrwana z miasta miewa swoje fochy), już nie mówiąc o powrocie syna, czy raczej brata marnotrawnego: Ralph Angel, czarna owca całej familii, również przybywa do Luizjany, a z nim wszystkie problemy, o których chciałoby się zapomnieć. A do tego cały czas w tle wybrzmiewa przykra pieśń o podziałach rasowych, które tu, na Południu, wydają się nie do zapomnienia. Czarna kobieta, zarządzająca plantacją trzciny? Z białym zarządcą? Co najmniej osobliwe.

Jakbyście się zastanawiali nad wyglądem trzciny cukrowej.

Jeśli spodziewacie się porównań między blichtrem Los Angeles i głęboką prowincją, to nie ma tego tak dużo – zwłaszcza, że cała historia rozpoczyna się już od przybycia Charley na nowe włości. Dużo znajdziemy za to w książce technicznych szczegółów dotyczących uprawy trzciny cukrowej, łącznie z całym osprzętem (acz z dumą mogę zameldować, że co jak co, ale wiem, jak wygląda kombajn john deere!), co samo w sobie może się wydawać nużące. Na szczęście, ten kontekst kulturowo-rolniczy jest na tyle egzotyczny, że wszystkie detale co do uprawy trzciny, konsekwencji huraganu i skupu cukru raczej intrygują, niż nudzą.

Sama nie wiem, czy „Królowa cukru” podobała mi się, czy nie. Z jednej strony jest to spojrzenie na nowy świat, a z drugiej powodzenie nowej życiowej misji Charley było mi raczej obojętne. Z kolei postać Ralpha Angela, ewoluującego z czarnej owcy do czarnego charakteru, okazała się dla mnie zanadto jednoznacznie zarysowana: leniwy, agresywny i wiecznie rozżalony eks-ćpun, który owszem miewa przebłyski dobrych odruchów, niemniej mógłby być dużo bardziej interesującą postacią, gdyby nie był tak przewidywalny. Obiecane okładkowo „wyraziste i silne postaci kobiece” czy „silne podziały rasowe” wydają mi się raczej mało eksponowane w porównaniu z dominującym wątkiem uprawy trzciny i wszystkimi związanymi z nią konsekwencjami. A ponieważ czytałam egzemplarz promocyjny, obwarowany ostrzeżeniami na temat ewentualnych poprawek, nie będę zanadto rozwodzić się nad potknięciami translatorskimi – w ostatecznym wydaniu mogą się nie pojawić, muszę je zresztą skonfrontować z Właściwym Wydaniem (premiera już wkrótce!).

Zatem raz jeszcze: czasem naprawdę nie jestem w stanie jednoznacznie określić swojej opinii w tej kwestii – wyjąwszy postać Ralpha Angela, która zdecydowanie doprowadzała mnie do irytacji. Mogę za to dodać, że Oprah Winfrey tak zachwyciła się tą powieścią, że nie tylko namaściła jej autorkę – jak ujęto rzecz na okładce „Królowej cukru” – na nową gwiazdę amerykańskiej literatury, ale także wyprodukowała serial na podstawie książki. Sądząc po opisach i zwiastunie, wersja telewizyjna nieco różni się od oryginału: główną bohaterkę „rozbito” na dwie siostry, a na plan pierwszy wysunęły się raczej napięcia w rodzinie niż desperackie próby uratowania nieoczekiwanego spadku w postaci plantacji. Pozostawiam Wam do przeczytania i/lub obejrzenia „Królową cukru” – a ja się głębiej zastanowię, co na ten temat myślę.

PS. Co nie zmienia faktu, że bardzo pięknie dziękuję Pan Redaktor z Wydawnictwa Literackiego za egzemplarz powieści!


„Królowa cukru” Natalie Baszile
(“Queen Sugar”, 2014)
Tłum. Robert Sudół, Wydawnictwo Literackie 2018

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.