Dzieła zebrane #27: polska literatura współczesna – Grzegorzewska i Dehnel

Dawno nie było #dziełzebranych – przeszło miesiąc! – między innymi także dlatego, że postanowiłam wytrwać przy idei mariażu dwóch choć minimalnie podobnych do siebie tematyką bądź proweniencją książek. Tym razem zatem, grudniową chłodną porą, sugeruję dwa dzieła polskie, w miarę nowe (jedno tegoroczne, drugie sprzed dwóch lat), mniej lub bardziej autobiograficzne, obydwa zdobyte w tym samym momencie dziejów.

„Stancje” Wioletta Grzegorzewska

Napotkałam na wpół autobiograficzne opowieści Wioletty Grzegorzewskiej o polskiej prowincji stosunkowo niedawno, ale temat zaciekawił mnie wielce, ergo postanowiliśmy razem z Królem Małżonkiem go zgłębić. Zaczęliśmy niezbyt słusznie chronologicznie, bo od „Stancji”, czyli ciągu dalszego. Debiut prozatorski Grzegorzewskiej, „Guguły”, snuje historię małej Wiolki we wsi Hektary (czasoprzestrzeń: lata 80-te, Jura Krakowsko-Częstochowska), a w wydanych w tym roku „Stancjach” Wiolka wyjeżdża na studia do Częstochowy, gdzie w cieniu Jasnej Góry szuka swojego miejsca w życiu (dosłownie i w przenośni). Wysiada na dworcu kolejowym kwadrans przed zachodem słońca, pod koniec września 1994 roku, i wraz z nieodłączną walizką kieruje się w nowy świat, świat rozbuchanych możliwości lat dziewięćdziesiątych, z których można skorzystać… albo i nie. Dziewczyna brnie przez kolejne wcielenia, w podróży poprzez różne częstochowskie miejsca zamieszkania, przymierzając nowe tożsamości. Studentka w hotelu Wega, Anula u zakonnic bezhabitowych, dorabiająca hostessa w mieszkaniu na wynajem – i gdzieś w tle wciąż czai się dziołcha ze wsi.

Myślę, że zupełnie inaczej odebrałabym tę historię, gdybym czytała „Guguły”, znając kontekst dziecięcy, wiejski – choć autorka jasno mówiła, że boi się, że pierwsza książka przesłoni tę drugą, więc może czytanie najpierw „Stancji” tę obawę niweluje? Niemniej chętnie podążałam za bohaterką/autorką podczas jej trzech lat w Częstochowie, śledząc urywki dawnych historii, minionych drobiazgów, bezwolnego podążania za niosącym przez życie prądem. To nie jest „mój” typ opowieści, ale intryguje. Zwłaszcza wielką dbałością o słowo i pieczołowitością niebanalnego opisu.

PS. Bardzo zacny wywiad z Wiolettą Grzegorzewską – tuże!


Jacek Dehnel, „Dziennik roku chrystusowego”

Na Dehnelowe dzieło o Dürerowej okładce natknęłam się rok temu na Targach Książki i z miejsca obiecałam sobie, że chciałabym bardzo kiedyś. To ‘kiedyś’ mityczne, nieodgadnione, nadeszło na kolejnym książkowym święcie i w tym roku zdecydowałam się nabyć, po czym spędziłam kilka tygodni na podczytywaniu po kawałeczku, przyjemność sobie ostrożnie dawkując. A była ona wielka.

Otóż Jacek Dehnel zdecydował się pisać dziennik przez cały swój chrystusowy rok, od trzydziestych trzecich do trzydziestych czwartych urodzin (co wypadło na przełomie Anno Domini 2013 i 2014). Dziennik ten z jednej strony płynie na fali notowania zdarzeń codziennych, pracy, remontów, spotkań i wojaży, a z drugiej strony dryfuje w stronę refleksji kulturalno-społeczno-politycznych, czasem dowcipnych, czasem gorzkich, a zawsze trafnych. Dehnel notuje także, co innym osobistościom przydarzyło się w wieku chrystusowym – Jarosław Iwaszkiewicz, przykładowo, romansował w Heidelbergu z pewnym studencikiem, a Jan van Eyck prawdopodobnie kończył „Sędziów sprawiedliwych” – wszak trzydziestka trójka to  czas pierwszych podsumowań, czas przejścia między młodością a dojrzałością.

Całość do delektowania się i do przemyślenia, do zakreślania z szacunkiem na marginesach co bardziej błyskotliwych fragmentów – czy to mowa o martwych formułach listów duszpasterskich, czy o panoramie warszawskiego kaszlu podczas koncertu Bacha (i bziut, kragh, tsztsz, wyjmowaniu cukierków z torebki), czy o poczekalniowych skrytosiedźcach, którzy ośmielają się zajmować miejsca bez biletów w oczekiwaniu na pociąg. Z każdą stroną, z każdym zakreśleniem utwierdzałam się w przekonaniu, że potrzebuję więcej Dehnelowej prozy, nawet jeśli sam autor wprawia mnie w zakłopotanie swoją erudycją (to reakcja automatyczna u mnie, w stylu „jakże to ja mało wiem, laboga”). Niemniej, tytułem nadrabiania, zaraz w stosownym liście do bożonarodzeniowych sił wyższych zamówiłam egzemplarz „Saturna”. Trzymajcie kciuki, bom była grzeczna.


Wioletta Grzegorzewska, „Stancje”
Wydawnictwo WAB, 2017

Jacek Dehnel, „Dziennik roku chrystusowego”
Wydawnictwo WAB, 2015

14 thoughts on “Dzieła zebrane #27: polska literatura współczesna – Grzegorzewska i Dehnel

  1. Słyszałam wiele dobrego o Pani Grzegorzewskiej i niedługo mam zamiar sama wyrobić sobie na jej temat opinię. Póki co ze współczesnych polskich autorek zaintrygowała mnie swoją najnowszą książką Paulina Świst. Szczerze mowiąc, niezwykle pozytywnie zaskoczył mnie „Komisarz” – warto się przekonać!

  2. Dziennik Dehnela wziąłem sobie na podróż, po czym przeszkadzałem kierowniczcę, dławiąc się chichotem i czytając co smaczniejsze kawałki. Ale trzeba przyznać, że jest tam głównie masa miniatur wielkiej klasy – portret babci Pietii jest absolutnie ujmujący.

    1. Ja czytałam głównie w domu, więc nie było zanadto komu przeszkadzać, ale zgadzam się w pełni – mnóstwo tam i miniatur, i takich genialnych drobiazgów, jak „styl socpałacowy“ i inne. Wyborne!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s