Biblia diabła, czyli duże ilości wątków naraz

Ujmijmy to następująco: każda książka w jakiś sposób powiązana z czarownicami budzi moje natychmiastowe zainteresowanie. Więc kiedy w mojej skrzynce mailowej wylądowała zapowiedź kolejnej powieści Leszka Hermana z silnymi wątkami czarowniczymi, od razu byłam na tak. „Biblia diabła” to trzecia odsłona przygód tria Paulina-Igor-Johann, niemniej można czytać bez prerekwizytów – ja tak zrobiłam i dzięki wielokrotnym a subtelnym nawiązaniu do poprzednich części nie czułam się pokrzywdzona. Sama powieść natomiast… ciekawa, choć mam parę zastrzeżeń.

Wątki czarownicze pojawiają się właściwie od samego początku, łącznie z prologiem – chodzi jednak także o bardziej współczesne narracje. Zatem Paulina Weber, dziennikarka „Dziennika Szczecińskiego”, bardziej z zawodowego obowiązku niż porywów serca trafia na manifestację przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Po drugiej stronie szczecińskiego placu Solidarności czai się kontrmanifestacja przeciwników aborcji, obrzucających epitetem „czarownica” kogokolwiek, kto próbuje myśleć inaczej niż oni. Zamieszanie, które przypadkowo wywołuje Paulina, odbija się szerokim echem w mediach, a naczelny w ramach wątpliwej nagrody zleca dziennikarce napisanie cyklu artykułów o czarownicach właśnie. Temat wszak taki na czasie.

Tymczasem Igor, architekt, którego łączą z Pauliną dawne historie poszukiwania ukrytych skarbów i dramatyczne przeżycia, otrzymuje zlecenie na renowację dawnego myśliwskiego dworu starego pomorskiego rodu Flemmingów – zaś przyczynkiem do rozreklamowania tegoż już odrestaurowanego miejsca ma być związana z nim legenda o utraconym skarbie z katedry w Kamieniu Pomorskim. Otóż ostatni właściciel dworu podobno miał w swojej pieczy skrzynie ze skarbem – w tym relikwiarzem świętej Korduli – i pozbył się ich w ostatnich dniach wojny, podczas szaleńczej ucieczki przez nadciągającą Armią Czerwoną. Utopione w jakimś jeziorze? Zakopane gdzieś w lesie? Pole do popisu dla entuzjastów zagadek z przeszłości! Jakby tego było mało, dramatyczne odkrycie na wyspie Robiena z topielcem w roli głównej okazuje się być powiązane zarówno z wątkiem czarowniczym, jak poszukiwaniami skarbu, co wplątuje Paulinę, Igora i ich przyjaciela Johanna w kolejną niebezpieczną historię. W pakiecie: działanie na granicy prawa, rozterki dziennikarskie, ucieczka przed mordercą i złowieszcze powiązania „tych złych” z wysoko postawionymi politykami.

„Biblia diabła”, skądinąd słuszna objętościowo, jest interesującą powieścią, ale na początku ciężko było mi się wciągnąć. Ilość wątków, tak współczesnych, jak i historycznych, oraz przeskakiwanie co scenę między tymi wątkami wymaga dużej dawki skupienia, podobnie jak przyswojenie całego zaplecza historyczno-kulturowego. Czytelnik otrzymuje także solidne wprowadzenie do historii czarownictwa i herezji w Europie, także na terenie Pomorza – ja, przyznaję, raczej przemknęłam przez te części, jako że z racji zainteresowań zawodowo-naukowych czarowniczą historię recytuję z pamięci, obudzona w środku nocy, ale doceniam rozeznanie w źródłach (mimo paru drobnych potknięć, niekoniecznie istotnych dla fabuły). Leszek Herman, rodowity szczecinian, starannie opisuje także wszystkie miejsca ważne dla akcji: sam Szczecin, Kamień Pomorski, Wzgórze Wisielców nad brzegiem Dziwny, Wolin… jest to ciekawe dla kogoś nieznającego pomorskich realiów geograficznych (czytaj: Mality rodem z Południa), aczkolwiek momentami nużące.

Z jednej strony zatem bardzo ciekawy temat, a z drugiej – dla mnie za duże nagromadzenie wszystkiego. Tu intrygi Boroli, tu znów wracamy do dworu Flemmingów, a tu Wolin, a tu rozprawa sądowa, a to rozgrywki damsko-męskie, a to cała historia z Sedinum Exploration, a to ciąg morderstw i zaginięć… miałam chwilami wrażenie, jakby autor chciał za dużo wszystkiego włożyć w książkę i nie mógł się zdecydować, co jest jej najważniejszym tematem. Bawiła mnie i irytowała jednocześnie namiętność autora do pokazywania podróży bohaterów poprzez monitorowanie ruchu ich samochodów: „Granatowa toyota land cruiser (Igora, dopowiadam) skręciła z drogi krajowej numer dziewięćdziesiąt trzy” tudzież „Toyota wjechała na estakadę” albo „Biały lexus NX wyjechał z ulicy Śląskiej i (…) skręcił w Wielkopolską”. Równie mieszane uczucia żywię względem odautorskich przypisów – do przypisów w beletrystyce mam ogólnie stosunek ambiwalentny, jak już parę razy sygnalizowałam. Jeszcze rozumiem dopowiadanie historii rdzennie pomorskich postaci, jak Paul Robien czy Sydonia von Borcke, ale rozwijanie skrótów „CBŚ” czy „PZPR” w przypisie jednak godzi w inteligencję czytelników.

To, co jednak najbardziej mnie zbiło z tropu, to zakończenie wraz z, hm, odnalezieniem skarbu. Od razu zaznaczam, że jeśli ktoś czuje lęk przed śladową ilością spoilerów, sugeruję przeskoczyć do ostatniego akapitu. Otóż w jednej z ostatnich scen nasi bohaterowie odnajdują w zasypanej przed laty lodowni przy starym domu na Wolinie nie skarb z kamieńskiej katedry z relikwiarzem świętej Korduli na czele, a tytułową „Księgę Diabła”, a dokładniej, osiem stron tego demonicznego dzieła, zaginionych w trakcie wojny trzydziestoletniej. I jest to znalezisko dość nieoczekiwane, ba, właściwie zupełnie nie antycypowane przez 550 stron książki, co sprawia wrażenie, jakby autor zmienił zdanie co do finału opowieści na samym końcu, pozostawiając innym wątkom raczej otwarte zakończenie. Przyznaję, zbiło mnie to nieco z tropu i zostawiło lekki niesmak.

Abstrahując od zakończenia, „Biblia diabła” jest powieścią ciekawą, z kilkoma dobrymi pomysłami, osadzoną w nowych dla mnie realiach. Momentami okazuje się jednak przyciężka i poszarpana (to skakanie od wątku do wątku co każdą scenę!). Całość przyzwoita, cieszył mnie wątek czarowniczy, ale byłabym bardziej powściągliwa w porównywaniu prozy Hermana do dzieł Dana Browna i Carlosa Ruiza Zafona, które pojawiają się we wszystkich materiałach promocyjnych.

PS. Uprzejmie dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz powieści!


„Biblia diabła” Leszek Herman
Wydawnictwo Muza, 2018

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.