A imię jego Macbeth, czyli znakomita wizja w wydaniu Nesbø

A tymczasem wydaje się opowieści szekspirowskie – na pewno pamiętacie „Projekt: Szekspir”, uczynion celem uczczenia czterechsetnej rocznicy śmierci słynnego dramaturga. Opowiedziano na nowo zatem już „Zimową opowieść”, „Kupca weneckiego” czy „Burzę”, wreszcie przyszła też pora na kilka słów od Jo Nesbø – któż mógłby lepiej uwspółcześnić krwawą opowieść o Makbecie! Wspominałam już chyba, że „Makbet” to moja ulubiona sztuka Szekspira – bo, wiadomo, czarownice – i jednocześnie ta, której najwięcej odsłon widziałam. Czy to film z Michaelem Fassbenderem, czy restauracyjna wersja z Jamesem McAvoyem (latające świnie!), czy wreszcie wersja prawdziwie teatralna, dawno, dawno temu w krakowskim Starym – każda miała coś w sobie. A wersja Nesbø jest doprawdy znakomita.Nie Szkocja zatem, choć miejsce akcji jest bliżej nieokreślone. Bezimienne przemysłowe miasto, ongiś znakomicie prosperujące, teraz pozostaje w ponurym cieniu stołecznego Capitolu, dławiąc się rozkwitem przestępczości i wzrostem bezrobocia. Od wojny minęło ćwierć wieku i przez cały ten czas lokalną policją niepodzielnie rządził komendant Kenneth. Po jego śmierci stanowisko obejmuje idealista Duncan, który stawia sobie za cel ocalenie miasta, a najważniejszy ku temu środek ma stanowić walka z narkotykami, zwłaszcza władcą narkobiznesu, tajemniczym Hekate (Hekate!). Plan wielki i szczytny… ale nie będzie Duncanowi dane go zrealizować. Bo władzę nad policją musi wszak zdobyć ktoś inny.

Makbet – tutaj jako Macbeth – zdobywa popularność jako rzutki i charyzmatyczny szef policyjnej Gwardii. Uwielbiany i szanowany przez podwładnych, pragnie wraz z Duncanem przywrócić chwałę rodzinnemu miastu… ale pewnego dnia słyszy nieoczekiwaną przepowiednię od trzech wysłanniczek Hekate i wszystko się zmienia. Ukochana Macbetha, piękna bogini interesów Lady, nie ma wątpliwości – należy zabić Duncana i przejąć stanowisko komendanta. A stąd już prosta droga do stołka burmistrza…

Duszna, ciężka atmosfera towarzyszy nam od pierwszych słów, a widmo tragedii wisi nad Macbethem od samego początku. Jego przyjaciel i towarzysz jeszcze od czasów pobytu w sierocińcu, Duff, też nie uniknie tragedii, nie mówiąc o olśniewająćej Lady, wiernym zastępcy Banqu czy jego synu. Cały korowód szekspirowskich postaci, noszący dokładnie te same, oryginalne imiona, po raz kolejny przemierza drogę znaną już od czterech stuleci, ale nie mniej przez to fascynującą.

Czytałam chyba tylko jeden kryminał Jo Nesbø, i to bardzo dawno temu, ale wyobrażam sobie, że wszystkie jego książki mają tak świetnie dopracowany klimat. Macbethowskie Dystrykty, czyli dzielnice miasta, i stołeczny Capitol – pobrzmiewają tu echa Igrzysk Śmierci, a wiecznie padający deszcz jeszcze bardziej przyczynia się do duszności atmosfery. Zresztą właśnie dlatego trudno czytać tę powieść od deski do deski: jest tak gęsta, że trzeba sobie robić przerwy – także by rozłożyć w czasie przyjemność lektury. Pomysły Nesbø są arcygenialne – od samego konceptu umieszczenia akcji w strukturach policji i rozgrywek o władzę nad miastem aż po autorski odpowiednik lasu birnamskiego (to obok czarownic mój ulubiony wątek). Opętany narkotykiem Macbeth, przytłoczona traumą z przeszłości Lady, samolubny, ale w gruncie rzeczy uczciwy Duff czy niebezpieczny Hekate tworzą wyborną obsadę tej adaptacji – już nie mówiąc o postaciach drugoplanowych, starannie dopracowanych i przemyślanych czy, hmm, rekwizytach (od cyrkowych sztyletów aż po nowy rodzaj narkotyku).

Krótko zatem: „Macbeth” zachwycił mnie bez reszty, to zdecydowanie najlepsza jak dotąd adaptacja z wszystkich z szekspirowskiego cyklu. Nie bez znaczenia pozostaje oczywiście to, że oryginał jest moją ulubioną sztuką, ale wizja Nesbø, jej rozmach, dbałość o drobiazgi i nieprawdopodobny klimat mówią same za siebie. Po prostu znakomita rzecz.

PS. Pożyczyła, rzecz jasna, niezrównana Mama-Malita.


 „Macbeth. Makbet Szekspira opowiedziany na nowo” Jo Nesbø
(“Macbeth” 2018)

Tłum. Iwona Zimnicka, 2018

4 myśli w temacie “A imię jego Macbeth, czyli znakomita wizja w wydaniu Nesbø

  1. Jak wiesz, nie jestem miłośniczką przeróbek wszelkiego rodzaju, ale ta jest bardzo smakowita. Urzekł mnie przede wszystkim klimat, duszny i niepokojący, i świetnie skonstruowane postaci. Wiadomo, podstawy były, ale to wielka sztuka tych podstaw nie zepsuć. I choć „Makbeta” Szekspira czyta się (albo ogląda) przede wszystkim jako historię walki o władzę, to Nesbo dodał do niej trochę więcej. Myślę, że William śpi spokojnie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.