Natura leczy, czyli rzuć wszystko i idź do lasu!

Z reguły dzieła z naturą i leczeniem w tytule omijam szerokim łukiem, zwłaszcza, jeśli stoją w towarzystwie raczej newage’owych pozycji – to po prostu nie mój temat. „Natura leczy” Florence Williams początkowo też nie planowałam czytać, ale skuteczny mail od pani redaktor z Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz zerknięcie na fragment książki zmieniło moje plany. Ergo jakoś tak wyszło, że… zabrałam książkę do lasu!

„Natura leczy” Florence Williams można podsumować właściwie krótkim a celnym „idź do lasu w trybie pilnym”, ale pozwólcie, że jednak trochę bardziej rozwinę tę myśl. Otóż autorka, dziennikarka i redaktorka współpracująca z różnymi amerykańskimi czasopismami, postanowiła sprawdzić na własną rękę to, co wiedział już Arystoteles, Beethoven, Darwin czy Einstein – mianowicie, że nic tak nie wpływa na wenę, kreatywność i myślenie, jak przechadzka na świeżym powietrzu (szkoła perypatecka wpisuje się w to idealnie). Sama Williams poczuła potrzebę zgłębienia wartości więzi z naturą, kiedy z całą rodziną przeprowadziła się z idyllicznego górskiego miasteczka do Waszyngtonu – a tam, wiadomo, beton i brak górskich widoków, w roli przyrody występują parki.

W 2008 roku ludzkość przekroczyła ważny punkt – odtąd większość z nas mieszka w miastach, nie na wsi, jak to było wcześniej. To ma bardzo ważny wpływ na obcowanie z naturą… czy raczej, jego brak. Zamknięci w czterech ścianach, wpatrzeni w rozmaite ekrany, rzadko kiedy mamy okazję pohasać na łące, przespacerować się po lesie czy w ogóle, znaleźć się w miejscu, gdzie odgłosy cywilizacji nie zakłócają błogiej ciszy (samoloty! samochody! a co gorsza, kosiarki!). I o ile starsze pokolenia jeszcze pamiętają czasy beztroskich wycieczek w dzicz, to już najmłodsza generacja, wychowana w zachodnich miastach, prawie zupełnie zatraciła możliwość tego kontaktu – dzieci ani nie wychodzą na przerwy ze szkoły, ani nie bawią się na podwórku po lekcjach.

Są jednak na szczęście tacy, którzy podejmują jednak jakieś kroki celem poprawy tej sytuacji i Florence Williams zwiedziła pół świata, rozmawiając z naukowcami, biorąc udział w eksperymentach i badaniach, wchodząc do lasu, zmierzywszy sobie uprzednio poziom kortyzolu (popularnie znany jako „hormon stresu”) czy wyprawiając się na pustynię na kilka dni w ramach odwyku od cywilizacji. Sięga po różne teorie, tłumaczące ważność przyrody dla ludzkiego rozwoju – biofilię czy Teorię Regeneracji Uwagi (ART) – żeby pokazać, jak współcześni naukowcy poważnie i analitycznie podchodzą do tej kwestii.

ise jingu
Taki tam, las w Ise. W raz na shinrin-yoku.

Aby dać Wam kilka przykładów – książkę otwiera wyprawa do Japonii, do parku narodowego Chichibu-Tama-Kai, gdzie można zażyć leśnej kąpieli, czyli shinrin-yoku (na pewno o tym słyszeliście, ostatnio to modny temat!). Orędownikiem i popularyzatorem tej koncepcji jest antropolog Yoshifumi Miyazaki, który od lat prowadzi eksperymenty dla udowodnienia fizjologicznych reakcji wywołanych przez różne siedliska. I tak przechadzka po lesie, w porównaniu z miejskim spacerem, powoduje spadek poziomu kortyzolu o 12%. Stąd organizowanie całych wycieczek na leśne kąpiele i przygotowywanie w tym celu specjalnych ścieżek. Shinrin-yoku ma stanowić sposób na poprawienie kondycji zestresowanego japońskiego społeczeństwa i nieinwazyjne wykorzystanie lasów, które stanowią ponad dwie trzecie powierzchni lądowej całego kraju.

