O miłości w dwie skrajności, czyli rozważna i romantyczna

O Walentynkach często mówi się, popadając w skrajności: nigdy-nie-obchodzę-tego-wstrętnego-święta kontra och-tak-więcej-serduszek-miłujmy-się-i-tulajmy. Osobiście mam doń stosunek raczej luźny, ani entuzjastyczny, ani potępiający, każdą natomiast okazję uważam za słuszną, żeby sobie porozmawiać o książkach. Tak się też składa, że ostatnio miałam przyjemność słuchać bardzo zacnego audiobooku w temacie, powieści autorstwa nikogo innego, a tylko panny Jane. Austen, oczywiście. I jest to wprost idealna opowieść na Walentynki, bo zarazem romantyczna… i rozważna!

Znacie? Znamy! Posłuchajcie więc. Familia Dashwoodów, rezydująca w Norland Park, opłakuje śmierć umiłowanej głowy rodziny – a przy tym nastawia się na poważne zmiany w życiu. Najstarszy syn pana Dashwooda, John, dziedziczy posiadłość i wprowadza się natychmiast wraz z bezduszną małżonką Fanny, a jego macocha i trzy przyrodnie siostry muszą się wyprowadzić w trybie pilnym. Dwie starsze z owych sióstr interesują nas tutaj najbardziej, one są bowiem głównymi bohaterkami całej historii, i reprezentują przy tym dwa odmienne charaktery i dwa odmienne sposoby patrzenia na rzeczywistość.

Która jest która? zapytałam, kiedy po raz pierwszy, Bardzo Dawno Temu, z Mamą-Malitą oglądałam ekranizację „Rozważnej i romantycznej” z 1995 roku. Naprawdę się zastanawiasz?, roześmiała się Mama-Malita: na ekranie młodsza Marianne (Kate Winslet) właśnie dawała upust emocjom przy pianinie, grając co bardziej żałobne melodie, a starsza Elinor (Emma Thompson) zastanawiała się nad możliwościami finansowymi pod kątem przenosin do nowego lokum. Tak, wiadomo, która jest która. Marianne jak czyta, to pasjami, jak dyskutuje, to żarliwie, jak milczy, to aż po grób, a jak kocha, to tylko raz i na wieki – słowem, obce jest jej umiarkowanie w jakimkolwiek uczuciu. Elinor natomiast, uosobienie cierpliwości, rozsądku i praktyczności, woli przeżywać wszystko po cichu i nie uzewnętrzniać żadnych rozterek. Żywi pełne nadziei uczucie do nieśmiałego Edwarda Ferrarsa, brata Fanny, który niestety uwikłany jest w obietnicę złożoną przed laty innej młodej damie (skądinąd, ustępującej Elinor pod każdym względem). Marianne zaś cała aż płonie uniesieniem, pełna namiętnej miłości do przystojnego Willoughby’ego, jak się okazuje, jednak niezłego ladaco.

Jak to u Austen, już w jej debiutanckiej powieści znajdziemy wszystkie te perypetie związane z zaręczynami, porozumieniem między dwojgiem ludzi i przeciwnościami losu – ale osadzone w bardzo konkretnych i bardzo przyziemnych realiach. Przychód odpowiedniej ilości funtów rocznie czy dziedziczenie okazałej posiadłości grają większą rolę w kojarzeniu par niż romantyczne uniesienia. Gorzkie to niekiedy, szalenie gorzkie, ale dobitnie pokazuje, że zdrowy rozsądek albo kalkulacja wygrywają w małżeńskim starciu. Niekoniecznie w powieściach Austen – panny Dashwood oczywiście znajdują szczęśliwe zakończenie, choć muszą, zwłaszcza Marianne, wiele się po drodze nauczyć – niemniej wiemy, że w prawdziwym życiu rozwaga triumfowała nad romantycznością znacznie częściej, niż odwrotnie.

