Wojna w Toskanii, czyli Bohjalian i ruiny przeszłości

Wiele znamy wojennych opowieści z różnych części Europy – zwłaszcza z drugiej wojny światowej (ostatnio o Churchillu, choć to raczej niepowieściowo), niemniej nie przypominam sobie lektury żadnej książki, która przenosiłaby czytelników w okolice półwyspu Apenińskiego. Żadnej… prócz nadrobionych niedawno „Ruin przeszłości” Chrisa Bohjaliana, rozgrywających się podczas wojny i parę lat po niej w malowniczej Toskanii.

Chris Bohjalian, pisarz, przyznaję, jak dotąd mi nieznany, za oceanem cieszy się dużym wzięciem. Popełnił kilkanaście książek (z czego kilka zekranizowano), zarówno powieści historycznych, jak i bardziej współczesnych, działa także na rzecz edukacji poświęconej ormiańskiemu dziedzictwu kulturowemu (jego dziadkowie przeżyli rzeź Ormian). Do własnej toskańskiej książki zainspirowała  go „Wojna w Val d’Orcia”. wspomnienia napisane przez markizę Iris Origo, arystokratkę, przez której ziemie przetoczyła się bezlitosna wojenna zawierucha. Jej okrucieństwo poznali też bohaterowie Bohjaliana – rodzina Rosatich.

Jest rok 1943, ale w Villi Chimera, okazałej rezydencji markiza Rosatiego i jego rodziny, jeszcze nie znać aż tak bardzo skutków wojny – świadczą o niej jednak samoloty, przelatujące nad posiadłością: brytyjskie i amerykańskie w nocy, niemieckie za dnia. Świadczy o niej nieobecność braci Rosatich – żołnierz Marco zabezpiecza sycylijskie plaże na rzecz spodziewanej inwazji aliantów, zaś archeolog Vittore pracuje we Florencji, starając się powstrzymać nazistowskich amatorów włoskiej sztuki przed wywiezieniem wszystkich zbiorów do Rzeszy. Świadczy o tym wreszcie wizyta delegacji Niemców z zaciekłym pułkownikiem Decherem na czele, który pragnie obejrzeć etruski cmentarz, odkryty ongiś na terenie Villi Chimera. Christina Rosati, najmłodsza córka markiza, zakochuje się w młodym niemieckim poruczniku ze świty Dechera, co w obliczu kolejnych porażek wojsk Rzeszy nie wróży korzystnie ich związkowi. Nastroje w okolicy stają się coraz bardziej niebezpieczne: część rodaków ma za złe markizowi Rosati nieustanne goszczenie Niemców w posiadłości, partyzanci z okolicznych lasów wszczynają coraz to nowe akcje przeciwko okupantom, a Villa Chimera z bezpiecznej przystani staje się dla familii ciasnym więzieniem.

Jest rok 1955. Detektyw Serafina Bettini, pierwsza kobieta we florenckiej policji, całkiem znośnie ułożyła sobie życie i błogosławi swoją pamięć za miłosierne skrywanie wspomnień z partyzantki i wydarzeń, które pozostawiły jej ciało boleśnie poparzonym. Skupia się na nowej sprawie – oto zmyślny i makabryczny w gestach zabójca metodycznie pozbawia życia kolejnych członków rodziny Rosati… gdzie szukać klucza do tożsamości mordercy, czy sięga on aż do czasów wojny? Serafina musi zgłębić historię Christiny u jej bliskich, co oznacza zmierzenie się także z własną przeszłością. A to może skończyć się tragicznie.

Tytuł „Ruiny przeszłości” dotyczy zarówno faktycznie zrujnowanej i pozbawionej kilku ścian Villi Chimera oraz, nieco mniej dosłownie, traumy, jaką wojenne koleje losów pozostawiły w życiu tak członków rodziny Rosati, jak i samej Serafiny. Przejmujący obraz dawnych, beztroskich niemal dni, o których przypominają dziś tylko pozostałości basenu i roztrzaskany posąg w ogrodzie, przeplata się z gorzką powojenną rzeczywistością i skrzętnie skrywanymi sekretami. Przychodzi bowiem czas rozliczenia się z tymi ruinami z przeszłości – zwłaszcza relacjami z niemieckimi żołnierzami, stosunkami z Czarnymi Koszulami i partyzantami.

Mam bardzo mieszane przemyślenia co do całości – wpierw wciągnęłam się, zwłaszcza w tę kryminalną część połowy lat 50-tych, potem jednak cała opowieść wydała mi się, mimo swojego tragizmu, paradoksalnie dość powierzchowna (nie mówiąc o tym, że się szybko domyśliłam, kim jest morderca). Im dłużej jednak zastanawiam się nad „Ruinami przeszłości”, tym więcej wyciągam z nich wątków, postaci i trudnych sytuacji do przemyślenia.

Podsumowując: czy warto sięgnąć po tę konkretną powieść Bohjaliana? Sądzę, że tak, jako że daje ona obraz drugiej wojny światowej w rejonie nieco mniej powieściowo eksplorowanym. I raz jeszcze pokazuje, jak trudno jednoznacznie oceniać zachowanie tych, którzy znaleźli się w tak dramatycznych warunkach.

PS. „Ruiny przeszłości” to również powieść ściągnięta z półki Mamy-Mality, dziękuję!


„Ruiny przeszłości” Chris Bohjalian
(“The Light in Ruins”, 2013)
Tłum. Adam Olesiejuk, Wydawnictwo Sonia Draga 2016

2 myśli w temacie “Wojna w Toskanii, czyli Bohjalian i ruiny przeszłości

  1. Zaciekawiło mnie właśnie to spojrzenie na wojnę z włoskiej perspektywy. I to takie niejednoznaczne. Wątek kryminalny, choć frapujący, trochę dla mnie osłabił wymowę całej historii. Zemsta po latach akurat w tym kontekście wydała mi się ciut za banalna. A może przesadzam?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.