Wojna w Toskanii, czyli Bohjalian i ruiny przeszłości

Wiele znamy wojennych opowieści z różnych części Europy – zwłaszcza z drugiej wojny światowej (ostatnio o Churchillu, choć to raczej niepowieściowo), niemniej nie przypominam sobie lektury żadnej książki, która przenosiłaby czytelników w okolice półwyspu Apenińskiego. Żadnej… prócz nadrobionych niedawno „Ruin przeszłości” Chrisa Bohjaliana, rozgrywających się podczas wojny i parę lat po niej w malowniczej Toskanii. Czytaj dalej „Wojna w Toskanii, czyli Bohjalian i ruiny przeszłości”

O Trumanie Capote i łabędziach z Piątej Alei

Truman Capote to jeden z tych pisarzy, których się kojarzy, nawet jeśli się nie czytało żadnych jego dzieł. „Śniadanie u Tiffany’ego” w wersji filmowej widziałam ze cztery razy, łącznie z biograficznym filmem o Audrey Hepburn, w którym Truman obsztorcowywał aktorkę na planie. Autor kontrowersyjny i barwny, uwielbiający rozgłos, w powieści Melanie Benjamin zyskuje nad wyraz żywe oblicze. On sam i jego łabędzie – damy z towarzystwa, które w rubryczce „zawód” mogą wpisać „bywalczynie”. Kobiety piękne, bogate, szykowne… i skrywające wiele tajemnic, niekiedy skandalicznych. Czytaj dalej „O Trumanie Capote i łabędziach z Piątej Alei”

Indiana Jones paleolitu, czyli Genevieve von Petzinger o najstarszych symbolach świata

O malowidłach naskalnych w Altamirze uczyłam się jeszcze w podstawówce – ach, sztuka prehistoryczna, magia łowiecka, wielkie polowania uwiecznione tysiące lat temu… niemniej, rozmowa o sztuce prehistorycznej już dawno przestała być rozmową łatwą, pełną oczywistych rozstrzygnięć. To raczej lawirowanie między setkami zagadek, niczym Indiana Jones albo Robert Langdon czasów paleolitu. I właśnie to robi Genevieve von Petzinger w swojej książce „Pierwsze znaki. Najstarsze symbole wszechświata”, wydanej w serii #nauka Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Choć jej książka zawiera więcej pytań niż odpowiedzi, a słowo „prawdopodobnie” pojawia się z wysoką częstotliwością, to podróż w towarzystwie autorki w daleką przeszłość okazuje się fascynującą wyprawą do początków ludzkiej komunikacji. Czytaj dalej „Indiana Jones paleolitu, czyli Genevieve von Petzinger o najstarszych symbolach świata”

Dziewczęta z Nowolipek, czyli opowieść bardzo gorzka

Warszawska ulica Nowolipki z 1935 roku

Cykl „Mistrzowie słowa” gromadzi dzieła literackie z całego świata w formie audiobooków – a głosów użyczyła plejada polskich aktorów. Zdarzyło mi się wieki temu słuchać „Anny Kareniny” (ach, Anna Polony), niedawno zaś „Rozważnej i romantycznej” (tu Teresa Budzisz-Krzyżanowska). Najnowsze moje odkrycie to „Dziewczęta z Nowolipek” Poli Gojawiczyńskiej, powieść wydawana w międzywojniu wpierw w odcinkach, a potem, w 1935 roku, jako książka. Nie do końca mogę powiedzieć, że mi się podobała – bo to historia szalenie smutna, ciężko o „podobanie” – niemniej zrobiła na mnie ogromne wrażenie… już tłumaczę, dlaczego! Czytaj dalej „Dziewczęta z Nowolipek, czyli opowieść bardzo gorzka”

Amerykanin w Seulu, czyli Frank Ahrens o Koreańczykach

Moja wiedza o Korei – trochę już wyblakła od czasów uczelnianych zajęć poświęconych kulturze półwyspu – dotyczy głównie czasów historycznych, a współczesność jak dotąd eksplorowałam głównie dzięki książkom dotyczącym Północy (pamiętacie Suki Kim?). Ale oto z pomocą przyszła seria Mundus Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezentująca różne świetne lektury z wszelakich czasoprzestrzeni. Parę dni temu ukazali się „Koreańczycy. W pułapce doskonałości”, czyli świetna opowieść Franka Ahrensa o dość nieoczekiwanej przeprowadzce do Seulu i pracy w Hyundai Motor Company. Czytaj dalej „Amerykanin w Seulu, czyli Frank Ahrens o Koreańczykach”

Griszowie, baśnie i język cierni, czyli świat według Bardugo nadrabiam

Nie dalej jak ostatniego dnia ubiegłego roku Anka-która-wstawia-tytuł (i-zdecydowanie-za-rzadko-pisze, tak poza tym) popełniła pełen zachwytów wpis o „Języku cierni”, cudownie wydanym zbiorze baśni pióra Leigh Bardugo. Na fali zachwytu nad Anki zachwytem popędziłam, by nabyć ów tom i jakoś tak… przeleżał aż do marca. Przeleżał także dlatego, że – zgodnie z radą myszkovskiej – chciałam nadrobić w tak zwanym międzyczasie książki, które wprowadziłyby mnie w świat stworzony przez Bardugo, a mianowicie „Trylogię Griszy”. Świat przedziwnie bliski carskiej Rosji, zaludniony przez budzące grozę stwory oraz obdarzonych magiczną mocą Griszów. Czytaj dalej „Griszowie, baśnie i język cierni, czyli świat według Bardugo nadrabiam”

Elegia dla bidoków, książka frapująca, książka świetna

Na fali kulturoznawczej pasji poznawania świata zabrałam się niedawno za głośną książkę, która kreśli portret jednej konkretnej społeczności w kipiącym tyglu północnej Ameryki. Nawet nie przypuszczałam, jak wyjątkowa okaże się to lektura – „Elegia dla bidoków” J. D. Vance’a pokazuje nie tylko portret białej klasy robotniczej z rejonu Appalachów, ale także historię człowieka, który życiorysem – i to jeszcze przed trzydziestką – mógłby zainspirować niejedną powieść. Jego „Elegia”, podobnie jak „Made in USA” Guy Sormana (jeden z moich pierwszych wpisów!), pomaga objaśniać współczesną Amerykę – a przynajmniej pewną jej część. Czytaj dalej „Elegia dla bidoków, książka frapująca, książka świetna”

Niedyskretnik z irytującą narracją, czyli szukamy wiktoriańskiej sensacji

Fascynujemy się przeszłością, to fakt. Wiek XIX stanowi wyjątkowo wdzięczną czasoprzestrzeń do eksplorowania: ach, te stroje, bale, maniery, anse i awanse… i tyle źródeł do czerpania wiedzy, wszak nie tylko kroniki i pamiętniki, ale prasa, reklamy, fotografie – do wyboru, do koloru! Z tych źródeł wypływa jednak nie romantyczno-idylliczne oblicze epoki wiktoriańskiej, ale to prawdziwe: dużo mniej piękne, jak się można domyślić. Można je pokazać z nutą dowcipu i sensacji – co próbuje zrobić Therese Oneill w świeżo wydanym w Polsce „Niedyskretniku”. Próbuje, podkreślam.  Czytaj dalej „Niedyskretnik z irytującą narracją, czyli szukamy wiktoriańskiej sensacji”