Ostatnia arystokratka, czyli mieszkańcy zamku Kostka jednak mnie nie bawią

Nie tak dawno zachwycałam się wycieczką do Cieszyna – przy okazji zaliczyliśmy Český Těšín i stosowny spacerek – a już parę dni później odezwało się do mnie wydawnictwo Stara Szkoła, zajmujące się właśnie czeską literaturą. Najbardziej znaną ich książką jest, rzecz jasna, „Ostatnia arystokratka” Evžena Bočka wraz z kontynuacjami, wychwalana nie tylko jako książka szalenie zabawna, ale i jako celny portret czeskiej arystokracji oraz Czechów do szlachty stosunku. Cóż, to chyba jednak nie jest moja bajka.

W bajce tej rolę główną gra Maria III Kostka, lat dziewiętnaście, narratorka całej opowieści. Maria wraz z ojcem Frankiem (rodowity Czech) i matką Vivien (klasyczna Amerykanka) przenosi się do Czech, a konkretnie, do świeżo odzyskanego zamku Kostka (pięciokrotnie rodzinie odebranego, ostatni raz przez komunistów). Na miejscu zderza się z bolesną morawską rzeczywistością, reprezentowaną zwłaszcza przez zamkową służbę, która do wypełniania obowiązków zupełnie się nie garnie. Pani Cicha, sprzątaczka i kucharka, dobrze zna się na skubaniu gęsi, ale jeszcze lepiej na wytwarzaniu i spożywaniu hurtowych ilości orzechówki. Kasztelan Józef, mizoginista pierwszej wody, uważa, że najlepiej na Kostce było w średniowieczu, kiedy bram nie szturmowały hordy turystów. Pan Spock (tak tylko wygląda, niekoniecznie tak naprawdę się nazywa) cierpi na rozliczne wyimaginowane choroby i czasem udaje, że zajmuje się ogrodem.

Radosne trio zostaje dopełnione przez Miladę, menedżerkę zamku, rozpaczliwie próbującą wykrzesać minimalne dochody i szczątkową współpracę ze strony wszystkich zainteresowanych oraz adwokata i wierzyciela Kostkowej familii, Bendę, wraz z niestabilną psychicznie zakolczykowaną latoroślą imieniem Deniska. Kiepska, ba, fatalna kondycja zamku, brak wielu wygód, potencjalne towarzystwo duchów i jak najbardziej realne towarzystwo dwóch olbrzymich dogów niemieckich dopełnia obrazu nędzy i rozpaczy. Wyjście z tej sytuacji ledwo, ledwo widać.

Evžen Boček, sam osobiście kasztelan na czeskim zamku od przeszło 25 lat, stworzył całą galerię karykaturalnych postaci i choć napotkałam bardzo wiele zachwytów nad tą galerią i humorem „Ostatniej arystokratki”, to jednak stwierdzam, że mnie ten humor zupełnie nie odpowiada. Wszyscy bohaterowie, nieznośnie niereformowalni (wyjąwszy Marię, ona przejawia jeszcze jakieś resztki rozsądku), są tak skrajnie wykreowani, że dość szybko przestają śmieszyć. Dusigrosz ojciec jest chciwy poza granice absurdu, matczyna obsesja na punkcie księżnej Diany po kilkunastu stronach staje się nużąca, lenistwo Józefa wraz abnegacją doprowadzało mnie do wysokiej irytacji, a osobliwe ballady pana Spocka bardziej wprawiały w zażenowanie niż w rozbawienie.

Rozumiem dobrze, co może śmieszyć w „Ostatniej arystokratce” – nawet i ta scena przemycania prochów przodków w torebkach po orzeszkach ziemnych z samego początku pierwszego tomu opowieści – ale do mnie to po prostu nie trafia, a nieudolność zamkowych rezydentów tudzież ich kompletne odklejenie od rzeczywistości sprawiały, że miałam ochotę potrząsnąć hrabią Frankiem/Józefem/panią hrabiną i przemówić im do rozsądku. Z braku takiej możliwości, potrząsałam gniewnie egzemplarzem „Ostatniej arystokratki” i/lub „Arystokratki w ukropie”.

Osobną kwestią pozostaje stosunek Czechów do czeskiej szlachty: „[z]godnie z narodowym stereotypem Czesi, będący narodem plebejuszy, mają awersję do błękitnej krwi”, pisał w Polityce Maciej Robert. Awersja do błękitnej krwi bynajmniej nie stoi w sprzeczności z pragnieniem podglądnięcia szlachty na żywo w naturalnym, zamkowym środowisku – stąd tłumy turystów („muflonów”, jak powiedziałby Józef) na powieściowej Kostce i stąd zapewne tysiące czytelników powieści Bočka w Czechach. Niemniej cały ten wątek socjologiczny nie uratuje faktu, że mnie się Bočkowa wizja czeskiej arystokracji po prostu nie podoba. Niestety.

PS. Uprzejmie dziękuję miłej pani redaktor z wydawnictwa Stara Szkoła za obydwie książki!


„Ostatnia arystokratka” i „Arystokratka w ukropie” Evžen Boček
(“Poslední aristokratka”, 2012; “Aristokratka ve varu”, 2013)
Tłum. Mirosław Śmigielski, Wydawnictwo Stara Szkoła 2015 i 2016

8 myśli w temacie “Ostatnia arystokratka, czyli mieszkańcy zamku Kostka jednak mnie nie bawią

  1. Tak to jest z humorystycznymi książkami, zwykle dość zero-jedynkowo: albo ten humor do czytelnika trafi, albo nie. Ja się zapłakuję ze śmiechu przy Arystokratkach, ale rozumiem, że do innych może to kompletnie nie trafiać ;) Natomiast muszę przyznać, że jestem totalną fanką pana Józefa (bo niestety widzę w nim trochę siebie, tylko wiadomo, tak jak piszesz, on jest karykaturalnie przerysowany) i pana Spocka :D Jednym słowem: super psycho!

    1. Tak, to prawda, albo się zachwycasz, albo wręcz przeciwnie 😊 pan Józef to chyba postać, która mnie najbardziej denerwowała, ciekawe, jak się różnie mogą ułożyć zapatrywania 😄

      1. :D Nudno by było, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, że tak rzucę truizmem ;) Bo Ty zapewne w ogóle nic z Józefa w sobie nie masz, więc Cię drażnił, a ja się z niego najbardziej śmiałam w myśl gogolowskiej zasady „Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!” :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.