Ostre przedmioty i Gillian Flynn, czyli powieść mocna a niepokojąca

Dorosłe bohaterki, powracające do rodzinnych miasteczek z powodów na osobistych i/lub zawodowych, a jednak wiążących się ze Straszną Tajemnicą z Przeszłości – ten motyw pojawił się w literaturze niejeden raz, choćby w „Zapisanych w wodzie” Pauli Hawkins,  „Miasteczku kłamców” Megan Mirandy czy „Torfowisku” Susanne Jansson. Podobnie zaczynają się „Ostre przedmioty”, debiutancka powieść Gillian Flynn, wydana niedawno z nową, serialową okładką. Niemniej, jak wiemy, podobne początki mogą rozwinąć się w zupełnie różne historie.

Gillian Flynn, rozsławiona jako autorka „Zaginionej dziewczyny” doczekała się filmowych adaptacji większości swoich dzieł prozatorskich – dość wspomnieć właśnie ekranizację „Zaginionej dziewczyny” z  Benem Affleckiem i Rosamund Pike – zarówno w na dużym, jak i na nieco mniejszym ekranie. Serial produkcji HBO na podstawie „Ostrych przedmiotów” ma premierę w Polsce właśnie dzisiaj, ale z książką można się było zapoznać już dawno. Ja swój serialowookładkowy egzemplarz hołubię od zeszłego tygodnia, ale musiała upłynąć chwila, zanim zabrałam się za spisanie wrażeń. Będzie troszkę spoilerowo, od razu zaznaczam, więc gdyby ktoś się zastanawiał, czy czytać „Ostre przedmioty”, czy nie, mówię: czytać… ale ostrożnie. To znaczy, książka jest naprawdę bardzo dobra warsztatowo, niemniej w klimacie i fabule… cokolwiek niepokojąca.

Jako się rzekło – oto główna bohaterka powraca w rodzinne strony z przyczyn zawodowych. Innymi słowy, Camille Preaker, zamknięta w sobie, acz zdolna dziennikarka śledcza, otrzymuje od szefa misję napisania cyklu reportaży o dwóch morderstwach, dokonanych na dziewczynkach z Wind Gap. Niewielka mieścina w Missouri to ostatnie miejsce, które Camille obrałaby za cel swoich dziennikarskich podróży – nie bez przyczyny uciekła stamtąd, byle dalej od despotycznej matki, poczucia winy z powodu śmierci siostry i okrutnych wspomnień ze szkolnej młodości. Blizny na ciele Camille stanowią wyraźne świadectwo tej ucieczki i tylko staranna opieka lekarzy powstrzymała ją od zadawania sobie ran na nowo.

Śledztwo toczy się jednak nieuchronnie, a Camille – z uwagi na redakcyjne oszczędności mieszkająca znów w rodzinnym domu, wspaniałej, ale pełnej bolesnych wspomnień rezydencji – zmuszona jest lawirować między nawiązywaniem na nowo kontaktów z dawnymi przyjaciółmi i zbieraniem materiałów do swoich tekstów. Jako dziennikarka pochodząca z Wind Gap ma zadanie utrudnione i ułatwione jednocześnie – wszyscy ją znają albo… wszyscy ją znają, co oznacza, że właśnie dlatego chętnie podzielą się z nią swoją wiedzą albo wręcz przeciwnie. Policja poszukująca mordercy zdaje się kręcić w kółko, ekspert śledczy spoza miasteczka, inspektor Willis, równie intensywnie pomaga Camille, co jej przeszkadza, a zainteresowani coraz mocniej uświadamiają sobie, że zbrodnie popełnił ktoś z miasteczka. Mężczyzna? Kobieta? Kto będzie słuchał jedynego naocznego świadka, przerażonego chłopca, i da wiarę jego opowieści?

