Samotna gwiazda, czyli kalejdoskop emocji z Paulliną Simons

Na pewno Wam o tym wspominałam, ale mam bardzo emocjonalny stosunek do tego, co pisze Paullina Simons, z przyczyn rozmaitych. Historia Tatiany i Aleksandra, rozciągająca się na kilka książek, to ważna opowieść mojego czytelniczego życia, chętnie sięgałam również (z różnym, przyznaję, skutkiem) po inne powieści tej autorki. Do jednej z najnowszych należy „Samotna gwiazda”, grubachna opowieść amerykańsko-europejska – i mimo pewnych niedociągnięć zrobiła na mnie duże wrażenie.Otóż czwórka przyjaciół-od-zarania-dziejów-a-już-na-pewno-ze-szkoły postanawia wybrać się na wakacje, a dokładniej na wycieczkę życia do Europy. Co tam prowincjonalny Fryeburg w stanie Maine, Barcelona czeka! Beztroska wyprawa na hiszpańskie plaże była początkowo tylko pomysłem Chloe i Hannah, ot, żeby zaznać dorosłego życia przed wyjazdem do college’u, ale bracia Mason i Blake – „sparowani” z dziewczynami od ładnych kilku lat – też są entuzjastycznie nastawieni do pomysłu. Mniejszy entuzjazm przejawiają rodzice, zwłaszcza matka Chloe, ale czwórka przyjaciół jednak wyrusza na podbój Europy, prócz obietnicy szalonych imprez i romansów wioząc ze sobą misję zleconą przez babkę Chloe. I tak, zamiast tętniącej życiem Barcelony lądują w Rydze…

Rzecz dzieje się, co ważne, u progu XXI wieku, kiedy Europa Wschodnia wyglądała  nieco inaczej, niż dzisiaj, a podróż czwórki niewydarzonych i niezbyt ogarniętych życiowo nastolatków bez większego rozeznania terenu mogła jeszcze mocniej okazać się katastrofą. Zatem pociągi i autobusy, którymi przemierzają Litwę, Łotwę, Polskę są wstrętne, śmierdzące i pełne podejrzanych typów, a nasi bohaterowie (zwłaszcza Hannah) przejawiają niekiedy zadziwiającą głupotę życiową w odnalezieniu się w nowej dla nich rzeczywistości. A potem pojawia się w ich życiu Johnny Rainbow, chłopiec z gitarą i niebezpiecznym uśmiechem, który zdaje się wiedzieć wszystko i znać wszystkich. Znajomość z Johnnym przyniesie całej czwórce bardzo dużo zamieszania w podróży i poprowadzi do miejsc pełnych trudnej, wojennej historii. A Chloe po raz pierwszy w życiu zrozumie, co to znaczy szaleńczo się zakochać. Tylko co robić, jeśli dotychczasowe przyjaźnie i związki damsko-męskie się kruszą, powrót do domu zbliża się nieodwołalnie, a ukochany równie nieodwołalnie jedzie na wojnę?

Riga-City-cabal
Kanał Ryski, miejsce fabularnie znaczące

Mam wrażenie, że „Samotna gwiazda” zyskałaby dużo na bardziej rygorystycznej redakcji objętościowej. Raczej powoli rozwijający wstęp do wyprawy czy część podróży po Europie mogłyby zostać okrojone bez szkody, a wręcz z korzyścią dla całości. Co nie zmienia faktu, że pełen kalejdoskop emocji przeżyłam przy czytaniu, moi drodzy. Od znudzenia i znużenia mało lotnymi pomysłami całej czwórki – bądź co bądź, nastolatków, ale jednak – przez lekkie rozdrażnienie odmalowanym w powieści wschodnioeuropejskim krajobrazem, aż po olbrzymie ilości współczucia i radości pomieszanej ze smutkiem. Innymi słowy, „Samotna gwiazda” jest książką bardzo w tych emocjach nierówną: mniej lub bardziej typowe rozterki nastolatków przeplatają się z naprawdę mocnymi scenami. Mama-Malita słusznie zauważyła, że scena wizyty w byłym obozie zagłady w Treblince wydaje się zupełnie inna niż reszta książki, to naprawdę wstrząsający moment, zarówno dla bohaterów, jak i dla czytelnika. Warto też dodać, że Paullina Simons należy do tych nielicznych pisarek, które potrafią opisywać sceny miłosne, nie uciekając się przy tym ani do określeń medycznych, ani do takich rodem z rynsztoka, ani do silących się na oryginalność, ale w efekcie godnych pożałowania eksperymentów (kuleczka, anyone?).

Po drodze zdążyłam znielubić prawie wszystkich bohaterów i polubić na nowo niektórych (mama Chloe się nie liczy, była moją ulubienicą od pierwszego entrée aż do ostatniej strony). A potem dotarłam do zakończenia – pamiętajcie, że nie należę do najbardziej lotnych odgadywaczy rozwiązań rozmaitych zagadek i rozszyfrowywania tropów – i zupełnie mnie zmiotło. W sensie, rozkleiłam się dokumentnie i tylko siedząca naprzeciwko mnie przy stole myszkovska czule gładziła mnie po ramieniu, pełna kojącego zrozumienia. Pół dnia przeżywałam całą tę historię.

Zasadniczo, szukam w książkach emocji. Paullina Simons dostarcza ich pełnego spektrum, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Więc mniejsza o dłużyzny czy irytujących niekiedy bohaterów. Czytajcie „Samotną gwiazdę” – ale zacznijcie, jeśli wolno zasugerować, od trylogii o Tatianie i Aleksandrze. To jest prerekwizyt do wszystkiego, co spłynęło z pióra Paulliny.

PS. Mama-Malita pożyczyła, ale co najważniejsze, przetłumaczyła! Brawo Mama!


„Samotna gwiazda” Paullina Simons
(“Lone Star”, 2015)
Tłum. Katarzyna Malita, Świat Książki 2016

7 myśli w temacie “Samotna gwiazda, czyli kalejdoskop emocji z Paulliną Simons

  1. Nie wiem czy Pauline Simons stac na cos lepszego niz cykl o Tatianie i Aleksandrze od Miedzianego Jezdzca poczynajac, ale Samotna Gwiazde zapewne polkne z ciekawosci. Dzieki za podpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.