O baronie, co siedział na drzewach, czyli Italo Calvino

Nie da się ukryć, że cudza rekomendacja czyni cuda. Więc kiedy Król Małżonek zachwycał się oryginalną wersją powieści Italo Calvino „Baron drzewołaz”, streszczając mi tudzież tłumacząc na bieżąco co ciekawsze fragmenty, od razu przepadłam i wiedziałam, że też chcę. Zwłaszcza, gdy dowiedziałam się, że w powieści występuje il bassotto dwojga imion, Ottimo Massimo. Czyli jamnik. Nabyłam zatem w prezencie tłumaczenie – dla Króla Małżonka, żeby mógł porównać, i trochę dla siebie, bom jednak leniwa – i przepadłam.

Italo Calvino w chwili swojej śmierci (Anno Domini 1985) był najczęściej tłumaczonym włoskim autorem na świecie, znanym zarówno z krótkich form, jak i właściwych powieści. „Baron drzewołaz” na dobrą sprawę stanowi drugą część trylogii Calvino, po „Wicehrabim przepołowionym”, a przed „Rycerzem nieistniejącym”. Każdy tom „Naszych przodków” – tak zwie się cały cykl, choć włoskie „I nostri antenati”  brzmi o niebo piękniej – można czytać osobno, bo choć łączy je pewien lekki rys absurdu.

Otóż rzecz traktuje o dziedzicu rodu Piovasco di Rondó, nietuzinkowym Cosimo, który dnia 15 czerwca 1767 roku po raz ostatni dotknął stopą ziemi.  Miał wtedy dwanaście lat i wskutek kłótni rodzinnej wlazł na drzewo… i do końca życia już nie zszedł. Uczynił zadrzewione nad wyraz okolice Ombrosy swoim królestwem, poznając lasy i oliwne gaje jak nikt inny, przenosząc się z gałęzi na gałąź i tworząc sobie zupełnie nowy dom – nad ziemią. Nauczył się polować z jamnikiem, czytał na potęgę, korespondował z największymi umysłami Europy, wprowadzał rewolucyjne ideały, bratał się ze zbójcami i masonami, konwersował z Napoleonem (i rosyjskim księciem Andriejem, głowę daję, że Bołkońskim), i kochał się, och, kochał namiętnie. Bez szalonej miłości ta historia byłaby wszak niepełna.

Historię życia Cosima opowiada jego młodszy brat, Biagio, z trójki latorośli rodu Piovasco najspokojniejszy, spolegliwy i dobrze żyjący z wszystkimi wokół. Biagio nie kryje fascynacji wyczynami brata, ale jednocześnie dobrze zdaje sobie sprawę z tego, jak Cosimo podkoloryzował własne przygody i trzeźwo ocenia jego stabilność psychiczną (a niekiedy – jej brak). Wytrwale snuje opowieść o śmiałym drzewołazie, złożoną z pomniejszych opowieści. Najcudowniejszą i najsmutniejszą jest zdecydowanie ta o Gianie z Puszczy, rozbójniku, który tak umiłował czytanie, że zaniedbał swoje obowiązki herszta, co okrutnie się na nim zemściło.

„Baron drzewołaz” rozwija się powoli, nieśpiesznie i właściwie dopiero po kilkudziesięciu stronach dopadł mnie urok tej całej historii – lekko absurdalnej, zupełniej niemożliwej, a jednak tak realnej. Rzecz jest przepięknie napisana i pełna błyskotliwych myśli, celnie punktujących ludzkie charaktery i nie tylko. Także na bardziej „makro” poziomie, jak wtedy, gdy Biagio komentuje francuską rewolucję, której skutki w Ombrosie jakoś nie odbiły się szerokim echem:

„Wszystkie przyczyny, jakie wywołały rewolucję we Francji, istniały także i u nas. Tylko że nie byliśmy we Francji i rewolucja nie przyszła. Żyjemy bowiem w kraju, gdzie przyczyny, owszem, bywają, ale nie pociągają za sobą skutków” (s. 290).

Na niespełna trzystu stronach tej niewielkiej książeczki Italo Calvino kreśli opowieść niby-historyczną, lekko szaloną, lekko moralizatorską, po prostu wspaniałą. wraz z całą kompanią łatwo podbija serce – aż do ostatniej strony. „Żył na drzewie. Kochał zawsze ziemię. Wzniósł się do nieba”.

PS. Pozdrowienia dla Francesco, inspiratora całej tej przygody z czytaniem Calvino!


„Baron drzewołaz” Italo Calvino
(„Il barone rampante”, 1957)
Tłum. Barbara Sieroszewska, Wydawnictwo Cyklady 2004

4 myśli w temacie “O baronie, co siedział na drzewach, czyli Italo Calvino

  1. Przebicie się przez gąszcz pierwszych rozdziałów jest kluczowe – oj bardzo prychałem na kolejne opisy drzew, nawet w rodzimym języku trudne do przyswojenia – później zaczyna się przygoda. ;) Rzecz dla dużych i dla mniejszych, po prostu mądra książka. Ja zapamiętam cytat z rozmowy Biagio z Wolterem (tak, tym Francuzem) „Mio fratello sostiene, che chi vuole guardare bene la terra deve tenersi alla distanza necessaria.” W tłumaczeniu „Mój brat twierdzi, że kto chce dobrze wdzieć ziemię, musi patrzeć na nią z pewnej odległości.” PS. Francesco, grazie e saluti!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.