O książkach takich, jak „Ostre przedmioty”, nie bez przyczyny mówi się, że mają „duszną” atmosferę. Przytłaczająca rzeczywistość małego miasteczka to jedno, ale wątki zamordowanych dziewczynek, samej Camille i jej rodziny – to było naprawdę przykra opowieść. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca po skończeniu tej książki, cała czułam się brudna. Na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy zrobiło mi się niedobrze podczas czytania jakiejkolwiek powieści – to znaczy, że dana scena była tak wstrętna, że aż dopadły mnie mdłości – ale tutaj się udało. „Ostre przedmioty” wywołują lepkie, ohydne doznanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę sceny  z budzącymi zgrozę zwyczajami rozwydrzonych, bezdusznych nastolatek. Co tylko dowodzi, jak znakomicie sugestywnie całość jest napisana, jaką odrazą napawa cała ta historia.

Znakomicie poprowadzone są główne postaci, zwłaszcza trójkąt Camille-jej matka-jej przyrodnia siostra, trójkąt szalenie niepokojący. Ciężko było mi współczuć Camille, choć jej tragiczna przeszłość niewątpliwie zasługuje na spore pokłady empatii – niemniej jej obsesja na punkcie na punkcie słów wyrzynanych żyletką na skórze całego ciała oraz wlewanie w siebie kolejnych porcji wódki i bourbona bardzo budziły we mnie politowanie niż litość. Choć gdy spojrzy się na całościowy obraz sytuacji, to samemu chciałoby się napić czegoś mocnego, tak dla kurażu przed zmierzeniem się z rzeczywistością.

Fascynuje mnie to, że Gillian Flynn, okrzyknięta „matką współczesnego thrillera psycholigicznego”, wygląda na bardzo sympatyczną osobę i aż dziw bierze, skąd czerpie pomysły do tak przepojonych niepokojem książek. Pieczołowicie skonstruowana i przerażająca intryga „Zaginionej dziewczyny”, a teraz ta gra z okrucieństwem, samookaleczaniem i toksycznymi relacjami w rodzinie w „Ostrych przedmiotach”… brr, aż dreszcze przechodzą. Co, znów, tylko dowodzi naprawdę przedniego warsztatu pisarskiego. „Ostre przedmioty” budzą wiele emocji i ujawniają, jak wiele mroku potrafi kryć się w ludziach. U Gillian Flynn – zwłaszcza w kobietach.

PS. Ale tej ekranizacji na HBO to chyba psychicznie nie zdzierżę, przynajmniej nie na świeżo po książce!
PPS. Dziękuję piękne za egzemplarz recenzencki Pani Redaktor z Wydawnictwa Znak!


„Ostre przedmioty” Gillian Flynn
(“Sharp Objects”, 2006)
Tłum. Radosław Madejski, Znak literanova 2018

5 myśli w temacie “Ostre przedmioty i Gillian Flynn, czyli powieść mocna a niepokojąca

  1. „Ostre przedmioty” to książka, w której atmosfera jest faktycznie bardzo duszna i to ciężkie „coś” towarzyszy czytelnikowi od początku do końca. Fabuła niepokoi, a jednocześnie wciąga i ten tytuł trudno odłożyć na potem. Polecamy wraz z Tobą!

  2. Po przeczytaniu „Małego życia” mam ochotę na przerwę od takich ciężkich tematów i tym bardziej „lepkich, ohydncy doznań”. Na „Zaginionej dziewczynie” za to byłam w kinie i była naprawdę przyzwoita, to był film, po którym sporo się dyskutowało. Dobrze wiedzieć, że autorka warta zachodu :)

  3. Choć nie miałam tak ostrych reakcji jak Ty, muszę przyznać, że powieść jest rzeczywiście przerażająca i taka… lepka. Ale napisana ogromnie sugestywnie. Ja, oprócz „Zaginionej dziewczyny” czytałam jeszcze „Mroczny zakątek” i nie przestaję się zastanawiać, skąd u wiodącej szczęśliwe życie Flynn tyle mroku i grozy – tym gorszej, że tkwiącej głęboko w ludziach. Potęga wyobraźni jest jednak ogromna. Wczoraj obejrzałam pierwszy odcinek serialu – nie byłam zachwycona, może własnie dlatego, że film nie pozostawia niczego wyobraźni, a czytając trzeba się z jej wizjami zmierzyć po swojemu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.