Bardziej o Danie Brownie niż o jego najnowszej powieści

Trochę podkręciłam kolor, żeby niebo pasowało do okładki.

Swego czasu miałam dość prostą opinię o Danie Brownie: zręczny pisarz, umiejętnie wykorzystujący zgromadzoną przez siebie i pomocnych mu ludzi wiedzę, sprawnie konstruujący fabułę. Twórca przyzwoitych, gładko czytanych powieści z nutką spiskowo-sensacyjną w tle. Nie zmieniłam zdania, jeśli chodzi o prozę – „Początek”, najnowsza powieść Browna, jest książką niezłą i wykorzystuje sprawdzone schematy – ale zafascynował mnie pisarz jako człowiek. A wszystko przez tegoroczny Conrad Festival.

Kiedy tylko pojawiła się informacja o festiwalowym spotkaniu z Danem Brownem, natychmiast rzuciłam się rezerwować wejściówki (tak, pamiętam, jak odbiłam się od drzwi, poszukując biletów na Vargas Llosę albo jak cudem zdobyłam miejsca na Paula Austera). Raz jeszcze okazało się, że po spotkaniu z pisarzem można zupełnie zmienić ogląd na całą sprawę, co zresztą parę razy mi się zdarzyło przy prowadzeniu spotkań – poznawszy na żywo autora, do którego wcześniej nie byłam przekonana, od razu miałam ochotę czytać więcej jego dzieł. Ot, taki tam drobiazg emocjonalny. Więc gdy zasiedliśmy w pełniuteńkim Kijów Centrum, byłam bardzo przejęta – wszak Brown to sława wielka i pisarz o statusie prawie-że-celebryty.

Dan Brown okazał się świetnie przygotowany (czego nie można powiedzieć o prowadzącym), elokwentny, ujmująco miły i cierpliwy nad wyraz – a na pewno milijony razy słyszał pytanie w stylu „czy utożsamia się pan z Langdonem?” albo prośbę „proszę napisać coś o naszym mieście, tyle tu cudów”. Takt i uprzejmość w kontaktach z czytelnikami naprawdę mnie ujęły, podobnie jak całe jego expose o życiu, śmierci, książkach, religii i nauce. Mniejsza o jego treść, ale jestem bardzo pod wrażeniem umiejętności prezentacji. Także auto.

museum guggenheim
Muzeum w Bilbao ze słynną pajęczycą Louise Bourgeois

Ale „Początek”. Profesor Robert Langdon, doświadczony w starciu z iluminatami i rozmaitymi spiskowcami w różnych częściach globu, przybywa na zaproszenie dawnego ucznia i przyjaciela do Hiszpanii. Ów przyjaciel, geniusz technologii, miliarder i zdeklarowany ateista, Edmond Kirsch, dokonał ponoć odkrycia, które zatrzęsie posadami świata. Odpowiedź na dwa kluczowe pytania – skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy – ma zostać ujawniona podczas starannie przygotowanej prezentacji w Muzeum Guggenheima w Bilbao, na którą zaproszono setki prominentnych gości. Rewolucja w nauce i religii coraz bliżej…

…ale oczywiście nie może być tak łatwo. Triumfalny wieczór przemienia się w paniczny chaos, a Langdon znów musi ratować honor, przy okazji zostając niesłusznie oskarżonym o porwanie. Przedstawiciele religii, królewski pałac w Madrycie, służby specjalne, nienasycone media – wszyscy zdają się wplątani w sprawę Kirscha. I tak zaczyna się kolejna Langdonowa gonitwa: będzie obowiązkowa towarzyszka kobieca (zjawiskowo piękna i zabójczo inteligentna, nie myślcie sobie, że może być inaczej), równie obowiązkowy pościg i brawurowa ucieczka, a nawet mądrość spływająca z ust disnejowskiej księżniczki. Moim zdecydowanym ulubieńcem tej książki jest wirtualny asystent, czule określany jako „Siri na sterydach”, skądinąd bardzo trafnie.

To nie jest tak, że nagle uznałam książki Browna za objawienie. Nie nie. Dalej czytam je jako wciągającą rozrywkę, z wartką akcją i sporą dawką wiedzy na tematy wszelakie, choć głównie z zakresu religii (Kościół Palmariański? Pierwsze słyszę!), historii sztuki/kultury (podobnie jak Langdon, przedkładam Blake’a i Boscha nad współczesne instalacje) oraz lokalnej turystyki (ach, Gaudi, ach, Sagrada Familia). Owszem, temat podejmowany przez badania Kirscha jest szalenie ciekawy, ale traktuję „Początek” wciąż jako rozrywkę niż impuls do refleksji nad stworzeniem świata i jego ostatecznym przeznaczeniem. Co nie zmienia faktu, że najnowszą powieść Browna przeczytałam błyskawicznie, z upodobaniem zanurzając się w znaną już z poprzednich dzieł strukturę akcji. Profesor Langdon znów odniósł sukces. Dan Brown też.

PS. Generalnie, pojechałabym do Barcelony dla samej Sagrada Familia. Poprawka: kiedyś pojadę.


„Początek” Dan Brown
(„Origin”, 2017)
Tłum. Paweł Cichawa, 2017

3 myśli w temacie “Bardziej o Danie Brownie niż o jego najnowszej powieści

  1. 100% zgody co do Browna jako człowieka. <3 Jego książki są wciąż "nie moje", jeżeli chodzi o dobór lektur, ale bardzo doceniam research, który tutaj (jak i w jego poprzednich książkach) widać.

    Ps. Jedź do Barcelony!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.