Madeline Miller i jej „Kirke” potrafią zaczarować

Gdzieś na Adriatyku, a może na morzu Jońskim? Kto wie, gdzie leżała Ajaja? Może do dziś można odnaleźć do niej drogę, bez lęku żeglując przez niespokojne wody? Ale ostrożnie, nawet, jeśli zostaniecie powitani uprzejmie i ugoszczeni przez mieszkającą tam damę, nie próbujcie wina. Nie od dziś wiadomo, że wino ma dar przemiany ludzi w bestie, zwłaszcza to zaprawione odrobiną ziół i magii. Zwłaszcza to warzone przez Kirke, jedną z najsłynniejszych czarodziejek starożytności.

Kirke zasłynęła przede wszystkim epizodem w „Odysei” (przypomnijmy, towarzysze króla Itaki zostają zamienieni w świnie, sprytny Odys za radą Hermesa nakłania Kirke do cofnięcia czaru, acz i tak zostaje z całą załogą przez rok na Ajai) i jako czarownica na magicznej wyspie inspirowała artystów różnych epok i kultur – pojawiała się na starożytnych malowidłach wazowych i nowożytnych płótnach, w dramatach i operach. I jak niewątpliwie zauważyliście, znalazła także swoje nowe miejsce w literaturze pięknej – już to kampania reklamowa, już to zachwyty i rozczarowania w książkowej blogosferze i stosownych social media nie pozwoliły przeoczyć premiery powieści „Kirke” pióra Madeline Miller, autorki nagrodzonej opowieści o Achillesie i Patroklosie.

Miller pieczołowicie odtwarza życiorys Kirke, pozornie mało interesującej nimfy, zahukanej brzyduli o skrzekliwym głosie, niezbyt udanej – na tle efektownego rodzeństwa, jak choćby matki Minotaura, Pazyfae – potomkini Heliosa oraz Perseidy. Żyje w podwodnym pałacu swego dziadka Okeanosa, ergo wciąż wśród starych bóstw, wśród tytanów, którzy jeszcze nie tak dawno (cóż znaczą setki ludzkich lat dla istot boskich!) sprawowali władzę, jeszcze zanim Kronos fatalnie pomylił się podczas spożywania posiłków. Imię naszej bohaterki, Jastrzębica, to niby-pochwała miodowej barw oczu i odzwierciedlenie jej cienkiego, zawodzącego dźwięku, płaczu lat niemowlęcych. Protekcjonalnie traktowana przez najbliższych, Kirke niepostrzeżenie odnajduje swoją największą moc – czarodziejskie zdolności, które początkowo wydają się przynosić wyłącznie nieszczęście i kłopoty. Czy mówi Wam coś słowo „Scylla”? Otóż właśnie.

 

Edward_Burne-Jones_-_The_Wine_of_Circe,_1900
Edward Burne-Jones, Wine of Circe (ach, prerafaelici!)

 

Wraz z Kirke powracamy zatem do starego, dobrego zbioru greckich mitów – kto z nas nie czytał (i/lub nie był zmuszony czytać) różnych wersji mitologii za lat dziecięcych tudzież szkolnych? Odyseusz i jego wędrówka, Scylla i Charybda, Ariadna, Minotaur, Dedal, Ikar, Penelopa, Telemach… wszystko to wydaje się oswojone i przetworzone po tysiąckroć, a jednak Madeline Miller na nowo potrafi opowiedzieć tę historię oczami Kirke tak, że nie sposób się od niej oderwać. „Daj się oczarować”, kusi napis na okładce, i faktycznie dałam się oczarować, bez oporów i bez protestów. Na kilka godzin przepadłam, zaczytana w historię Kirkę, znaną, a jednak nieznaną, pełną pasji i goryczy.

Wszystko dzięki samej Kirke, bohaterce, która odnajduje swoje przeznaczenie i mimo piętrzących się przeciwności postanawia zmierzyć się z najbardziej potężnymi istotami otaczającego ją świata. Walczy o swoje szczęście, o miłość, o życie i bezpieczeństwo ukochanego syna – i choć nieraz ponosi porażki, nie poddaje się rozpaczy. Słabość przekuwa w siłę, odnajduje pokrewne dusze, dojrzewa i coraz bardziej rozumie nie tylko mechanizmy rządzące życiem, ale także (a może przede wszystkim?) swoje własne pragnienia. I pisze własną historię. Na przekór. Na pohybel.

Pierwszoosobowa narracja czyni z Kirke bohaterkę bardzo bliską, tak, że nie sposób nie życzyć jej wszelakiego powodzenia. Nawet jeśli inne postacie na pierwszy rzut oka zdają się schematyczne, nieznośne i wyłącznie wrogie (Pazyfae! Scylla!), to w miarę upływu stron odsłaniają swoją głębię. Choć trajektoria ich losów jest od setek lat starannie utrwalona w kulturze, to Madeline Miller potrafi przekonująco nakreślić całą historię raz jeszcze, bez uczucia znużenia i znudzonego śledzenia rozwoju wydarzeń. A zakończenie… ha, powiedzmy tyle, że jest mitologicznie poprawne, ale tyleż było wersji życia Kirke, że można do końca nie być pewnym, jak całość się potoczy.

Innymi słowy, pozostaję oczarowana. Przez Madeline Miller… i przez Kirke.


„Kirke” Madeline Miller
(“Circe”, 2018)
Tłum. Paweł Korombel, Wydawnictwo Albatros 2018

6 myśli w temacie “Madeline Miller i jej „Kirke” potrafią zaczarować

  1. Mnie się udało przegapić tę premierę, ostatnio dopiero usłyszałam na festiwalu o tej książce i faktycznie, okładkę gdzieś widziałam (pewnie na IG ;-)), książkę na GoodReads dodałam, a potem zupełnie zapomniałam, co z nią i jak. A chyba powinnam sięgnąć, bo brzmi trochę jak „Odyseusz i kobiety” (swego czasu było to dla mnie reinterpretacyjne odkrycie), z mniejszą ilością Odyseusza, a większą kobiet i jak „Penelopiada” Atwood, która już w ogóle mnie uwiodła. Bo ja kocham mitologię grecką, został mi ogromny sentyment z dzieciństwa i co poradzić, muszę się na „Kirke” zaczaić! :-)

    1. Tak, okładka swego czasu była bardzo wszędzie 😊 zaczaj się koniecznie, bo to naprawdę magiczna rzecz, a skoro Ci klimat bliski, to tym bardziej! „Odyseusz i kobiety“ – o, tego nie znam, też się muszę zaczaić! I dobrze, że mi przypomniałaś o „Penelopiadzie“, odświeżę sobie 😊

      1. Nie jestem pewna, czy ten „Odyseusz…” to dobra książka (lata temu czytałam), ale wtedy to było dla mnie odkrycie. Nadal stoi na półce w domu rodzinnym i pewnie kiedyś doczeka się ponownej lektury ;).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.