Rapier i (Wielkie) Płaszcze, czyli Sebastian de Castell z łotrzykowską fantasy

Spośród różnych podgatunków fantastycznych mam kilka ulubionych – przychodzi czasem ochota na high fantasy, czasem na sword&sorcery, czasem sięgam po young adult, a czasem ma się wielką ochotę na coś radośnie przygodowego. I właśnie taką radośnie przygodową – choć jednocześnie dość krwawą – opowieścią okazała się seria o Wielkich Płaszczach pióra kanadyjskiego pisarza, Sebastiena de Castell. A dokładniej, dwa jej pierwsze tomy: „Ostrze zdrajcy” i „Cień rycerza”.

Wielkie Płaszcze, sędziowie zbrojni w rapiery, ongiś zwykli przemierzać całą Tristrię, od wioski do miasta, rozstrzygając konflikty i wyśpiewując wyroki, by te zostały lepiej zapamiętane przez zainteresowanych. Odziani w skórzane płaszcze z kościanymi płytkami, głosili królewskie prawa dla wszystkich mieszkańców, zyskując sławę obrońców, a wręcz bohaterów. Tę na wpół legendarną instytucję postanawia przywrócić młody król Paelis, idealista, który pragnie pokoju i sprawiedliwości dla wszystkich księstw swego kraju. Stu czterdziestu czterech śmiałków, mężczyzn i kobiet, przyczynia się do zrealizowania królewskiego marzenia. Marzenia pięknego… i bardzo utopijnego.

Paelis ginie wskutek spisku książąt, niechętnych jego wizjom i próbom uporządkowania kraju. Wielkie Płaszcze zostają rozwiązane, a dawni sędziowie stają się najemnikami, rabusiami, złodziejami. Nieliczni próbują kontynuować misję ukochanego króla: jego idee po dziś dzień, pięć lat po śmierci Paelisa, wcielają w życie trzej przyjaciele i towarzysze  broni (skojarzenia z trzema muszkieterami jak najbardziej na miejscu). Falcio val Mond, Kest Murrowson i Brasti Goodbow tworzą trio dopełniające się ze wszech miar: idealista i przywódca Falcio, spokojny (do czasu) szermierz Kest i niepoprawny łobuz Brasti. Nasze pierwsze z nimi spotkanie to dość nudny wieczór, kiedy znużeni siedzą przed drzwiami pokoju, w którym nocuje ich aktualny chlebodawca, lord Tremondi. Lord zostaje zamordowany, a nasze trio musi się ewakuować. I to dopiero początek…

Falcio val Mond, niegdyś pierwszy kantor Wielkich Płaszczy, wikła się w rozgrywkę na najwyższym poziomie, w której stawką jest tron Tristii i  życie tysięcy istnień. Przedśmiertne rozkazy Paelisa i ponura przeszłość Falcia raz po raz rzutują na teraźniejszość i przyszłość wszystkich księstw, a wewnętrzne poczucie sprawiedliwości naszego bohatera przyniesie mu nieraz więcej kłopotów, niż pożytków – podobnie, o zgrozo, jak jego niezrównane umiejętności szermiercze.

Moja prywatna pieczęć Wielkich Płaszczy, proszę uprzejmie.

Dzięki wydawnictwu Insignis miałam okazję nie tylko nadrobić pierwszy tom, „Ostrze zdrajcy”, ale także przeczytać premierowo tom drugi, czyli „Cień rycerza”. Pierwszy podobał mi się dużo bardziej, pełen dramatycznych zwrotów akcji – w drugim zaś nagromadzenie nieszczęść i krzywd spadających na Falcia i jego bliskich jest tak olbrzymie, że aż trudno sobie wyobrazić, co może czekać całe towarzystwo w kolejnych tomach (a będą jeszcze dwa!). To znaczy: co jeszcze gorszego może się im przydarzyć? No dobrze, mam jeden pomysł, ale chyba niezbyt drastyczny.

Nie zmienia to faktu, że wartka akcja historii o Wielkich Płaszczach i barwny świat odmalowany przez Sebastiena de Castell sprawiają, że przez strony tak pierwszego, jak i drugiego tomu mknie się ochoczo i prędko. Przyczynia się do tego także dość luźny niekiedy ton pierwszoosobowej narracji Falcia, który ma dar do wisielczego humoru i celnego punktowania niedociągnięć otaczającej go rzeczywistości (mój ulubiony przykład: „Jeśli Kest zostanie świętym, najwyższym usposobieniem ideału, będzie świętym Kestem Co Się Nigdy Kurwa Nie Nauczy”, s. 59, „Ostrze”). Jak również kilka scen, mocno chwytających za gardło swoim epicko-patetycznym wydźwiękiem (patos w pewnych momentach, jak choćby przemowy z apelem do ludu, jest więcej niż wskazany).

Historia o Wielkich Płaszczach ma posmak powieści łotrzykowskiej, takiej w duchu Locke’a Lamory, z lekką nutką rozmachu i wątków legendarnych Brandona Sandersona. Niebanalne postaci, zarówno kobiece, jak męskie, widowiskowe pojedynki i przykre starcie ideału z szarą codziennością polityki – wszystko to składania się na godziwą rozrywkę, płaszcz i szpadę (nomen omen!) w fantastycznym sosie. Innymi słowy, czytać należy.

PS. Ślicznie dziękuję pani redaktor z Insignis za obydwie książki!
PPS. Dużo zacnych rzeczy do poczytania na polskiej stronie, jak również na oryginalnej stronie autora — jest też quiz!


„Ostrze zdrajcy” i „Cień rycerza” Sebastien de Castell
 (“Traitor’s Blade”, 2014; “Knight’s Shadow”, 2015)
Tłum. Paweł Podmiotko („Ostrze”) i Joanna Grabarek („Cień)
Wydawnictwo Insignis, 2017 i 2018

4 myśli w temacie “Rapier i (Wielkie) Płaszcze, czyli Sebastian de Castell z łotrzykowską fantasy

  1. Tę serię czytać zdecydowanie należy! :) To świetny przykład bardzo dobrej fantasy, która z całą pewnością spodoba się fanom tego gatunku i warto po nią sięgnąć. Choćby dla tego „posmaku powieści łotrzykowskiej”. ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.