Podwójna tożsamość bogów, czyli Cetnarowski

Te kilka ostatnich dni grudnia to zawsze czas podsumowań tudzież rankingów, co w mijającym roku się udało, a co niekoniecznie. Mnie osobiście udało się skończyć czytelniczo Anno Domini 2017 z książką bardzo sprytnie wpasowującą się w trend końcowo-nowo-roczny, bo stanowi ona nie tylko listę wyzwań na przyszłość, ale i podsumowanie – właściwie całej dekady. A chodzi o „Podwójną tożsamość bogów” Michała Cetnarowskiego, którą wypatrzył był mi na Targach Książki Król Małżonek. Continue reading „Podwójna tożsamość bogów, czyli Cetnarowski”

Książki, które czytam w Święta

Uwielbiam cały ten świąteczny rozgardiasz – pierniczki, torty, choinki, ćwiczenie kolęd (moja familia śpiewa, aż miło!), ale oprócz tego przepadam też za tymi spokojniejszymi świątecznymi momentami i co roku staram się wygospodarować czas na okupowanie kanapy w towarzystwie książki i słodkości. Po Wigilii z reguły czytam wspaniałości znalezione pod choinką (w tym roku zamówiłam od Aniołka jeszcze „Dawcę Przysięgi” Sandersona, trzymajcie kciuki, byłam grzeczna!), a przed Wigilią wprawiam się w nastrój, kartkując kilka ulubionych w temacie książek. Dziś podrzucam Wam dwie z nich. Continue reading „Książki, które czytam w Święta”

Nazywajom go ptakiem dobrego Boga, czyli Cybulka, kuniecznie

Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone z czasów wojny secesyjnej i okolic, to czasem czytuję coś w klimacie – jak choćby „Na pokuszenie” Thomasa Cullinana – ostatnio natomiast nadrobiłam głośną w ostatnich latach powieść Jamesa McBride’a. „Ptak dobrego Boga” ukazał się w Polsce w 2016, a jeszcze wcześniej wstrząsnął anglojęzycznym rynkiem książkowym (była nawet National Book Award w 2013!). McBride, skądinąd przeciekawy twórca wszelakich dzieł kultury, bierze na warsztat Johna Browna, postać historyczną i w kulturze znaną jako między innymi bohater pieśni „John Brown’s Body”. I tak przenosimy się do USA tuż przed wybuchem wojny secesyjnej. Continue reading „Nazywajom go ptakiem dobrego Boga, czyli Cybulka, kuniecznie”

Bardziej o Danie Brownie niż o jego najnowszej powieści

Trochę podkręciłam kolor, żeby niebo pasowało do okładki.

Swego czasu miałam dość prostą opinię o Danie Brownie: zręczny pisarz, umiejętnie wykorzystujący zgromadzoną przez siebie i pomocnych mu ludzi wiedzę, sprawnie konstruujący fabułę. Twórca przyzwoitych, gładko czytanych powieści z nutką spiskowo-sensacyjną w tle. Nie zmieniłam zdania, jeśli chodzi o prozę – „Początek”, najnowsza powieść Browna, jest książką niezłą i wykorzystuje sprawdzone schematy – ale zafascynował mnie pisarz jako człowiek. A wszystko przez tegoroczny Conrad Festival. Continue reading „Bardziej o Danie Brownie niż o jego najnowszej powieści”

Templanza znaczy umiar, czyli Dueñas

To nie jest tak, że ja nie mam w domu książek. Mam dużo. Ale czasem mam ochotę na konkretny gatunek, konkretny klimat, którym akurat nie dysponuję, zatem przy najbliższej wizycie u Mamy-Mality uderzam w żałobne tony „nie ma co czyyyytać!” i wynoszę stosy. Ostatnio stos bodajże siedmioelementowy. Zaczęłam zaś lamenty od tego, że przeczytałabym sobie jakąś zacną powieść historyczną (Mama-Malita akurat kończyła powieść Sarah Lark) i tak przygarnęłam powieść Maríi Dueñas – „Templanza znaczy umiar”. Continue reading „Templanza znaczy umiar, czyli Dueñas”

Dzieła zebrane #27: polska literatura współczesna – Grzegorzewska i Dehnel

Dawno nie było #dziełzebranych – przeszło miesiąc! – między innymi także dlatego, że postanowiłam wytrwać przy idei mariażu dwóch choć minimalnie podobnych do siebie tematyką bądź proweniencją książek. Tym razem zatem, grudniową chłodną porą, sugeruję dwa dzieła polskie, w miarę nowe (jedno tegoroczne, drugie sprzed dwóch lat), mniej lub bardziej autobiograficzne, obydwa zdobyte w tym samym momencie dziejów. Continue reading „Dzieła zebrane #27: polska literatura współczesna – Grzegorzewska i Dehnel”

Teatr złoczyńców, czyli ostrożnie z tym Szekspirem

Dużo ciastek, dużo książek, czyli jak przetrwać zimę

Opowiadanie na nowo dzieł Szekspira chyba nigdy mi się nie znudzi. Dzieła mistrza ze Stratfordu inspirują od lat twórców do rozmaitych adaptacji i retellingów, w tym do tak cudownych rzeczy, jak mariaż elżbietańskiego teatru i Gwiezdnych Wojen czy Projekt Szekspir w 400 rocznicę śmierci dramaturga z udziałem poczytnych współczesnych pisarzy. M. L. Rio sięgnęła do dzieł Szekspira nieco inaczej – jej bohaterowie Szekspirem właściwie rozmawiają, wręcz nim żyją, co może mieć niebezpieczne konsekwencje. W końcu… to „Teatr złoczyńców”! Continue reading „Teatr złoczyńców, czyli ostrożnie z tym Szekspirem”