Co by było, gdyby, czyli King i Dallas

Ale co by było, gdyby…? Pytanie filozoficzno-rozważająco-kreatywne zadają sobie różne istoty ludzkie i nie tylko. Zarówno na poziomie osobistym (co by było, gdybym nie zdążyła na ten tramwaj, co by było, gdybym poszedł na inny kierunek studiów, gdybym się przeniósł do Borobudur, gdybym…), jak i na poziomie nieco bardziej meta, dość często historycznym. Co by było, gdyby Japonia wygrała II wojnę światową (podpowiedź literacką zapewnia mister Philip K. Dick)? Co by było, gdyby powstanie listopadowe się powiodło? Co by było, gdyby Lee Harvey Oswald nie pociągnął za spust w Dallas w 1963 roku?

To ostatnie pytanie  zadali sobie bohaterowie „Dallas ‘63” Stephena Kinga, książki wydanej już kilka lat temu – ale tym razem jest to pytanie w formie misji. Otóż w prowincjonalnym Lisbon Falls, w spiżarni pewnego baru, mieści się przejście do Anno Domini 1958 roku. Można wkroczyć w czas miniony, pozostać tam przez bliżej nieokreśloną chwilę (ba, nawet lata!), a po powrocie i tak zawsze okazuje się, że we współczesności minęły zaledwie dwie minuty. Wycieczkę w przeszłość można traktować po prostu jako okazję do rozrywki i zaopatrzenia się w różne tanie dobra, ale i do poczynienia Zmian Dla Świata. Albo chociaż Dla Poszczególnych Ludzi. A plan maksimum zakłada zmianę dziejów całego kraju: ocalić prezydenta Kennedy’ego przed fatalnym strzałem z 22 listopada 1963 roku i tym samym zapobiec zamieszkom, a może, dzięki efektowi motyla, uniknąć śmierci Martina Luthera Kinga, a nawet wojny w Wietnamie? Co by było, gdyby…?

Z całym tym bagażem rozważań zostaje nie kto inny, a Bohater Misji, poczciwy Jake Epping, nauczyciel angielskiego w lokalnym liceum. Namaszczony na następcę przez właściciela baru z „króliczą norą”, wyposażony w dokumenty na nazwisko George Amberson wyrusza do Stanów Zjednoczonych sprzed kilkudziesięciu lat i czeka. Do Dallas zostało mu jeszcze trochę czasu, więc trzeba czymś wypełnić kolejne dni. Owszem, obserwacja Oswalda i jego bliskich to jedno, ale codzienne życie to drugie. I tak Jack/George podejmuje się zajęcia, które wykonuje najlepiej na świecie, czyli… uczy angielskiego w lokalnym liceum. Okazuje się, że nastolatki są nastolatkami niezależnie od tego, czy przygrywa im Elvis, czy Shakira, a szkolny teatrzyk nieodmienne pozostaje przedsięwzięciem pełnym wyzwań.

„Normalne”, nauczycielskie życie Jake’a czyta się przezacnie, ale jego wielki quest okazuje się oczywiście mocno skomplikowany, nie tylko z uwagi na moralne implikacje (może Oswald w tej wersji przeszłości jednak nie zastrzeli JFK?) i tajemnicze siły, przeciwdziałające jakimkolwiek większym zmianom biegu historii, ale także – a może przede wszystkim – z powodów dość osobistych. Bo w przeszłości czeka nie tylko znakomite piwo korzenne i fedory (pomińmy na razie wszystkie mniej przyjemne aspekty życia w USA lat 60-tych), ale i wysoka bibliotekarka imieniem Sadie o wyjątkowej zdolności do potykania się o własne nogi.

Słynny Skład Podręczników obecnie (to jest, w 2015 roku)

Całość jest po prostu obłędna: sam koncept „króliczej nory”, misja ocalenia Kennedy’ego (i innych osób również), klimat początku lat 60-tych, pieczołowicie odtworzony dzięki przekopaniu się przez dziesiątki lektur i, to chyba przede wszystkim, wspaniali bohaterowie, którym kibicuje się z całego serca. Nie tylko Jake/George i urocza Sadie, ale cały szereg bohaterów drugoplanowych (pani Mimi!) – Stephen King nieraz już udowodnił, że aspekt społeczny i „ludzki” to mocna strona jego prozy. Dodajcie do tego szczyptę nostalgii oraz nutkę grozy (Skład Podręczników naprzeciwko Dealey Plaza w Dallas funkcjonuje jako wyborna przypominajka o nadchodzącym dniu zamachu) i przepis na książkę, jak to się ładnie mówi w języku Szekspira, unputdownable, gotowy.

Jak już donosiłam w social media, oderwać się nie szło. Czytałam po nocach, woziłam ze sobą tu i ówdzie (draństwo liczy sobie prawie że 900 stron, nie woziło się łatwo), obiecywałam sobie „tylko jeden rozdział” i jakoś orientowałam się pięćdziesiąt stron później… to jest wspaniałe uczucie, kiedy cieszy każdy moment, w którym ponownie sięga sę po książkę. A to zakończenie! Przyznaję, że byłam przekonana, że będzie inaczej, ale jest po prostu tak, jak być musiało. Czyli wspaniale. Tak, uroniłam łezkę. Czy tam całą fontannę.

Dodam jeszcze tytułem końcowych zachwytów, że stacja Hulu dwa lata temu wypuściła ośmioodcinkowy serial na podstawie powieści, pod tym samym tytułem co książka (w oryginale “11/22/63”, nie radzę sobie logistycznie z tą amerykańską datacją, w której miesiąc jest po dniu, a nie przed). Główną rolę gra James Franco i pasuje mi wprost idealnie – nic, tylko zasiąść i oglądać, przenosząc się w przeszłość także wizualnie!

PS. Mama-Malita sugerowała wreszcie zdjąć z półki, co nieodmiennie dowodzi faktu, że matki zawsze mają rację.


„Dallas ‘63” Stephen King
(“11/22/62”, 2011)
Tłum. Tomasz Wilusz, Prószyński i S-ka 2011

6 myśli w temacie “Co by było, gdyby, czyli King i Dallas

  1. Oj, jak mi się to podobało! Nieczęsto można znaleźć powieść, która wzrusza, daje tak dużo do myślenia i jeszcze sporo uczy – strasznie belfersko mi się napisało, ale wybacz w taki upał! Cudnie, że w końcu przeczytałaś. Jakoś od początku wiedziałam, że Ci się spodoba. Radzę dalej słuchać Mamy :)

  2. O tak, mama rzeczywiście miała rację. „Dallas’63” to jedna z moich ulubionych Kinga i dziś właśnie polecałam ją nowemu koledze w pracy. Tylko niefortunnie zapomnialam oryginalnego tytulu i uparcie twierdziłam, że ma przeczytać Dallas (mówi, że nie słyszał, a czytuje Kinga) 😀 Ciekawe, czy znajdzie informacje i zrozumie cokolwiek. Bo kolega Francuz 😁
    A Dallas uwielbiam, bo jest tak fantastycznie angażujące. Tu się czynnie uczestniczy w wydarzeniach choćby przez ściśnięte serce w strategicznych momentach.

    1. Oj ściśnięte serce było bardzo! Przeżywa się to niesamowicie, i „historycznie”, i z miłości do bohaterów. Mam nadzieję, że kolega Francuz się zorientuje, najwyżej go uświadomisz przy najbliższej okazji :)

      1. Już chcę iść do pracy, żeby go bliżej naprowadzić na trop książki 😁

        Podobało mi się jak King podszedł do postaci Oswalda, że pokazał jego rodzinę, otoczenie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.