Nazywajom go ptakiem dobrego Boga, czyli Cybulka, kuniecznie

Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone z czasów wojny secesyjnej i okolic, to czasem czytuję coś w klimacie – jak choćby „Na pokuszenie” Thomasa Cullinana – ostatnio natomiast nadrobiłam głośną w ostatnich latach powieść Jamesa McBride’a. „Ptak dobrego Boga” ukazał się w Polsce w 2016, a jeszcze wcześniej wstrząsnął anglojęzycznym rynkiem książkowym (była nawet National Book Award w 2013!). McBride, skądinąd przeciekawy twórca wszelakich dzieł kultury, bierze na warsztat Johna Browna, postać historyczną i w kulturze znaną jako między innymi bohater pieśni „John Brown’s Body”. I tak przenosimy się do USA tuż przed wybuchem wojny secesyjnej.

Otóż w latach 60-tych XX wieku w zgliszczach spalonego kościoła odnaleziono notesy ze spisaną opowieścią Henry’ego Shackleforda, który kilkadziesiąt lat wcześniej zjeździł Kansas, Missouri i Wirginię wraz z bandą oberwańców pod wodzą Starego Johna Browna, zwanego Starcem, zapalonego abolicjonisty. Opowieści Henry’ego przenosi nas w rok 1857, kiedy on sam był młodziutkim niewolnikiem, niby-armia Browna rozbijała się po Kansas, a otwarta wojna między zwolennikami a przeciwnikami niewolnictwa wisiała na włosku. Henry dość przypadkowo trafia pod Brownowe skrzydła – właściwie zostaje przezeń porwany – i wskutek nieporozumienia zostaje uznany za Henriettę alias Cybulkę. Skrzętnie skrywa swoją tożsamość, bo w niespokojne czasoprzestrzeni bleeding Kansas bezpieczniej być dziewczynką, nawet i czarną. W kiecce i czepku, przechowując jak talizman pióro ptaka dobrego Boga, podąża za Brownem, nawet jeśli nie do końca wierzy w jego metody ani w powodzenie misji wyzwolenia Murzynów. Towarzyszy mu aż do słynnego napadu na arsenał w Harpers Ferry, czyli, jakby to powiedział sam Henry, aż do kuńca.

To, co wyróżnia powieść McBride’a na tle wszystkich innych narracji o historii abolicjonizmu, to nieco… absurdalne podejście do tematu. Cybulka bezpardonowo relacjonuje wszystkie pikantne szczegóły, nawet te najbardziej przyziemne, a czyni to szalenie komicznie poprzez silnie stylizowany język. Ot, na przykład w tym dosadnym fragmenciku „Narażałem włosnom dupe, a chociaż jest mała i przez prawie trzy roki była przykryta sukienkom i halkom, toć jednak chroniła mię od tylca i dlatego zawsze żem jom lubiał”. Rozumiecie sprawę.

1024px-John-brown_000000ac
John Brown w latach 50-tych XIX wieku

Niemniej prawdziwym bohaterem tej pokręconej i pokrętnej niekiedy gawędy wcale nie jest nieprzebierający w słowach Cybulka, tylko sam John Brown, Starzec, człowiek wielkiej wizji i jeszcze większego szaleństwa. Prowadzi nieskładne, wielogodzinne modły, rzuca cytatami brzmiącymi wielce biblijnie, słyszy to, co chce usłyszeć i wydaje się w ogóle nie mieć planu realizacji swoich idei, licząc na Bożą opiekę i cudzy entuzjazm. Ale z tej wątpliwie racjonalnej figury koniec końców wyłania się postać nietuzinkowa – owszem, niekiedy niespełna rozumu, ale wzbudzająca silne emocje. A gdy okazuje się, jakie tak naprawdę jest znaczenie tytułowego ptaka dobrego Boga i kto nim jest – zaprawdę, wzruszyłam się. Ba, rozkleiłam się w autobusie pełnym ludzi. Zupełnie się tego nie spodziewałam.

Wiele już się mówiło o przekładzie powieści McBride’a – Maciej Świerkocki nie miał łatwego zadania, musiał bowiem oddać mocno potoczny idiolekt Cybulki, ale wyszło mu to znakomicie. Osobiście najbardziej zachwycona byłam stosowaniem form męskoosobowych tam, gdzie nie jest to wskazane, to znaczy „jakie by te talenty nie byli, nie składali się na wiele” czy „jego włosy byli gęste” (tu Cybulka opisuje swojego nieodżałowanego papę). Do tego stylu trzeba się oczywiście przyzwyczaić – mnie zajęło to jakieś trzydzieści stron – a potem szybko odzwyczaić, bo kiedy czyta się o tych wszystkich kuniach, dularach i leworwerowcach, to szybko chce się to wdrożyć w słowo mówione. Zdumienie interlokutora gwarantowane. Przypomina mi się, jak polonistka w gimnazjum w błyskotliwym odruchu zrobiła klasie dyktando po omówieniu „Wielkomiluda” Roald Dahla, książeczki pełnej ortografii niekonwencjonalnej. Niełatwo było się przestawić na tę konwencjonalną!

Innymi słowy, „Ptak dobrego Boga” jest nietuzinkową, szaloną, niezwykłą historią, która zaskakuje wielokrotnie i pokazuje coś zupełnie nowego. Kuniecznie, czytajcież. Kuniec i kropka.

PS. O tym, jak tłumacz postanowił „pojechać po bandzie”, posłuchacie tuże, myszkovska się udzieliła!
PPS. Mama-Malita pożyczyła, dziękuję! W ramach kontynuowania edukacji w tym okresie histerycznym od razu zamawiam „Kolej podziemną” Colsona Whiteheada.


„Ptak dobrego Boga” James McBride
(„The Good Lord Bird”, 2013)
Tłum. Maciej Świerkocki (oklaski!), Wydawnictwo Czarne 2016

5 thoughts on “Nazywajom go ptakiem dobrego Boga, czyli Cybulka, kuniecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s