Krivoklatowy monolog nadrabiam, czyli zachwyty u progu 2018 roku

Jeśli cały rok czytelniczy będzie taki, jak moja pierwsza lektura w 2018, to, laboga, będzie to dobry rok. Albowiem przeczytałam „Krivoklata” Jacka Dehnela. Tak, nihil novi, wszak powieść tę wydano przeszło rok temu w serii Proza.pl (jak „On” Zośki Papużanki, pamiętacie?). I przeszło mi w okolicach premiery przez myśl, że może by przeczytać, ale jakoś myśl ta rozmyła się i trzeba mi było dopiero popaść w bezbrzeżny zachwyt po „Dzienniku roku Chrystusowego”, żeby się za Dehnelową prozę zabrać. Lepiej późno niż wcale! Czytaj dalej „Krivoklatowy monolog nadrabiam, czyli zachwyty u progu 2018 roku”