W dalszych częściach książki znajdziemy przykłady i badania dotyczące coraz większych dawek natury: od miejskiego kontaktu z „przyrodą z sąsiedztwa”, przez całodniowe czy weekendowe wyjazdy aż po kilkudniowe wyprawy w dzicz, dzięki którym, cytuję „z mózgiem dzieję się naprawdę ciekawe rzeczy” (spływ wymagającą rzeką Salmon w ramach terapii dla żołnierek z PTSD – przeciekawy rozdział!). Warto w tym miejscu dodać, że przyroda w mieście wcale nie jest gorsza czy mniej znacząca – drzewa „są uważane za kluczowy element dla globalnego rozwiązania kwestii przechowywania dwutlenku węgla oraz problemów wysp gorąca i jakości miejskiego powietrza” (s. 268). Trochę gorzko czyta się piękne słowa o 10 milionach drzew w Toronto i różnych staraniach zagranicznych miast o rozwój parków w kraju, w którym podejście do natury/parków jest dość… nieprzemyślane (ehkem, lex Szyszko). Zwłaszcza w mieście raczej bezmyślnie zabudowywanym przez deweloperów, którzy chętnie proponują w nazwie osiedla „green” albo „park”, ale tego green ani park jakoś na etapie realizacji nie widać. Aczkolwiek to już zupełnie osobna historia i należy cieszyć się tym, co jeszcze jest, ratując to, co zostało. I tworząc nowe. Właśnie, trzeba zasadzić kwiatki na balkonie. I zioła!

Wracając do „Natura leczy” – to, co mnie przede wszystkim przekonało do książki Florence Williams, to lekki styl autorki, która pisze ze swadą i szalenie dowcipnie, zarówno, jeśli chodzi o opisywanie swoich własnych naukowych przeżyć, jak i o drobne wtrącenia w stylu „idea ratunku kryjącego się w lesie, chodzącym lub nie, jest dla Szkotów bardzo ważna” czy „Nie wszyscy Amerykanie są kluchami rozpaczy na sztywnych nogach”. Uśmiałam się serdecznie, nie ukrywam.

Podsumowując: miejsce, w którym przebywamy, ma znaczenie dla naszego nastroju i dobrobytu. Florence Williams wraz z całą plejadą rozmówców tłumaczy, że kontakt z przyrodą ma dla nas zbawienny wpływ: na nasz mózg, poziom stresu, kreatywność, zdolność do regeneracji i tak dalej. Finowie zalecają dawkę pięciu godzin na świeżym powietrzu na… miesiąc – niby nie wydaje się to dużo, ale jakby się tak zastanowić, to kiedy ostatnio, drogie mieszczuchy, byliście tak naprawdę z dala od cywilizacji? Zakładam, że majówka mogła nam poprawić statystyki – i tego się trzymajmy. Ja w każdym razie czuję się przekonana do intensywniejszych kontaktów z naturą.

PS. I, oczywiście, dziękuję pięknie Bardzo Skutecznej Pani Redaktor z Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego!


„Natura leczy, czyli co sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowi i bardziej kreatywni” Florence Williams
(“The Nature Fix: Why Nature Makes us Happier, Healthier, and More Creative”, 2017)
Tłum. Andrzej Homańczyk, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2018

5 myśli w temacie “Natura leczy, czyli rzuć wszystko i idź do lasu!

  1. To świetna książka, po którą warto sięgnąć szczególnie teraz, by jak najszybciej zainspirować się do planowania wakacyjnych wycieczek – choćby kilku weekendowych wyjazdów, podczas których uda się pobyć z dala od cywilizacji. Tytuł naprawdę zachęca i czyta się go bardzo przyjemnie. :) Polecamy!

  2. Zeby byc z dala od cywilizacji wystarczy posluchac wystapien przedstawicieli suwerena. A na powaznie: dobrze, ze mamy w Krakowie Wolski Las, gdzie stosunkowo szybko mozna ” lyknac ” przyrody, ktora faktycznie leczy. Przy okazji „w tym temacie” polecam piosenke Anny Treter „Na turkusowej polanie”. Tyz pikna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.