Austen delikatnie a życzliwie wykpiwa obydwie postawy, pokazując ich skrajność. Wieść niesie, że pierwowzorów panien Dashwood szukała w samej sobie (ta romantyczna) i starszej siostrze, Cassandrze (ta rozważna), niemniej książkowe bohaterki, choć startują z pozycji właściwie przeciwstawnych, zdobywają doświadczenie i rozumieją, że popadanie w skrajność nie przynosi pożytku. Dotyczy to zwłaszcza Marianne, która nabiera rozwagi i naśladuje Elinor, co jasno pokazuje, którą z postaw należy sobie stawiać za wzór (niektóre końcowe przemowy młodszej panny Dashwood, doświadczonej przez historię z Willoughbym, tchną dość natrętną dydaktycznością, ale wybaczam).

Silne związek dwóch sióstr to jedno, ale portret obyczajowości, humor i ironiczne spojrzenie Austen na opisywaną rzeczywistość zachwyca jeszcze mocniej. Dla mnie szczególnym przedmiotem zachwytu jest cudowna galeria drugoplanowych postaci – jak dobroduszna, wścibska, ale nad wyraz życzliwa pani Jennings, nieznośna (aż zanadto) Fanny i głupiutkie panny Steele, wreszcie szczęsny/nieszczęsny pułkownik Brandon czy mrukliwy pan Palmer. Rozpływam się także nad instytucją audiobooków – wszystkie obowiązki domowe i spacery stają się natychmiast przyjemniejsze, porzuciłam nawet na chwilę czytanie w tramwaju, z przejęciem śledząc (po raz trzeci wszak albo i czwarty…) koleje losu panien Dashwood. Całość czyta Teresa Budzisz-Krzyżanowska i jest to bardzo dobra interpretacja, z nielicznymi potknięciami (zwłaszcza przy okazji rdzennych angielskich nazw, choć rozumiem, że Comb Magna i Marlborough są nieoczywiste w wymowie).

Obcowanie z literaturą w Walentynki polecam bardzo, a proza Austen nadaje się do tego wyśmienicie – zwłaszcza „Rozważna i romantyczna”, od chwili w wydania w 1811 roku nieodmiennie trafnie ukazujący, jak miłość może zawrócić w głowie i jakie nieszczęścia mogą z tego wyniknąć. Równie słusznym pomysłem będzie sięgnięcie po ekranizację – tutaj nalegam jednak na film z 1995 roku (Oscar dla Thompson za scenariusz!), jestem jego wielką fanką, a dobór obsady jest po prostu znakomity. Serial z 2008 zupełnie mi nie przystaje do wyobrażeń postaci, zakorzenionych w mojej głowie już na stałe: tak mocno widzę Alana Rickmana jako pułkownika czy Elizabeth Spriggs w roli pani Jennings (Imelda Staunton i Hugh Laurie jako państwo Palmer są równie bezcenni). Stąd w tym wpisie kadry z tej, a nie innej ekranizacji!

Zakończę bonmocikiem, że Jane Austen zawsze podnosi mnie na duchu, czego i Wam życzę – a niezależnie od tego, czy Walentynki obchodzicie entuzjastycznie czy z umiarkowaną pogardą, życzę Wam zacnych książek na każdy dzień roku z osobna.

PS. Moją ulubioną sceną w ekranizacji „Rozważnej i romantycznej” z 1995 roku jest ten moment, kiedy Marianne, najmłodsza Margaret oraz ich matka zamykają się każda w swoim pokoju i zanoszą się niepohamowanym płaczem. Elinor z kolei siada na schodku i zrezygnowana pije herbatę, którą wzgardziła Marianne. Poezja.
PPS. Mama-Malita pożyczyła audiobooka, dziękuję!


„Rozważna i romantyczna” Jane Austen
(Sense and Sensibility, 1811)
Tłum. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, audiobook, czytała Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Wydawnictwo Agora, 2012 (cykl „Mistrzowie słowa”).

Jedna myśl w temacie “O miłości w dwie skrajności, czyli rozważna i romantyczna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s