Dzieła zebrane #29, głównie obyczajowe

Dziś w cyklu #dziełzebranych mam dwie powieści, jedną starszą, drugą nowszą – obie łączy ogólny rys gatunkowy (raczej współczesne, raczej obyczajówki) oraz Osoba Szanownej Tłumaczki (nikt inny, tylko Mama-Malita!). Raz na jakiś czas dobrze zanurzyć się w porządną powieść obyczajową, której bohaterowie podbijają nasze serduszka (no, prędzej czy później…) i całą książkę trzymamy kciuki za szczęśliwe zakończenie. A tu zanurzyłam się w dwie takie!

„Dziewczyna na Times Square” Paullina Simons

Najpierw „Dziewczyna na Times Square” – to jedna ze starszych książek Simons, a ja jakoś zupełnie dotąd ją omijałam. Omijałam zatem Nowy Jork, tętniący życiem i straszący horrendalnymi cenami wynajmu mieszkań. Omijałam także historię Lily, młodej artystki i niezbyt pilnej studentki, którą właśnie rzucił chłopak i której znów brakuje pieniędzy. Nagle wygrywa los na loterii, ale to wcale nie jest rozwiązanie kłopotów, a raczej kolejny problem. Jednak nie tak poważny, jak zaginięcie Amy, współlokatorki i przyjaciółki Lily. Tak, zdarzało jej się zniknąć na parę dni, ale nigdy na tak długo. Lily będzie musiała stawić czoła nie tylko wnikliwym pytaniom policji, ale także, jak to ładnie ujęto na okładce, „złowrogiej niespodziance”, która dosłownie wywróci jej życie do góry nogami. I nie będzie w tym nic zabawnego.

Nie jestem do końca pewna, co takiego mają w sobie powieści Pauliny Simons, że reaguję na ich czytanie pełnym spektrum emocji. A tym razem wcale się nie zapowiadało – przez pierwsze kilkadziesiąt stron przebrnęłam z mieszanką rozdrażnienia i irytacji: a to Lily taka niepozbierana, a to jej rodzina taka nieznośna (może i ma powody, jak się okazuje, ale jednak!). Potem pojawił się detektyw policji Spencer Patrick O’Malley i wszystko się zmieniło. A potem jeszcze na Lily spadły wszystkie nieszczęścia świata i już do końca książki z obawą przewracałam strony – nie dlatego, że opowieść mi się nie podobała, ale dlatego, że tak bardzo przywiązałam się do bohaterów, że bałam się, że któregoś z ulubieńców w końcu spotka jakieś ostateczne nieszczęście. Po drodze zdążyłam się znów zirytować, załkać w głos i spłonić jak piwonia. Pełne spektrum, mówiłam. Oj, jak dobrze.

„Siedem dni razem” Francesca Hornak

A teraz  nowsza rzecz, niedawno wydana nakładem HarperCollins Polska. „Siedem dni razem” brytyjskiej autorki Francesci Hornak wykorzystuje znane, ale sprytne zagranie fabularne, które zmusza najważniejszych bohaterów do pozostania w jednym miejscu przez jakiś czas, w zamknięciu i bez możliwości opuszczenia przybytku. Otóż Olivia Birch, zdolna lekarka, właśnie wróciła z misji w Liberii i żeby zminimalizować ryzyko rozprzestrzenienia się niebezpiecznego wirusa haag, musi odbyć stosowną kwarantannę. A wraz z nią… cała rodzina, i to akurat w święta Bożego Narodzenia. Rodzice, Emma i Andrew, oraz dwie córki, starsza, rozsądna Olivia i młodsza, beztroska Phoebe, pakują zapasy jedzenia i wyruszają do swojej wiejskiej rezydencji w Norfolk. Andrew, dziennikarz i kryty kulinarny, w kolumnie w „The World” dzieli się planem z czytelnikami:

Równo przez tydzień musimy unikać wszelkiego kontaktu ze światem zewnętrznym i możemy opuścić dom tylko w nagłym wypadku. Gdyby ktoś popełnił błąd i włamał się do środka, będzie musiał z nami zostać aż do końca kwarantanny. Rozpoczęliśmy już przygotowania do czasu, który w rodzinie Birchów nazywamy Tygodniem Świstagga. Waitrose i Amazon dostarczą chyba najbardziej obszerną i wyczerpującą listę zakupów w Wielkiej Brytanii. Ile rolek papieru toaletowego potrzebuje na tydzień czteroosobowa rodzina? Czy dwa kilogramy owsianki wystarczą?

Zamknij w jednym domu czwórkę ludzi, którzy od dawna szczerze ze sobą nie porozmawiali, i oczekuj wybuchów: już to dowcipnych nieporozumień, już to katastrof, które wynikły w ciągnących się od lat niedomówień. Każdy oczywiście ma swoją tajemnicę, a przymusowe siedem dni razem to wprost wymarzona okazja (ha, ha), żeby wszystkie wyszły na jaw. Stąd czasem jest zabawnie, czasem chwytamy się za głowę ze zgrozą, czasem chlipiemy we wzruszeniu. Ok, czasem nawet solidnie pociągamy nosem. Całość daje piękny i nienachalny obraz rodziny, która na powrót staje się rodziną (i to liczniejszą, niż by się początkowo wydawało), przeżywa naprawdę wielkie turbulencje, od medycznych aż po mentalne, i tylko odrobinę poturbowana dociera do w miarę szczęśliwego zakończenia. Bardzo takich książek czasem potrzeba.

PS. Oczywiście, obydwie powieści pożyczyła mi nieoceniona Mama-Malita!


„Dziewczyna na Times Square” Paullina Simons
(“The Girl in Times Square”, 2004)
Tłum. Katarzyna Malita, Świat Książki 2012

„Siedem dni razem” Francesca Hornak
(“Seven Says of Us”, 2017)
Tłum. Katarzyna Malita, HarperCollins Polska 2018

 

10 myśli w temacie “Dzieła zebrane #29, głównie obyczajowe

  1. Właśnie pochlanalem „ 7 dni razem” i podzielam pozytywne opinie ; ciekawie ujęty schemat przez wrażenia poszczególnych „dramatis persone” . Czyta się !
    PS. Czy mógłbym na chwile przysiąść się na tej kanapie ?

  2. Dzięki, Córcia! Wyobrażasz sobie nasze „Siedem dni razem”? Na liście zakupów na pewno znalazłaby się czekolada – w dużych ilościach – i książki – w jeszcze większych. No i żarełko dla panów kotów. A potem długie pogaduchy na kanapie. To dopiero byłaby powieść i recenzja!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.