Grenlandia raz, czyli nie mieszkam w igloo

Grenlandia? Co ja wiem o Grenlandii? Zimno, śnieg, zorza polarna. Daleko. Ach, i foki. Niewiele, prawda? Pocieszam się, że Adam Jarniewski, autor książki „Nie mieszkam w igloo”, na początku całej swojej grenlandzkiej przygody też specjalnie wiele nie wiedział. Nauczył się w praktyce, a nawet uczy dalej – na Zielonej Wyspie (tak!) mieszka już od  dwunastu lat i niedawno zrelacjonował swoje przygody i grenlandzkie podboje właśnie w książce. To nie jest narracja z cyklu „pojechałem i wróciłem”, ale „pojechałem, zostałem, wracać na razie nie planuję”. Narracja, dodajmy, przeciekawa!

Początek tej historii jest dość szalony: Jarniewski dość nieoczekiwanie przeprowadził się do Sisimiut, „perły grenlandzkiego wybrzeża”, w ślad za swoją drugą połówką i w oczekiwaniu na dziecko. Nie zamieszkał w igloo – no, nie na stałe – ale znalazł się w zupełnie nowych realiach, których Grenlandczycy jakoś nie kwapili się tłumaczyć: wszak to wszystko wiadome, jak rozmawiać, z kim się witać, jak zorganizować kaffemik czy jak zapolować na renifera. Autor z powodzeniem uczył się na własnych błędach i poznał Grenlandię od podszewki (od spodniej warstwy śniegu?), ze wszystkich jej dobrych i złych stron.

Zielona Wyspa, skuta w osiemdziesięciu procentach lodem, nie należy do najbardziej przyjaznych ludziom miejsc na świecie – pamiętajcie o arktycznej nocy, trzaskającym mrozie i problemach w zdobywaniu pożywienia (przynajmniej w dawniejszych czasach). Te trudne warunki sprawiły jednak, że mieszkańcy grenlandzkich osad i wiosek od zawsze potrafili żyć we wspólnocie – samotność poza taką wspólnotą oznaczała pewną śmierć. W tym „małym wielkim kraju”, prawie siedem razy większym od Polski, żyje zaledwie 57 tysięcy ludzi – co oznacza, że właściwie wszyscy się znają, a przynajmniej kojarzą jakiś twoich krewnych… Sisimiut, w którym mieszka autor, to drugie największe (po stolicy, Nuuk) miasto na Grenlandii, niemniej ze zdjęć sprawia wrażenie wioski pełnej ślicznych, kolorowych domków.

28055886_2310178779007788_996106467158055485_n
Domki i kościół w Sisimiut, fot. Adam Jarniewski

Adam Jarniewski opowiada zatem o samej Grenlandii, jej faunie i klimacie (o florze ciężko mówić), a także o Grenlandczykach – o ich skłonności do żartów i dość bezpośrednim stylu bycia, zamiłowaniu do świętowania i piłki nożnej, konfliktach tożsamościowych, tradycjach ludowych i religijnych. Relacjonuje swoją pierwszą burzę śnieżną i podróż psim zaprzęgiem oraz cudowne doświadczenie wszechobecnej w interiorze ciszy. Tłumaczy, dlaczego dzień przed urodzinami ludzie mówią ci, że śmierdzisz i jaki błąd popełnił Czesław Centkiewicz, nadając bohaterowi książki dla dzieci imię Anaruk. Pokazuje, jak Grenlandia zmieniła się w ostatnich latach – jak sam doświadczył tych zmian – i jakie nowe wyzwania czekają Zieloną Wyspę.

Zasadniczo, mam głowę pełną opowieści i ciekawostek o Grenlandii, o jej przyrodzie, kontekście kulturowym, społecznym i politycznym (zwłaszcza jeśli chodzi o stosunki grenlandzko-duńskie) i mogłabym się dzielić nimi jeszcze przez kilkanaście stron – co stanowi najlepszy dowód na to, że Adam Jarniewski potrafi zainteresować nawet najbardziej ciepłolubnych czytelników. Dużo emocji wzbudziły we mnie opisy polowań – należę do gorących przeciwników myślistwa w wydaniu hobbystycznym, niemniej polowanie na Grenlandii ma zupełnie innych charakter: w wymagającym (sub)polarnym klimacie trudno wyhodować… cokolwiek, a mięso z foki, renifera czy wołu piżmowego oraz całe ławice ryb to najważniejsza część diety. Polowanie nie tylko stanowi istotną części tradycji kulturowej, ale także świetny sposób na podratowanie domowego budżetu i zapełnienie olbrzymiej zamrażarki zapasami.

igloo (2)
Duże ilości pięknych zdjęć!

„Nie mieszkam w igloo” okazało się napakowana wiedzą, pełna swady i humoru opowieścią o zupełnie nieznanym mi zakątku świata, pełną ciepłych uczuć, ale i trzeźwego spojrzenia na Grenlandię, jej zalety i współczesne problemy. Bardzo osobista perspektywa autora, jego opowieści o ukochanej Birthe i córce Alinie oraz o pracy w sisimiuckiej szkole jeszcze bardziej przybliżają ten niezwykły kraj. Może nie aż tak, że kupuję pierwszy dostępny bilet z lotniskiem w Kangerlussuaq jako miejscem docelowym – choć zobaczenie na żywo zorzy polarnej kusi – ale z pewnością dowiedziałam się dużej ilości nowych rzeczy. Innymi słowy, wciągający, pełen pięknych zdjęć reportaż Jarniewskiego otwiera okienko na nieznane miejsce. Zalecam… zwłaszcza w tę naszą polską upalną duchotę, od razu mam inny do niej stosunek!

PS. Uprzejmie dziękuję za książkę wydawnictwu Muza.
PPS. Przedsmak książki znajdziecie na stronie Poznaj Grenlandię, którą prowadzi sam Jarniewski – tutaj na przykład można przeczytać, jak trafił na Zieloną Wyspę!


„Nie mieszkam w igloo” Adam Jarniewski
Wydawnictwo Muza, 2018

2 myśli w temacie “Grenlandia raz, czyli nie mieszkam w igloo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.