Książki, które czytam w Święta

Uwielbiam cały ten świąteczny rozgardiasz – pierniczki, torty, choinki, ćwiczenie kolęd (moja familia śpiewa, aż miło!), ale oprócz tego przepadam też za tymi spokojniejszymi świątecznymi momentami i co roku staram się wygospodarować czas na okupowanie kanapy w towarzystwie książki i słodkości. Po Wigilii z reguły czytam wspaniałości znalezione pod choinką (w tym roku zamówiłam od Aniołka jeszcze „Dawcę Przysięgi” Sandersona, trzymajcie kciuki, byłam grzeczna!), a przed Wigilią wprawiam się w nastrój, kartkując kilka ulubionych w temacie książek. Dziś podrzucam Wam dwie z nich.


„Noelka” Małgorzata Musierowicz

Do pierwszych tomów „Jeżycjady” – zwłaszcza „Szóstej klepki” i „Kwiatu kalafiora” – mam szczery sentyment i odświeżam je sobie raz na jakiś czas. Im dalej w las, im bardziej współcześnie, tym bardziej ambiwalentne mam podejście do całego cyklu, a najnowszych odsłon w ogóle nie czytałam. Ale musowo co roku zdejmuję z półki „Noelkę”, czyli wigilijną opowieść o Elce Strybie i jej perypetiach damsko-męsko-rodzinnych.

Otóż Elka, wychowywana przez męskie trio (ojca, dziadka i jego brata), charakter ma dość wybuchowy i przywykła, że jej życzenia zostają spełnione, zanim je wypowie. Aktualnie (Wigilia Anno Domini 1991) marzy o przejażdżce harleyem. Z cyniczno-przystojnym Baltoną. Los jednak przynosi jej rodzinną kłótnię i pracę w charakterze aniołka-pomocnika Gwiazdora i tak Elka rusza w trasę, pomagając rozdać prezenty w kilku poznańskich domach. Oczywiście, odwiedza przy tym rozmaite znane nam już familie (z Borejkami na czele, są również Żeromscy czy Żakowie i spółka) i coraz bardziej przekonuje się do swojego gwiazdorskiego towarzysza. Będzie miała też okazję naprawić parę rzeczy, które po drodze mocno zaplątała. „Noelka” to przyjemna, nie zanadto nachalna, a bardzo ciepła opowieść o jednym z najbardziej niezwykłych dni w roku. Choć niektórzy bohaterowie z biegiem lat zaczęli mi coraz mocniej przeszkadzać (nestorze rodu Borejków, kiwam w pana stronę), to jednak z przyjemnością wracam do tej historii i czytam o nieznośnej Elce, która mimo swoich wybuchów dobrnęła do świątecznej błogości.


 „Wiedźmikołaj” Terry Pratchett

O sir Terrym można pisać całe tomy, ale ograniczę się do zachwytów na dwa akapity na temat jednej z moich ulubionych powieści ze Świata Dysku. „Wiedźmikołaj” aka „The Hogfather” kreśli historię jednej nocy – nocy przed świętem Strzeżenia Wiedźm, święta dziwnie podobnego do naszego Bożego Narodzenia. Zimowa sceneria, śnieg i rudziki, dziewczynka z zapałkami, świąteczna atmosfera, no i oczywiście grubas podróżujący saniami zaprzężonymi w świnie i rozwożący prezenty. Ale zaraz… czy to na pewno Wiedźmikołaj? Czy aby zza sztucznej brody nie wygląda znana nam czaszka postaci zazwyczaj pojawiającej się z kosą? Gdzie jest właściwy duch świąt… i kto chce go inhumować? Susan, wnuczka Śmierci, będzie musiała czasowo porzucić pracę guwernantki i odnaleźć Wiedźmikołaja. W przeciwnym wypadku słońce nie wzejdzie.

Ja wiem, że dla postronnych może to brzmieć absurdalnie, ale „Wiedźmikołaj” z całą galerią starych i nowych (o, bóg kaca!) postaci jest po prostu wspaniałą opowieścią. Dowcipną, pysznie intertekstualną, a jednocześnie błyskotliwie mądrą. Odświeżam sobie co roku i za każdym razem zachwycam się całokształtem (znajduje się tu na przykład jeden z moich ulubionych dialogów Pratchetta ever, między myszą a Śmiercią Szczurów, strona pięćdziesiąta dla zainteresowanych). Przy okazji – polecam brytyjską ekranizację telewizyjną z 2006 roku, naprawdę wyjątkowo  udana! Michelle Dockery jako Susan jest idealna. Zresztą wszystko jest. Zwłaszcza sam Śmierć.

ho ho hoPrzekartkowałam „Wiedźmikołaja”, obejrzałam kilka scen ekranizacji, kartkuję „Noelkę” nad kubkiem czekolady i talerzem z makowcem (mój pierwszy, ale powiadam Wam, niezły). I w takiej scenerii życzę Wam przede wszystkim błogości i radości z tego, co jest dookoła. I z tych, którzy są dookoła.

HO HO HO.

6 myśli w temacie “Książki, które czytam w Święta

  1. Uwielbiam jedno i drugie! Noelka zawsze wprawia mnie w świąteczny nastrój i doprawdy nie rozumiem, dlaczego nie posiadam egzemplarza na własność, żeby tak, jak ty, odświeżać bez wyrzutu sumienia co roku. Zdaje się, że czeka mnie rozkoszna wyprawa po antykwariatach przy najbliższym urlopie w Gdańsku. Wiedźmikołaja oczywiście posiadam, choć w tym roku nie czytałam, to też bardzo lubię do niego wracać. Skutecznie wybija ze świątecznego zadęcia po tym, jak już się człowiek rozanieli, a na dodatek wpadnie w szał przygotowań gdzie nic już nie jest ważne, tylko ‚idealne” potrawy, dekoracje i cała reszta.

  2. Ha nieco na przekór ale chyba zostanę przy Noelce. Mną rządzą romantyczne duchy i zdecydowanie wolę na święta coś bardziej ckliwego albo nostalgicznego a Musierowicz zawsze przypomni mi dawne lata 😉
    Wesołych i zaczytanych …

  3. „Noelkę” to czytałam parę razy :D. W tym roku mam troszkę mało czasu, ale zamierzam przeczytać „Serce z piernika” :). // WESOŁYCH ŚWIĄT!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.