Dmitry Glukhovsky o backupie życia i byciu przyzwoitym, czyli Tekst

Nie jestem wielką entuzjastką narracji post-apokaliptycznych, choć zdarzało mi się czytać co nieco – od Stephena Kinga po Uniwersum Metro 2033. I to ostatnie jest tutaj kluczowe, bo jak się słyszy „Dmitry Glukhovsky”, to od razu myśli się „Metro”, poniekąd słusznie, ale jeden z najpopularniejszych współczesnych rosyjskich autorów popełnił także inne powieści. W tym tygodniu do księgarni trafiła najnowsza jego książka, „Tekst”, reklamowany jako „pierwsza realistyczna powieść” autora. I jest to bardzo przykry realizm, nie da się ukryć.

Otóż „Tekst” to powieść o tym, że całe życie można zredukować do zawartości jednego, małego, ale jakże niebezpiecznego przedmiotu. Telefonu. Kopii zapasowej duszy i backupu twojej osobowości. Zdjęcia dokumentują wszystkie piękne chwile życiowe, skrzynka mailowa reprezentuje twoją pracę i wiadomości od znajomych, na komunikatorach ustawiasz się na imprezy, nagrywasz filmik ze swoją ukochaną w bikini albo rejestrujesz rozmowę, która może się przydać kiedyś jako dowód. Tak na wszelki wypadek. Nie piszesz listów, tylko SMSy. Nie musisz wyrażać słowami emocji, tylko wstawiasz żółtą buźkę z odpowiednią minką.

Ale to nie wszystko, bo przecież w tym konkretnym powieściowym przypadku za smartfonem-backupem życia stoi cała historia – jeśli chcecie poznać ją osobiście bez dopowiadania, to biegnijcie koniecznie po „Tekst”, a jak potrzebujecie konkretów, to służę pomocą. Koncept jest znakomity i przerażający jednocześnie: Ilja Goriunow, młody, roześmiany student, pewnego czerwcowego wieczoru wybiera się z ukochaną do modnego moskiewskiego klubu. Zamieszanie, utarczka słowna z pewnym policjantem, kilka ostrych słów i…Ilja zostaje niesłusznie oskarżony o handel narkotykami, po czym po błyskawicznym procesie zostaje skazany na siedem lat więzienia. Odbywa pełen wymiar kary i wraca do domu, tylko po to, by odkryć, jak bardzo zmienił się świat i wszyscy jego bliscy.

Wymarzony, wyczekiwany powrót okazuje się być gorzką katastrofą. Matka Ilji umarła – a rozmawiał z nią ledwie dwa dni temu! – dawna ukochana wyrzuciła go z pamięci, koledzy obracają się w innym świecie. Eks-więzień decyduje się na konfrontację z jeszcze jedną postacią z przeszłości, policjantem Pietią Chazinem, który go wrobił w handel. I tak, spotyka go. Tylko po to, by zadać mu śmiertelny cios. W niewyjaśnionym odruchu zabiera mu telefon, najnowszy model ajfona, i odtwarza całe życie swojej nemezis: jego konflikt z ojcem, ciemne interesy, związek z piękną Niną… i by opóźnić pościg za zamordowanym, zaczyna odpowiadać na wiadomości i smsy. Nie jako Ijla. Jako Pietia.

Cała ta łatwość, z jaką Ilja wciela się w Pietię, natychmiast narzuca najbardziej oczywistą refleksję: jak wiele ze swojego życia offline przelewamy online i jak dokładnie można nas poznać, przeglądając zawartość naszych telefonów. I jak dziecinnie prosto to wykorzystać. Gorzka to refleksja, bardzo gorzka. Ale to nie wszystko: Glukhovsky bardzo umiejętnie pokazuje nie tylko całą tę technologiczną otoczkę, ale także snuje opowieść o tym, co to znaczy być przyzwoitym i jakie tego ponosi się konsekwencje. W ogólnym rozrachunku przychodów i strat może wydawać się, że nie warto. Że i tak w świecie rządzonym przez nieuczciwość, żądzę władzy i pieniądza wszystkie ludzkie odruchy są skazane na porażkę. Ostatnie zdania powieści, pozornie tylko informacyjne i suche, każą się zastanowić, czy tak jest na pewno. Pozostawiam do własnego rozstrzygnięcia, ale koniecznie po lekturze „Tekstu”. Jest w tej książce coś – nie tylko wartka akcja i frapujący pomysł ze smartfonem – co prowokuje do myślenia o byciu człowiekiem w ogóle.

Nieco niespodziewanie, prawda?

PS. Nie wiedzieć czemu, ale w głowie cały czas gra mi pieśń o Tagance Wysockiego…
PPS. Spotkanie z Glukhovskym poświęcone „Tekstowi” już w tę niedzielę w empiku w Bonarce, o 18. Będę ja (prowadzić!), bądźcie i Wy!
PPPS. Za książkę ślicznie dziękuję wydawnictwu Insignis!


„Tekst” Dmitry Glukhovsky
(„Текст”, 2017)
Tłum. Paweł Podmiotko, wydawnictwo Insignis 2017

7 myśli w temacie “Dmitry Glukhovsky o backupie życia i byciu przyzwoitym, czyli Tekst

  1. Wydaje mi się, że to, że „Metro 2033” okazało się takim hitem to taka trochę klątwa Glukhovsky’ego. Bo niby fajnie, że twoja książka znana jest na całym świecie, ale słabo, że czegokolwiek by teraz nie napisał to wszyscy i tak kojarzyć go będą z „Metrem 2033”. A szkoda, bo Glukhovsky umie pisać a każda jego książka jest inna i inaczej napisana. Jako fanka pisarza nie mogłam nie napisać recenzji jego ostatniej książki, więc zapraszam do mnie na recenzję w trochę innym stylu. https://familywhoexplores.wordpress.com/2017/11/30/nowa-ksiazka-dmitryja-glukhovskyego-czyli-czy-warto-przeczytac-tekst-i-po-jaka-cholere-czekalam-35-godziny-w-kolejce-po-podpis-autora/

    1. To prawda, a Glukhovsky jest tego jak najbardziej świadomy i nieraz o tym mówił, że nie chce być tylko kojarzony z uniwersum Metra. Trzeba mu przyznać, że dzielnie pracuje na inne skojarzenia :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.